Gdyby jeden mecz miałby określić łódzką drużynę w tym sezonie, to ten nadałby się idealnie: przestraszona, bojaźliwa, bez charakteru, słaba piłkarsko, z niezłą defensywą, ale z fatalną ofensywą. I dająca sobie strzelić gola w doliczonym czasie gry, gola, który zabiera punkty. W Warszawie zdarzyło się to już po raz siódmy w obecnych rozgrywkach.
Oczy krwawiły, gdy patrzyło się na Widzew w Warszawie... Nie wiemy, czy trener Aleksandar Vuković ma jakieś motto, które prowadzi go w jego karierze, ale pasowałoby: "Przede wszystkim nie stracić gola". Zespół ustawia wyjątkowo defensywnie chyba z myślą, że buduje się je od tyłu. Trzeba zabezpieczyć swoją bramkę, a z przodu może coś się uda. Czasem rzeczywiście wychodzi, ale w większości przypadków jednak nie. Widzew Serb prowadził w ośmiu meczach. W doliczonym czasie gry stracił gole i punkty w trzech. Trzy punkty sam wyrwał w końcówce tylko raz, gdy pokonał (gol w 89. minucie) Bruk-Bet Termalikę Nieciecza. Wtedy drużyna pokazała charakter, chociaż trzeba pamiętać, że grała u siebie z ostatnim zespołem ligi, a do tego przez większość meczu w przewadze.
Nie ma już widzewskiego charakteru
"Widzewski charakter" to znak rozpoznawczy tego klubu. Kiedyś. Od dawna już nie. W meczu z Legią, który był niezwykle ważny dla tabeli i rozstrzygnięć na koniec sezonu, ten charakter był wręcz konieczny. Tymczasem czerwono-biało-czerwoni przyjechali na Łazienkowską, by nie przegrać. W pierwszej połowie oddali piłkę Legii. Ta miała ją przez 73 procent gry. Poza jedną świetną okazję, niewiele to gospodarzom dało, ale chociaż chcieli wygrać. I grali do końca. Dostali za to nagrodę w postaci wygranej i zapewne utrzymania, bo przewagę mają już jak na warunki tego zwariowanego sezonu naprawdę dobrą. Legia - to niemal pewne - zostanie w elicie.
Widzewiacy byli bojaźliwi, nie za bardzo nawet próbowali atakować. Ograniczyli się do przeszkadzania, wybijania, przerywania. W drugiej połowie było odrobinę lepiej, ale wciąż źle. Było kilka indywidualnych prób, ale nawet nie warte opisywania. Zawiedli ofensywni gracze, którzy przyszli do Widzewa za ogromne pieniądze i którzy ogromne pieniądze zarabiają, a nie dają mu nic. Zawodzą jednostki, zawodzi cały zespół z trenerem na czele.
Większośc nadaje się do wyrzucenia z Widzewa
W Warszawie, w meczu o życie, z odwiecznym rywalem, Widzew oddał jeden celny strzał (Mateusz Żyro z daleka w środek bramki), miał jeden rzut rożny. Niewiarygodne, że klub wydał tak wielkie pieniądze i płaci piłkarzom nawet milion euro rocznie, a nie zbudował drużyny, która spróbowałaby strzelić gola i to w meczu, który zdecyduje o przyszłości całego Widzewa. Tak naprawdę większość tych piłkarzy nadaje się do wyrzucenia, podobnie jak trener, który nie chce wygrywać, tylko nie przegrać. Tyle że do zwolnienia nadają się też ci, którzy ten zespół stworzyli.
Pewnie wielu kibiców czuło patrząc na mecz, że Legia w końcu wbije piłkę do bramki i tak się rzeczywiście stało. Widzewiacy byli wściekli, ale chyba tylko na pokaz. Oni się nie spodziewali? Z taką grą? W tym i wielu innych meczach?
Drużynie zostały trzy mecze, czyli 9 punktów do zdobycia. Dwa u siebie - z Lechią Gdańsk i Piastem Gliwice oraz wyjazdowy z Koroną Kielce. Odliczamy tak od dawna i wciąż nie ma przełomu. Zaraz nie będzie już czego odliczać. Wygląda na to, że Widzew sam, na własne życzenie, spadnie z PKO BP Ekstraklasy, co będzie ogromnym wstydem.
Może jakimś cudem uda się utrzymać. Może nawet dopiero w ostatnim meczu, w Sercu Łodzi z Piastem. Gdyby tak było, o co trzeba się modlić, to będzie to można porównać ze słynnym wstydliwym spotkaniem ze Zniczem Pruszków. Widzew go przegrał na koniec fatalnej rundy, ale dzięki wynikom innych drużyn, awansował do 1. ligi. Kibice zamiast się cieszyć, byli wściekli. Teraz pozostaje im życzyć, by przeżyli to jeszcze raz. Tylko to zostało z tą przepłaconą drużyną bez charakteru z trenerem, który przede wszystkim nie chce przegrywać. Ten klub i kibice na to nie zasługują.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.