To wciąż etap analiz, ale już dziś eksperci i urzędnicy mówią o ryzyku migracji zanieczyszczeń i możliwych scenariuszach zabezpieczenia ogromnych składowisk. Bo problem jest głęboki - dosłownie i w przenośni, a ostateczna skala skażenia i kosztów rekultywacji wciąż pozostaje przedmiotem analiz.
Do finału jeszcze daleko
Mieszkańcy Zgierza i okolic czekali od lat, by ktoś wreszcie zajął się szkodliwymi odpadami. Ten moment wreszcie nastąpił, ale podsekretarz stanu w Ministerstwo Klimatu i Środowiska Anita Sowińska studzi oczekiwania rychłego finału. Podkreśla, że to etap przejściowy - między badaniami a planem naprawczym:
- Dzisiaj tak naprawdę jest bardzo ważny dzień dla Zgierzan dlatego, że miasto przedstawia ocenę stanu środowiska, która będzie stanowić podstawę do tego, żeby przygotować plan naprawczy. I tak naprawdę to plan naprawczy pokaże nam, jakie są kierunki zmian i o jakich kwotach mówimy
- mówi. I od razu zaznacza, że kluczowe liczby to dopiero przyszłość.
- Spodziewam się oczywiście znaczących kwot, natomiast już teraz złożyłam fiszkę na nową perspektywę unijną, na środki unijne i oczywiście te plany naprawcze pomogą nam w tym, żeby po te środki sukcesywnie i realistycznie sięgnąć.
Nam przede wszystkim zależy, żeby ten plan naprawczy realizował nasze cele, czyli żeby te składowiska, te odpady po byłych zakładach Boruta, one nigdy nie zagrażały już ludziom ani teraz, ani nawet za 100 lat, albo nawet dłużej. Zależy nam również, żeby zabezpieczyć te składowiska przed przeciekaniem, na przykład do rzeki Bzury.
100 mln zł z KPO
Anita Sowińska przypomina, że projekt już dziś ma ogromną skalę finansową, ale dotyczy etapu przygotowawczego:
- W ramach KPO Zgierz otrzymał już dofinansowanie do oceny stanu środowiska. Na pięć miast w całej Polsce otrzymaliśmy kwotę 100 milionów złotych i dodatkowo Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska zabezpieczył dofinansowanie na VAT, które było dla samorządów dodatkowym kosztem.
Przedstawione wyniki będą podstawą do opracowania Planu Poprawy Stanu Środowiska na Terenach Zdegradowanych w Zgierzu, który określi niezbędne działania naprawcze oraz pozwoli oszacować koszty przyszłej rekultywacji. Plan ma być gotowy do września 2026 r. Wcześniej, na przełomie lipca i sierpnia, opublikowany zostanie oficjalny raport z badań.
Dwa scenariusze: „sarkofag albo instalacja”
W wypowiedziach przedstawicielki rządu pojawiają się dwa możliwe kierunki dalszych działań, ale bez przesądzenia, który zostanie wybrany:
- Po prezentacji w Tarnowskich Górach mogę sobie wyobrazić, że kierunkiem mogłoby być po prostu zabezpieczenie tego terenu w postaci sarkofagu i zabezpieczenie przede wszystkim przed przeciekaniem do wód podziemnych, ale także do wód powierzchniowych.
Druga opcja jest znacznie bardziej inwazyjna:
- Drugi potencjalny kierunek to jest ewentualnie zakład unieszkodliwiania odpadów niebezpiecznych tutaj na miejscu. Na pewno nierealistycznie finansowo, ani logistycznie jest rozwiązanie, żeby gdziekolwiek wywozić te odpady, bo to po prostu jest niemożliwe fizycznie
- dodaje Sowińska.
Ogrodzenia, monitoring, kanalizacja
- Najważniejsze jest znalezienie rozwiązania, czyli tego kierunku dla planu poprawy rozwiązywań technicznych, jakie mogą być zastosowane realnie do wdrożenia
- dodaje prezydent Zgierza, Przemysław Staniszewski.
