reklama

Nowy rollercoaster w Mandorii. „Mamo, ja chcę do domu” [TEST]

Opublikowano:
Autor:

Nowy rollercoaster w Mandorii. „Mamo, ja chcę do domu” [TEST] - Zdjęcie główne
Autor: Patryk Kwieciński | Opis: Sprawdziłem na własnej skórze, ile adrenaliny kryje w sobie przejazd nowym rollercoasterem.

reklama
Udostępnij na:
Facebook
ŁódzkiePodłódzki park rozrywki uruchomił swoją pierwszą zewnętrzną atrakcję. Sprawdziłem na własnej skórze, ile adrenaliny kryje w sobie przejazd nowym rollercoasterem.
reklama

Nowy rollercoaster w Mandorii

Na początku lipca w podłódzkiej Mandorii otworzyła się pierwsza atrakcja, która znajduje się na zewnątrz największego w Polsce i Europie całorocznego krytego parku rozrywki. Jest nią rollercoaster „Valtor”, który miałem okazję przetestować.

Na wejście do 4-osobowego wagonika musiałem czekać około 30 minut w kolejce, która z minuty na minutę robiła się coraz dłuższa, ale wpuszczanie na atrakcję przez pracowników było bardzo sprawne. Przejazd wagonem stylizowanym na mechanicznego dzika rozpoczął się dość niepozornie - przecież jeszcze kilka lat temu większe i szybsze rollercoastery nie robiły na mnie wrażenia.

Spokojnie wjechaliśmy na wysokość 21 metrów, skąd rozpościera się chyba najlepszy widok na świecie, a może i nawet w samym Rzgowie – na napis „PTAK”.

reklama

„PTAK” prawie opuścił gniazdo

Przyspieszenie i runęliśmy z samej góry. Niestety byłem na tyle nieodpowiedzialny, że 30 minut wcześniej połakomiłem się na skrzydełka w „Panierowanej Kurze”. Moje treści żołądkowe postanowiły dostać skrzydeł, choć nie dostarczyłem im Red Bulla, i nim dziewczyny siedzące przede mną zdążyły krzyknąć głośne „AAAAAAAAAAA”, były bliskie opuszczenia swojego gniazda. Sytuacja ustabilizowała się na dole, ale wtedy zacząłem napawać się samym przejazdem, któremu towarzyszyło mnóstwo emocji…

Tor ma długość 515 metrów i jest bardziej kręty i wyboisty niż łódzkie drogi. Wagon rozpędza się do 55–60 km/h, więc na jednym z zakrętów krzyknąłem: „Mamo, ja chcę do domu!”. W każdej sekundzie przejazdu byłem jednocześnie podekscytowany i wystraszony, a ostatnio taki wyrzut adrenaliny miałem, gdy relacjonowałem przemarsz kibiców Ruchu Chorzów na stadion ŁKS-u z bliskiej odległości.

reklama

Po około 1,5 minuty jazdy wagon zwolnił i zjechał do miejsca, z którego wyruszyłem. Zabezpieczenie się odblokowało, wstałem, wyszedłem z wagonu i ucałowałem ziemię jak Kwaśniewski po wyjściu z helikoptera. Chwila na ustabilizowanie błędnika, po czym niespodziewanie naszła mnie chęć na ponowny przejazd. Szkoda, że trzeba było wracać do redakcji. Reasumując ten niezbyt poważny test w stylu felietonowym: polecam wszystkim, którzy po drodze nie zahaczyli o „Panierowaną Kurę”.

Jak inni oceniają nowy rollercoaster?

Wśród ludzi, którzy czekali w kolejce, były osoby w różnym wieku. Z naszych rozmów wynika, że atrakcja najbardziej przypadła do gustu nastolatkom.

- Bardzo mi się podobał przejazd, było trochę strachu, ale nie ma co się bać! Całość trwała z dwie minuty, a najfajniejszym momentem był pierwszy spadek po wjeździe na górę. Chętnie poszedłbym jeszcze raz, ale nie chce mi się znowu w kolejce stać, bo jest dość długa 

reklama

- powiedział nam Kacper.

Na przejazd decydowali się też rodzice z dziećmi. 

- Strasznie było, ale mimo wszystko fajnie. Wszedłem z córką, bo nie chciałem, żeby jechała sama, a ma 9 lat 

- powiedział pan Arkadiusz.

Atrakcja jest dostępna dla osób powyżej 100 cm wzrostu.

reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy
logo