reklama

Atak agresywnego psa w Łodzi i bezradność systemu. „Tego psa nie da się oduczyć takich zachowań”

Opublikowano:
Autor:

Atak agresywnego psa w Łodzi i bezradność systemu. „Tego psa nie da się oduczyć takich zachowań” - Zdjęcie główne
Autor: Pixbay/MPK Łódź | Opis: W maju na łódzkim Złotnie agresywny pies zaatakował kobietę na oczach przerażonego dziecka.

reklama
Udostępnij na:
Facebook
Polska i światW maju na łódzkim Złotnie agresywny pies zaatakował kobietę na oczach przerażonego dziecka. To niebezpieczne zdarzenie ma być wierzchołkiem góry lodowej w skali całego kraju. O bezsilności polskiego prawa rozmawiamy z Justyną Oleś-Bernacką z projektu StopAgresjiPsow.pl.
reklama

Przerażające statystyki 

W Polsce dochodzi do około 36 tysięcy pogryzień rocznie. Jak zauważa nasza rozmówczyni, agresja często wynika z naturalnych popędów, których ludzie nie potrafią odczytać wcześnie i kontrolować.

- Jakkolwiek to brzmi, w agresji psa nie ma nic złego czy nienaturalnego. To człowiek odebrał mu prawo do naturalnych zachowań, a my sami często źle interpretujemy agresję. Silny popęd łowiecki, który się nią przejawia, to cecha, której powinniśmy się spodziewać u określonych ras, na przykład u psów typu TTB, takich jak amstaffy czy pitbulle. To zachowanie jest całkowicie przewidywalne i łatwe do uniknięcia, a jednak wciąż dochodzi do tragedii

- zaznacza Justyna Oleś-Bernacka.

Inicjatorka akcji podkreśla, że celem prowadzonych przez nią działań nie jest ślepe karanie zwierząt, ale wywarcie realnej presji na nieodpowiedzialnych właścicieli, którzy nie potrafią lub nie chcą kontrolować swoich podopiecznych.

reklama

„Tego psa nie da się przeprogramować”

Wokół psów po ciężkich atakach narosło wiele mitów o ich resocjalizacji. Doświadczeni behawioryści, wzywani przez sądy do najtrudniejszych przypadków, oceniają sprawę bez złudzeń.

- Eksperci z wieloletnim doświadczeniem, którzy byli powoływani przez sądy do spraw dotyczących śmiertelnych lub poważnych pogryzień, mimo całej swojej miłości do zwierząt zgodnie przyznają, że nigdy nie oddaliby takiego psa do adopcji. Takiego zwierzęcia nie da się „zresetować” czy oduczyć tych zachowań. Tutaj praca specjalistów polega na zrozumieniu co tego psa może pobudzić do takich zachowań oraz jak dopasować środowisko aby taki pies mógł przebywać w nim komfortowo i nie stanowić zagrożenia dla siebie czy otoczenia.

reklama

- mówi Justyna Oleś-Bernacka.

W Polsce nie ma obecnie prawnej możliwości odebrania psa, który stwarza zagrożenie i ma na koncie udokumentowane ataki. Przepisy nie przewidują też opcji uśpienia zwierzęcia po śmiertelnym ataku, przez co niebezpieczne osobniki pozostają u właścicieli lub trafiają do przypadkowych adopcji.

Rasowe mieszańce

Krajowa lista ras agresywnych nie była aktualizowana od niemal 30 lat i pomija popularne dziś rasy, jak choćby american bully. Jednak samo jej rozszerzanie niewiele daje, ponieważ polskie przepisy są nieszczelne.

- W świetle przepisów każdy pies bez rodowodu jest traktowany jako wielorasowy. Możemy mieć przed sobą pitbulla z krwi i kości, ale jeśli właściciel stwierdzi, że to mieszaniec, nikt prawnie nie udowodni mu, że jest inaczej. Choć każdy behawiorysta czy znawca rasy od razu rozpozna w nim psa typu TTB, brak dokumentów sprawia, że formalnie staje się on zwykłym mieszańcem

reklama

- twierdzi pani Justyna.

Podobnie wygląda kwestia smyczy i kagańców. Wielu Polaków żyje w błędzie, myśląc, że obowiązek ich noszenia regulują przepisy ogólnokrajowe.

- W Polsce nie ma ustawowego obowiązku wyprowadzania psów w kagańcach ani na smyczy. Kwestie te regulują wyłącznie wewnętrzne przepisy poszczególnych gmin, które zazwyczaj nakładają takie obostrzenia (obowiązkowy kaganiec) jedynie na rasy uznawane za niebezpieczne. Problem w tym, że służby porządkowe nie mają narzędzi ani przeszkolenia, by to egzekwować. Właściciel psa w typie ras niebezpiecznych może po prostu oświadczyć, że to mieszaniec bez papierów, i to kończy sprawę 

- dodaje.

Jak temu zaradzić?

Według Justyny Oleś-Bernackiej rozwiązaniem mogłoby być wdrożenie podobnych systemów z Zachodu, np. z niemieckiej Saksonii. Tam przepisy obejmują psy „w typie rasy” (co eliminuje tłumaczenie o „kundelku”), a nieodpowiedzialnym właścicielom odbiera się zwierzęta.

reklama

Nasza rozmówczyni postuluje też wprowadzenie obowiązkowych ubezpieczeń OC dla właścicieli wszystkich psów. Obecnie za zagryzienie innego czworonoga grozi jedynie kilkusetzłotowy mandat, a poszkodowany opiekun musi latami walczyć w sądzie cywilnym o zwrot gigantycznych kosztów leczenia (jeśli zaatakowanemu psu udało się przeżyć) . Ubezpieczenie pokrywałoby te wydatki (lub część) natychmiast. Aby zapobiec porzucaniu psów, system ten musiałby jednak wejść w życie równolegle z powszechnym obowiązkiem czipowania.

Nowy projekt ustawy

Po latach stagnacji pojawia się jednak szansa na reformę prawa w tej kwestii. Przy współpracy z parlamentarzystami powstał gotowy projekt nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt.

- Nasz projekt nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt rozszerza definicję znęcania się nad zwierzętami i ma umożliwić – na podstawie wcześniejszych, udokumentowanych ataków – odebranie niebezpiecznego zwierzęcia. Nie będzie to sztywny obowiązek, a jedynie narzędzie prawne, ponieważ ostateczną decyzję o odbiorze podejmie wójt, burmistrz lub prezydent miasta. Dodaliśmy również zapis pozwalający na uśmiercenie osobnika w skrajnych przypadkach (taki przepis istniał do 2005, potem został usunięty), gdy pies stwarza realne, śmiertelne zagrożenie dla otoczenia. Obecnie w Polsce nie mamy rozwiązań dla takich zwierząt – brakuje specjalistycznych ośrodków, w których mogłyby bezpiecznie spędzić resztę życia, nie zagrażając nikomu

- twierdzi aktywistka.

Według niej zmiany te nie uderzą we wszystkich właścicieli psów, bo psów stwarzających realne zagrożenie jest tak naprawdę bardzo niewiele. 

- Nowe przepisy mają ukrócić bezkarność ludzi, którzy nie kontrolują silnych zwierząt (w statystykach najcięższych ataków niezmiennie przodują psy w typie amstaffa i owczarka niemieckiego). Takie psy powinny trafiać pod opiekę odpowiedzialnych opiekunów, którzy rozumieją ich naturalne potrzeby i potrafią właściwie na nie odpowiadać. Dzięki temu zwierzęta nie stanowią zagrożenia dla otoczenia

- podsumowuje rozmówczyni. 

reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy
logo