Reklama

MMA: Łukasz Zaborowski: „Na sporty walki nigdy nie jest za późno!” [WYWIAD]

Autor:
Mateusz Dęderski
2020-01-14 11:03

Dla fanów polskiego mma Shark Top Team Łódź nie jest marką anonimową. Jedna z najlepszych szkół walki w kraju swoją siedzibę ma w Łodzi. Główny trener łódzkiego klubu – Łukasz Zaborowski – w rozmowie z naszym portalem zdradził m.in. jak wyglądają plany klubu na rok 2020.

Łukasz Zaborowski (Fot. Instagram.com/zaborcoach) Łukasz Zaborowski (Fot. Instagram.com/zaborcoach)

No to na początek małe pytanie rozgrzewkowe – jak samopoczucie po tym roku 2019?
- Pracowity rok. I bardzo dobrze! Tamten rok zaczął się naprawdę dobrze, jeżeli chodzi o walki zawodowe. Potem mieliśmy tak połowę roku mieszaną, ale końcówkę znowu nadrobiliśmy. Niezły rok. Budowa klubu trwała prawie 13 miesięcy, więc to też był rok pod znakiem tego, że wszystkie siły przerobowe skierowane były na zmianę lokalizacji siedziby. Roboty było sporo, ale już jest gotowe. I w końcu możemy wejść mocno w 2020. I myślę, że to będzie bardzo mocny rok!

Skoro zahaczyliśmy już o ten rok 2020, to możesz zdradzić jakie plany stawiacie w nim przed klubem, ale i przed waszymi zawodnikami?
- Karolina Kowalkiewicz walczy teraz w lutym w Nowej Zelandii na UFC. Wrzosek będzie walczył bardzo dużą walkę w kwietniu. Na KSW w Łodzi będzie prawdopodobnie tylko dwóch naszych zawodników - na pewno Karolina Owczarz i Kamil Szymuszowski. No tych walk będzie sporo. Robimy około 40 zawodowych w roku, więc jest tego na prawdę dużo.
Fajnie byłoby jakby w tym roku mocno ruszyli jeszcze amatorzy. Tak naprawdę w tamtym klubie mocno skupialiśmy się na zawodowcach. Oczywiście też jeździliśmy na takie półzawodowe walki i na amatorskie zawody, ale z racji tego, że teraz powiększyliśmy sporo grupy i mamy po prostu tego więcej, to możemy bardziej zatroszczyć się o tych amatorów. Tak, żeby tworzyć kolejnych zawodników.

Skoro jesteśmy już przy amatorach, to jakie dyscypliny można trenować w Sharku?
- Tak na prawdę, to jeżeli chodzi o sporty walki, to wszystko. Boks, brazylijskie ju jitsu, w kimonach, bez kimon. Można trenować muay thai, kick-boxing, zapasy. I oczywiście mma. Ale można to sobie fajnie rozbijać. Jest sporo zawodników, którzy przychodzą najpierw na boks, potem na ju jitsu, a na końcu tygodnia na mma, żeby to wszystko połączyć.
I tak naprawdę, żeby kompletnie trenować, to trzeba chodzić na wszystko, nie tylko na mma. I na tyle mamy tu fajnie, że każdy kto ma u nas karnet może skorzystać czy to z sauny, czy z toru do kalisteniki, crossfitu czy w pełni wyposażonej siłowni. Więc każdy na pewno znajdzie coś dla siebie.

A czy ta współpraca z Fit Fabric dała wam dużo pod kątem ogólnego trenowania sportów walki?
- Na pewno da dużo. Z Fit Fabric współpracujemy już ponad rok czasu. W tym momencie w takich aspektach jak odnowa współpracujemy z kliniką Avete, która jest odłamem Fit Fabric. Jeżeli chodzi o salę i o warunki, to tak naprawdę dopiero zbudowaliśmy ten klub. Na sto procent podniesie to poziom zawodników. Tylko, żeby się nie rozleniwili! Wiadomo jak to czasami jest – jak jest wszystko, to jest mniejsza motywacja. Ale mam nadzieję, że to u naszych zawodników nie wystąpi. Na razie widać tą motywację. Trenują tak dużo, że nieraz trzeba ich stopować.

