2,5 mln zł zadośćuczynienia dla rodzin ofiar wypadku
Mężczyzna przez 15 lat nie będzie też mógł prowadzić żadnego pojazdu mechanicznego. Ma również zapłacić łącznie 2,5 mln zł zadośćuczynienia najbliższym ofiar wypadku.
A ci z uwagą przysłuchiwali się środowej rozprawie (przez całe postępowanie byli oskarżycielami posiłkowymi - przyp. red.). Kiedy w czasie odczytywania wyroku sędzia Renata Folkman przypomniała obrażenia, jakich doznała zmarła tragicznie rodzina - Martyna, Patryk i ich syn Oliwier - na sali rozległy się szlochy.
W uzasadnieniu orzeczenia sędzia Folkman stwierdziła, że obszerny materiał dowodowy w tej sprawie świadczy, że jedynym winnym jest oskarżony.
- Wyłącznie jego obciąża to zdarzenie i jego skutki. Usprawnienie samochodu, których dokonał, były mu potrzebne do jazdy wyścigowej. Sprawdzał, jaką można osiągnąć prędkość takim przerobionym autem. Nie wiadomo, ile wcześniej takich eksperymentów wykonał. Jeden z pracowników oskarżonego powiedział, ze jeździli z szefem tak szybko, jak się dało.
"Oskarżony nie przekazuje rzeczywistego obrazu sytuacji"
Sędzia przypomniała, że przez cały proces Sebastian M. utrzymywał, iż nie przekroczył prędkości 200 km/godz.
- Oskarżonemu umyka to, co powiedzieli świadkowie, którzy widzieli jego brawurową jazdę tamtego wieczoru. Wszyscy mówili, że jechał bardzo szybko. Oskarżony nie przekazuje rzeczywistego obrazu sytuacji, żeby się wybielić. Jego wersji przeczą dowody, szczególnie ustalenia biegłych, którzy przeanalizowali przebieg wypadku i zniszczenia obu samochodów
- mówiła Renata Folkman.
Sędzia podkreśliła, że Sebastian M. w sposób skrajnie rażący łamał przepisy ruchu drogowego, a drogę publiczną potraktował jak tor wyścigowy.
- Gdyby proces rozpoczął się w tym roku, po nowelizacji przepisów dotyczących ruchu drogowego, groziłoby mu 10 lat więzienia. Ta sprawa niech będzie przyczynkiem do dyskusji nad tym, czy tuningowanie pojazdów i poruszanie się z taką prędkością po drogach publicznych nie powinno być surowiej penalizowane.
Sebastian M. o zwolnienie warunkowe będzie mógł ubiegać się po odbyciu 3/4 kary. Sędzia Folkman zdecydowała także o przedłużeniu mu tymczasowego aresztu.
Obrona zapowiedziała złożenie apelacji od wyroku
Po wyjściu z sali sądowej obrończyni oskarżonego, mecenas Katarzyna Hebda, niemal od razu zapowiedziała złożenie apelacji.
- Jeżeli chodzi o argumenty, które staną się jej przedmiotem, to jest jeszcze za wcześnie, żeby o tym mówić, ponieważ dzisiaj usłyszeliśmy od sądu jedynie zasadnicze motywy wyroku. Nie można tego traktować jako pełne uzasadnienie, a przedmiotem apelacji będzie pełne uzasadnienie sądu. Ponieważ gdyby to uzasadnienie spłycić do kilku zdań, to musielibyśmy powiedzieć o tym, że wina mojego klienta polega na tym, iż zmodyfikował samochód, przekroczył prędkość i przekraczał ją w przeszłości, i wyjechał w celach służbowych po zdarzeniu. Do tego sprowadzały się dzisiejsze ustne motywy w naszej ocenie.
Zdaniem mec. Hebdy, jej mowa końcowa zasadzała się na kwestiach technicznych, do których obrona miała zasadnicze zastrzeżenia.
- I dziś absolutnie nie usłyszeliśmy od sądu ani jednego zdania na temat tego, dlaczego nie należało dać wiary temu wszystkiemu, o czym mówiliśmy. Tego w dzisiejszych ustnych motywach w ogóle nie było.
"Skala naruszeń, jakich dopuścił się oskarżony, jest wielka"
Z tego, że sąd podzielił stanowisko jego i prokuratora, cieszył się mecenas Łukasz Kowalski, pełnomocnik bliskich ofiar wypadku.
- Argumentacja przywołana dzisiaj przez sąd świadczy o tym, że skala naruszeń, których dopuścił się oskarżony, jest na tyle wielka, iż nie pozostawiło to sądowi wątpliwości, żeby zasądzić najwyższy wymiar kary.
Pytany o związane z całą sprawą emocje, mec. Kowalski przyznał, że oskarżony uodpornił go na nie.
- Ja od trzech lat bardziej emocjonalnie jestem związany z pokrzywdzonymi, bo to oni są narażeni na te emocje i na tej sali sądowej słyszeli różne rzeczy. Zapoznawali się z różnymi teoriami, które były oderwane od materiału dowodowego, głosząc alternatywną wersję tego wypadku. Mówiono na przykład, że to ofiary zajechały drogę oskarżonemu. Materiał dowodowy wykluczył to absolutnie i dzisiaj sąd to potwierdził.
Łukasz Kowalski zauważył, że zasądzone odszkodowanie jest rekordowym, jeśli chodzi o proces karny za wypadek ze skutkiem śmiertelnym.
- I cieszy mnie to, że sąd, widząc ułomność ustawodawcy, iż nie dało się orzec wyższego wymiaru kary, bo ten najwyższy został orzeczony, przynajmniej zapewnił jakąś jesień życia rodzinom ofiar. Chociaż żadne pieniądze nie przywrócą im bliskich.
"To jest wciąż mniej niż wymagałby rozmiar tej tragedii"
Z wyroku był też zadowolony prokurator Aleksander Duda.
- Sąd wymierzył maksymalną możliwą karę za przestępstwo, które przypisał oskarżonemu. Myśmy się tego domagali. Można więc powiedzieć, że osiągnęliśmy wszystko, na co pozwalało nam prawo, ale to jest wciąż mniej niż wymagałby rozmiar tej tragedii.
Przypomnijmy. Do wypadku doszło 16 września 2023 r. wieczorem na autostradzie A1 koło Piotrkowa Trybunalskiego. Na wysokości wsi Sierosław, na jezdni w kierunku Katowic, BMW zderzyło się z Kią, która wpadła na bariery energochłonne i stanęła w płomieniach. Jadąca autem rodzina - małżeństwo i ich pięcioletni syn - zginęła na miejscu.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.