Połamane (dosłownie) skrzydła piłkarskiego Widzewa. Przyszedł czas na eksperymenty?

Autor:
Piotr Mika
2019-11-05 20:00

Wydawało się, że obecna kadra Czerwono-Biało-Czerwonych jest wystarczająca by zdominować trzeci poziom rozgrywkowy w Polsce. Niestety rzeczywistość jest nieco inna, a po ostatnich spotkaniach największe braki widać na bokach pomocy.

Czy Łukasz Kosakiewicz ma szansę zagrać jak pomocnik? (Fot. widzew.com / Adam Bryja) Czy Łukasz Kosakiewicz ma szansę zagrać jak pomocnik? (Fot. widzew.com / Adam Bryja)

W trwającym sezonie trener Marcin Kaczmarek dysponuje czterema zawodnikami mogącymi grać na bokach pomocy, a są to dwaj młodzieżowcy Konrad Gutowski i Michael Ameyaw, grający na lewej stronie, a także Christopher Mandiangu oraz Daniel Mąka, grający głównie po prawej stronie. W momencie gdy z gry wypadł kontuzjowany Daniel Mąka (o tym i o wsparciu dla pomocnika płynącym od kibiców więcej przeczytacie TUTAJ), trener Widzewa ma bardzo ograniczone pole manewru.

PROBLEM, KTÓRY POJAWIŁ SIĘ JUŻ WCZEŚNIEJ

We wstępie wspomniałem, że ligowa sytuacja Widzewa nie jest idealna w tym sezonie, pomimo wielu klasowych wzmocnień przed rozpoczęciem rundy jesiennej. Łodzianie są aktualnie na 4. miejscu w tabeli, tracąc do lidera (Resovii, z którą przegrali w minioną niedzielę) 3 punkty. Przed nimi znajdują się GKS Katowice oraz Górnik Łęczna z przewagą odpowiednio 2 i 1 punktu. Na głębszą analizę gry Widzewa przyjdzie czas, lecz jednym z problemów przez które łodzianie tracą punkty są problemy w pomocy, czyli również na skrzydłach.

Kto regularnie śledzi losy łódzkiego klubu powinien się ze mną zgodzić, że problem z obsadą boków pomocy w łódzkiej drużynie nie zaczął się wraz z kontuzją Daniela Mąki. Obniżkę formy podstawowych skrzydłowych, czyli Mąki oraz Gutowskiego możemy obserwować już od dłuższego czasu. Owszem, miewali oni lepsze momenty, jak mecz z Pogonią Siedlce (dwie bramki Gutowskiego), czy piękny gol Mąki z rzutu wolnego przeciwko Górnikowi Polkowice, dający zwycięstwo łodzianom. Niestety były to jednak momenty i choć zawodników nie rozlicza się tylko z liczb, to tego najbardziej brakuje Widzewowi – bramek, a te biorą się z podań, które również powinni zapewniać boczni pomocnicy.

Polecamy: KARATE: Złoty medal łódzkiego karateki na Mistrzostwach Świata w Chile!

BRAK WARTOŚCIOWYCH ZMIENNIKÓW

Problem w tym, że nawet gdyby trener Kaczmarek chciał, nie miałby kim ich zastąpić. Od tej chwili nawet nie mamy co rozpatrywać Mąki, więc zostajemy z trzema nominalnymi skrzydłowymi. Michael Ameyaw do tej pory był etatowym zmiennikiem Gutowskiego i wcale nie bez powodu. Grał on więcej na początku rundy, lecz gdy jego rok starszy kolega wrócił do formy to wskoczył do składu i nie oddaje swojego miejsca, choć jego gra wygląda gorzej niż jeszcze kilka tygodni temu. Ameyaw wchodząc z ławki za Gutowskiego nie daje jednak argumentów, by stawiać na niego częściej.

Z prawej strony pozostaje nam tylko Christopher Mandiangu, który jako jedyny z całej czwórki broni się swoimi statystykami, które znajdziecie poniżej (informacje zaczerpnięte ze strony transfermarkt.pl, uwzględniam tylko występy ligowe):

Zawodnik Występy Bramki Asysty Minuty gry
Ameyaw 13 - 1 455'
Mąka 16 2 - 1061'
Gutowski 16 3 - 993'
Mandiangu 13 2 4 371'

Sam przyznam, że nie zdawałem sobie sprawy jak dobrze wypada statystyka bramek i asyst Mandiangu w kontekście tego, jak mało minut zaliczył na boisku! Niestety popularny Massambinho nie występuje częściej, gdyż gra od pierwszej minuty wyraźnie mu nie służy. Pomocnik z niemieckim paszportem najlepiej radzi sobie właśnie w końcówkach spotkań, gdzie zmęczeni rywale nie są w stanie za nim nadążyć. Na więcej minut nie wystarcza mu sił, (choć dołączył do drużyny jeszcze w trakcie sezonu przygotowawczego) co sprawia, że w późniejszej fazie meczu i tak trzeba mieć kogoś, kto go zastąpi. Teraz jednak szkoleniowiec Widzewa może nie mieć wyboru, aby stawiać na 27-latka, chyba że…

A MOŻE BY TAK… KOSAKIEWICZ?

