Reklama

Ceny energii ruszą w górę. Czy małe firmy mogą to zablokować?

Autor:
k.s.
2019-09-08 03:51 Aktualizacja: 2019-09-08

W 2020 roku wprowadzone ustawowo mechanizmy gwarancji cen energii elektrycznej stracą ważność i firmy powinny liczyć się z tym, że uwolniona cena wzrośnie. Czy małe firmy mogą to zablokować?

Ceny energii ruszą w górę - fot. Pixabay Ceny energii ruszą w górę - fot. Pixabay

Czy małe firmy zablokują ceny energii?

Zatem im wcześniej firmy zapewnią sobie dostawy na 2020 rok, tym lepiej, jako że im bliżej tej daty, tym oferty będą mniej korzystne. Zwłaszcza że przedsiębiorstwa obrotu na pewno zechcą powetować sobie straty na działalności operacyjnej, wynikające z ustawy prądowej. Firmy, które są dużymi odbiorcami energii elektrycznej, mogą spróbować negocjować ceny. Mniejsze podmioty, które mają trudniejszą pozycję negocjacyjną, mogą jednakpróbować zablokować podwyżki cen energii na drodze sądowej.

– Komisja Europejska już zapowiedziała, że polityka klimatyczna będzie jednym z priorytetów najbliższej kadencji. Można więc oczekiwać, że nastąpią pewne zmiany, choćby na rynku handlu uprawnieniami do emisji CO2, które będą dla nas niekorzystne, jako że większość energii wytwarzamy w źródłach wysokoemisyjnych. Warto przygotować się na to, że w 2020 roku przedsiębiorstwa obrotu będą podwyższać ceny, żeby ten koszt, który dla nich również będzie większy w związku z cenami narzucanymi przez elektrownie, przerzucić na odbiorców końcowych – mówi agencji Newseria Biznes radca prawny Jan Sakławski, wspólnik w Kancelarii Brysiewicz i Wspólnicy.

Jak ocenia, Polska ma mniej korzystną sytuację niż Francja, gdzie większość energii elektrycznej jest produkowana w elektrowniach atomowych, czy też Niemcy, które w miksie energetycznym mają duży udział OZE. Nasz kraj, gdzie 80 proc. produkcji energii wciąż opiera się na wysokoemisyjnych źródłach węglowych, musi liczyć się z kosztami wynikającymi m.in. z polityki klimatycznej UE.

Warto przypomnieć, że jeszcze w grudniu 2017 roku ceny uprawnień do emisji CO2 kształtowały się na poziomie ok. 8 euro, podczas gdy w sierpniu ubiegłego roku  przekroczyły poziom 21 euro (co oznacza prawie trzykrotny wzrost w ciągu ośmiu miesięcy). Zaś w lipcu tego roku ceny uprawnień skoczyły jeszcze wyżej, do rekordowego poziomu 30 euro, a prognozy zakładają przecież dalszy wzrost. Wysoka cena uprawnień uderza zwłaszcza w energetykę węglową, od której uzależniona jest Polska.

– Są także inne czynniki, jak rosnąca cena węgla, która również wpływa na cenę produkcji. Ten rosnący koszt zawsze będzie przerzucany przez elektrownie na podmioty, które kupują od nich energięprzedsiębiorstwa obrotu czy też przedsiębiorstwa obrotu hurtowego, które kupują w dużych wolumenach energię elektryczną – mówi Jan Sakławski.

MPiT, które jest autorem projektu ustawy o systemie rekompensat dla branż energochłonnych w związku z rosnącymi cenami energii, podaje, że obecnie ceny energii na rynku hurtowym w Polsce są wysokie na tle reszty Europy i najwyższe w porównaniu do uprzemysłowionych krajów sąsiednich. Na przestrzeni trzech lat (od 2015 do 2018) były też wyższe średnio o 20 proc. w stosunku do Niemiec, o 23 proc. wobec Czech, 18 proc. wobec Słowacji oraz 5 proc. w stosunku do Rumunii – tak wynika z analizy rocznych kontraktów na zakup energii elektrycznej przeprowadzonej przez resort.

– W 2019 roku wprowadzone przez ustawodawcę mechanizmy utrzymania energii w zasadzie wyłączają problem podwyżek, ale z drugiej strony, sprawiają, że problem wróci ze zdwojoną siłą w 2020 roku – mówi Jan Sakławski.

Dzięki tzw. ustawie prądowej mikro i małe przedsiębiorstwa nie będą musiały w drugiej połowie tego roku płacić rachunków za energię elektryczną wyższych o 30 do nawet 50 proc. (o ile oczywiście do 13 sierpnia złożyły odpowiednie oświadczenie u swojego dostawcy energii). Ustawa zamroziła ceny energii na poziomie z czerwca ubiegłego roku, chociaż – jak podkreśla ekspert – jest to rozwiązanie krótkoterminowe. W 2020 roku wprowadzone przez ustawodawcę mechanizmy gwarancji cen utracą ważność i wówczas firmy muszą liczyć się z tym, że uwolniona cena wzrośnie. Przedsiębiorstwa obrotu będą próbowały powetować sobie straty na działalności operacyjnej, które wynikają z ustawy prądowej.