Prezydent wymienia też konkretne działania, które są już wdrażane:
- W tej chwili jest wykonywane ogrodzenie, które zabezpiecza przed wtargnięciem osób trzecich na teren. Montujemy monitoring wizyjny, monitoring środowiskowy, kwestie związane z realizacjami odbioru odcieków były przeprowadzone i były na bieżąco analizowane przez właściwe służby. Budowana jest też kanalizacja.
To jeden z najtrudniejszych projektów
Badania na terenie trzech zgierskich składowisk prowadzi firma Remea. Jej przedstawiciele nie mają wątpliwości, że teren jest ekstremalny.
Emil Soból, kierownik produkcji mówi wprost:
- Zdecydowanie chyba to jeden z najtrudniejszych projektów, z jakimi się mierzymy. Główne problemy to faktycznie niebezpieczne odpady na samym nawet składowisku gipsów i popiołu, bo mamy tam dużo odpadów komunalnych, bardzo dużo wystających prętów. Musieliśmy sobie najpierw utorować drogę do punktów badawczych
I dalej o pracy w terenie:
- Bardzo duże było zaangażowanie BHP, bo mieliśmy również tam samozapłony, już wiemy o nich z historii. I podczas samych wierceń duże wyziewy lotnych związków organicznych, więc zabezpieczenie ekipy w maski przeciwgazowe i detektory czterogazowe, które na bieżąco mówiły nam o stężeniach wydobywających się oparów
- dodaje kierownik.
Padły też konkretne liczby dotyczące wierceń. Jak podkreślają badacze, sam proces badawczy był wyzwaniem.
- Wiercenia sięgały nawet 21 metrów. Same odpady zalegały do około 15 metrów, natomiast na składowisku za Bzurą od 11 do 13 metrów.
I kluczowa obserwacja:
- Po stwierdzonych zanieczyszczeniach musieliśmy osiągnąć spąg tego zanieczyszczenia, więc przejęcie tych czystych gruntów było dużym wyzwaniem, ponieważ zalegały one dosyć głęboko.
Zapamiętam na pewno na długo czas zimowy, kiedy przyjechaliśmy na inspekcję, kiedy były mrozy po minus 25 stopni. My już wtedy pracowaliśmy w terenie. Mimo tych siarczystych mrozów wysienki ze składowiska odpadów niebezpiecznych były nadal niezamarznięte! One były cały czas płynne, więc są to naprawdę groźne chemikalia i mimo zimowego okresu odór tam nadal występował.
Kiedy pełne wyniki analiz?
Badania są nadal na etapie analiz. Trwa opracowywanie kompleksowej oceny zanieczyszczenia powierzchni ziemi, obejmującej grunty, odpady i wody gruntowe oraz wzajemne oddziaływanie wykrywanych związków. Jak podkreślono, część danych nie jest jeszcze potwierdzona, a ostateczna skala i kubatura zanieczyszczeń zostanie określona dopiero w końcowej wersji opracowania. Na tym etapie nie przedstawiono jeszcze finalnych wniosków ani rekomendacji.
Kluczowe jest, czy nie ma zagrożenia zanieczyszczeniem Bzury, bo konsekwencje mogłyby być fatalne.
- Nie powinniśmy zapominać o tym, że nośnikiem zanieczyszczenia są także wody gruntowe, więc jeżeli mamy zanieczyszczenia w gruncie, ona może migrować do wód gruntowych, a dalej już kolejnymi drogami nawet i do Morza Bałtyckiego. Dlatego też tak ważne jest zabezpieczenie tego, z czym tutaj się mierzymy, aby nie rozprzestrzeniało się poza obszar, który tutaj omawiamy
- mówi Ewa Iwanicka, dyrektorka oddziału badań w Remea.
Oficjalny raport z badań ma zostać opublikowany na przełomie lipca i sierpnia 2026 roku. Dopiero wtedy będzie można zobaczyć pełny obraz tego, co naprawdę kryje teren dawnych zakładów Boruta.
Na jego podstawie powstanie Plan Poprawy Stanu Środowiska dla Zgierza. Dokument ma być gotowy do września 2026 roku i wskaże konkretne rozwiązania.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.