Wiem, że jeśli nie podzielisz się publicznie jakimś pomysłem, trudno bronić tego, że wpadło się na niego samemu, gdy już wszyscy zaczną o tym mówić. Tak jest właśnie u mnie teraz, gdy na Twitterze zobaczyłem posty sugerujące, że na prawej pomocy powinien zagrać Łukasz Kosakiewicz.

 

 

Ten pomysł kiełkował w mojej głowie już przed meczem z Legią w Pucharze Polski. Wydawało mi się, że Łukasz Turzyniecki zagrał przeciwko Stali Stalowa Wola (a wcześniej przeciwko Śląskowi Wrocław w PP) na tyle dobrze, że mógłby wrócić do pierwszego składu, ale wcale nie kosztem swojego imiennika z obrony.

Łukasz Kosakiewicz zdecydowanie jest jednym z najlepszych zawodników ofensywnych Widzewa i to pomimo tego, że gra na prawej obronie. Taktyczne ustawienie drużyny pozwala mu jednak na częste rajdy – miejsce na skrzydle zostawiał mu schodzący do środka Mąka, zaś jego pozycję w obronie asekurowali koledzy z defensywy. W momencie takiego deficytu na skrzydłach, wydaje się naturalnym wykorzystanie jego potencjału w ataku. No i do tego, po wykonaniu rzutu rożnego po lewej stronie boiska, „Kosa” miałby trochę mniej metrów do przebiegnięcia, aby odbudować swoją pozycję.

Polecamy: Jak przebiega budowa stadionu ŁKS-u?

JAK SZALEĆ, TO SZALEĆ! PIĘCZEK WRÓCI DO ŁASK?

Wspomniałem już, że na lewym skrzydle zarówno Ameyaw i Gutowski nie spełniają należycie swojej roli. Być może także tutaj trener Kaczmarek mógłby zaryzykować czymś nieszablonowym?

Jak mogliście przeczytać wyżej, jeden z kibiców zasugerował również, aby na lewej stronie pomocy zagrał niewidziany dawno w pierwszym składzie Marcel Pięczek. Zawsze lubiłem piłkarskie eksperymenty (no może poza ładowaniem Michała Millera (napastnika) na środek obrony przez Franciszka Smudę), więc takie ustawienie zaspokoiło by również moją obserwatorską ciekawość. Marcel stracił miejsce w składzie po urazie odniesionym w meczu z Lechem II Poznań, gdy zszedł w połowie spotkania. Dwa tygodnie później był już gotowy do gry, ale Kornel Kordas nie oddał miejsca w pierwszej „jedenastce”. Pięczek zastąpił go w meczu z GKS-em na 25 minut przed końcem spotkania i wydawało się, że Kordas znów może wrócić na ławkę.

Tak się jednak nie stało, a wypożyczony z Korony Kielce zawodnik zagrał w dwóch kolejnych ligowych meczach oraz jednym pucharowym. W spotkaniu z Resovią nie zaprezentował się najlepiej, ale być może dostanie od trenera okazję do rehabilitacji w następnym spotkaniu. Szansy na to, aby zarówno Kordas i Pięczek zagrali razem, należy upatrywać w tym, że dla Marcela gra w pomocy nie byłaby pierwszyzną – przed zadomowieniem się na lewej obronie 18-latek grał w środku drugiej linii. Dodatkowo jest młodzieżowcem, a takich zawodników trener Kaczmarek musi mieć na boisku zawsze dwóch. Ostatnim argumentem jaki do mnie przemawia, aby postawić na Pięczka na lewym skrzydle jest niewątpliwe doświadczenie w obronie, więc mógłby skuteczniej asekurować Kordasa niż Gutowski (który moim zdaniem i tak zrobił progres w tym elemencie gry).

PAPIER PRZYJMIE WSZYSTKO

Jest takie ładne stwierdzenie, że coś „dobrze wygląda na papierze” i tak często jest również z pomysłami dziennikarzy na różne ustawienia piłkarzy na boisku. O ile wybór Kosakiewicza na prawą pomoc broni się w każdy możliwy sposób, o tyle wyjście Pięczka w pierwszym składzie uważam za coś bardziej fantazyjnego. Trener Widzewa ma prawo szukać nowych rozwiązań, ale musi dobrze zarządzać ryzykiem, ponieważ nie ma dużego pola manewru, a punkty muszą się zgadzać. Możliwe, że trener postawi na bezpieczniejszy wariant w obronie, przy czym nie będzie rotował bardzo składem w drugiej linii. W takiej sytuacji na lewym boku defensywy mógłby zagrać Sebastian Rudol (jego miejsce na środku zająłby Zieleniecki), zaś na bokach pomocy zobaczylibyśmy Gutowskiego oraz Ameyaw.

Trener Kaczmarek przed meczem ze Zniczem na pewno będzie miał sporo pracy, zarówno w sferze mentalnej, taktycznej, jak i ostatecznych wyborów personalnych. Pamiętajmy, że z czwórki młodzieżowców: Kordas, Pięczek, Gutowski, Ameyaw na boisku musi przebywać przynajmniej dwójka z nich, co z pewnością ogranicza ilość rozwiązań.

Polecamy: Wiemy z kim zagra ŁKS w 1/8 finału Totolotek Pucharu Polski
0.15204501152039