– Im wcześniej przedsiębiorstwa, które zawierają umowy na określony czas, zapewnią sobie dostawy na 2020 rok, tym lepiej, ponieważ im bliżej tej daty, tym oferty będą dla przedsiębiorców mniej korzystne – mówi Jan Sakławski. – Część przedsiębiorstw ma duży problem z tym, żeby sobie poradzić z sytuacją rynkową związaną z ustawowym obniżeniem cen energii. Wchodzą w postępowania restrukturyzacyjne, sprzedają portfele klientów, wycofują się z rynku. Dlatego oferta rynkowa będzie znacząco mniejsza niż dotychczas.

Jak podkreśla ekspert, cena energii zwłaszcza dla przedsiębiorstw produkcyjnych jest dziś kluczowym elementem działalności i głównym kosztem. Jej wzrost o kilkadziesiąt procent sprawi, że ten koszt firma będzie musiała przerzucić na konsumentów albo – o ile nie ma rezerwy finansowej – po prostu ograniczyć produkcję, co odbędzie się ze szkodą dla całej gospodarki.

Przedsiębiorstwa, będące dużymi odbiorcami energii elektrycznej, zwłaszcza te, które pobierają co najmniej kilkaset megawatogodzin energii miesięcznie, mogą podjąć się negocjacji z przedsiębiorstwami obrotu. Mniejsze są w gorszej sytuacji, bo mają trudniejszą pozycję negocjacyjną.

– Dla tych przedsiębiorców obrona przed podwyżką może nastąpić na drodze sądowej. Można spróbować zakwestionować podwyższenie ceny energii elektrycznej przez przedsiębiorstwo obrotu, ale to zależy od jednostkowej sytuacji każdego z przedsiębiorców i od treści umowy. Bardzo często przedsiębiorstwa obrotu wprowadzają podwyżki w sprzeczności z postanowieniami umowy, nie dochowując jej warunków. Czasem następuje to z naruszeniem przepisów powszechnie obowiązującego prawa. Dlatego w takiej sytuacji warto zgłosić się do prawnika, żeby przeanalizował umowę, charakter relacji z przedsiębiorstwem obrotu i na tej podstawie być może stworzył strategię, w ramach której uda się zakwestionować podwyżkę – mówi Jan Sakławski.

Na rynku funkcjonują teraz dwie formuły umów sprzedaży energii, które w pewnym stopniu mogą wykluczyć ryzyko podwyżek. Pierwsza to umowa, która nie wprowadza stałej ceny na cały okres jej trwania, lecz cenę zmienną, uzależnioną od wartości indeksu BASE na Towarowej Giełdzie Energii.

– Jeżeli cena na TGE idzie w górę, to w odpowiednim zakresie rośnie również cena dla odbiorcy końcowego. Jeżeli ta cena pójdzie w dół, to również cena odbiorcy końcowego spada. Plusem tego mechanizmu jest to, że wyklucza „widzimisię” przedsiębiorstw obrotu – mówi Jan Sakławski.

Drugi mechanizm, jest dostępny jednak głównie dla dużych podmiotów. To umowa PPA (Power Purchase Agreement), zawierana bezpośrednio z wytwórcą energii. Taki instrument funkcjonuje głównie na rynku OZE – odbiorca końcowy zawiera kontrakt bezpośrednio z operatorem farmy wiatrowej czy fotowoltaicznej i z pominięciem systemu dystrybucyjnego (stąd konieczne jest bezpośrednie połączenie między producentem i odbiorcą). Umowę PPA zawarł na przykład w połowie ubiegłego roku Mercedes-Benz, którego fabryka silników w Jaworze ma być w całości zasilana zieloną energią z oddalonej o kilka kilometrów farmy wiatrowej Taczalin.

– OZE są uzależnione od warunków meteorologicznych. Odbiorca końcowy, który zawiera umowę bezpośrednio z wytwórcą energii, bez pośrednictwa giełdy czy przedsiębiorstwa obrotu, gwarantuje sobie pewien poziom dostaw, ale z drugiej strony musi mieć świadomość, że jeśli nie będzie wiało albo słońce nie będzie świecić, to tej energii nie będzie. Natomiast zakres umowy i produkcja są w tym przypadku całkowicie uniezależnione od wahań kursowych, związanych np. z rosnącymi cenami energii wytwarzanej w źródłach konwencjonalnych. Jest to natomiast rozwiązanie dosyć drogie organizacyjnie i wymaga dużego know-how, żeby z niego świadomie korzystać, dlatego jest preferowane raczej przez duże podmioty i dużych odbiorców – mówi wspólnik w Kancelarii Brysiewicz i Wspólnicy.


Źródło: Newseria.pl

Byłoby dość smutne, gdyby przerzucono ciężar finansowania dużych korporacji na barki małych firm, a jeszcze do tego miałyby pokrywać koszty adwokackie i sądowe, by udowodnić, że działania monopolistów są bezprawne. Tylko, że dystrybutorzy, którzy podnoszą ceny energii także nie działają w próżni, bo to niestety, posunięcia Rządu prowadzą do takich skutków. Co o tym myślicie?

 

Reklama
Reklama
Reklama