Obserwując życie klubu w mediach społecznościowych można odnieść wrażenie, że wasz klub jest większy, a to tak na prawdę bardzo skromna przestrzeń. Macie w planach na przyszłość rozbudowę tego, co tu się znajduje?
- Jest 270 metrów maty. Jest klatka, na powiedzmy 60 metrów. Jest ring, na którym też można trenować. Ogólnie, to jest fakt, że ludzi jest tyle, że chcemy to powiększyć. Chcemy powiększyć matę o sąsiadujący z nią obszar siłowni. Wczoraj na raz pomieściliśmy około osiemdziesięciu osób jednocześnie. W ringu, w klatce i na macie.
Wiadomo, teraz jest też taki okres, że przychodzi dużo nowych ludzi. Gdzieś tam te postanowienia noworoczne. Niech się to trochę ustabilizuje i żebyśmy mieli jedynie takie problemy, że nie możemy pomieścić ludzi (śmiech)

Polecamy: Rossmann na dłużej z Biegiem Ulicą Piotrkowską!

A czujecie, że Shark jest tą topową marką w Łodzi, która przyciąga ludzi?
- No to niewątpliwe. Jesteśmy jednak jednym z lepszych klubów w kraju. Tylko dwa kluby w Polsce doprowadziły do walki o pas mistrza świata. Jest jeden klub w Olsztynie, no i my. Przyjeżdża do nas przygotowywać się tak naprawdę cała czołówka z Europy. Nie wiem, czy jest jakiś polski zawodnik, którego u nas nie było. I nie na seminarium, którego sprowadziliśmy za pieniądze, tylko po prostu, żeby trenował z nami. No to jest niewątpliwie plus tego, że mamy tylu tych zawodników.
W ogóle nigdy nie zastanawiałem się nad tym, żeby w Łodzi być najmocniejszym. Jak masz cel być najlepszy w swoim mieście, to chyba powinieneś odpuścić robienie tego.

No ale wam się jednak udało być najlepszym...
- Ale mówię, to jest w ogóle odłam tego, że jesteśmy jedni z lepszych w Polsce. I tyle. Tym bardziej, jeżeli chodzi o sporty walki, to ja mam taką filozofię – ilu masz trenerów, którzy mają po 50, 60, a nawet 70 lat? I oni mówią, że wychowali dwóch mistrzów Polski, czy coś. Masz 60 lat? Bez urazy, ale coś ci chyba nie szło. Jeżeli robisz coś 30 lat i nie potrafisz wyprowadzić swojego zawodnika, albo sprawić, żeby kupił sobie dobry samochód za to co robi i kocha, no to coś tutaj nie gra, coś tutaj jest nie tak. I raczej ludzie często patrzą „jadę na mistrzostwa Polski, super”. Ale tam jest trzech zawodników, czterech. No i zdobywam tego mistrza Polski i jest fajnie dla gościa, który ma klub i się tym szczyci. Ale to nie do końca o to chodzi.
Najpierw trzeba przebrnąć przez tą najbardziej niewdzięczną rzecz, czyli te trudy i porażki finansowe, które są non stop w sportach walki i potem jak już dojdziesz do tego finału, to może ci się udać. Ale to też nie jest pewne, że się uda. Ale to jest tak naprawdę ciężka praca, ciężka droga i myślę, że już przez to całe bagno przeszliśmy i możemy skupić się teraz na przyjemnościach i rozwoju. Miejmy nadzieję.

Co do rozwoju, Karolina Owczarz i Marcin Wrzosek ogłosili niedawno, że będą prowadzić swoje treningi. To był pomysł wasz jako klubu czy samych zawodników?
- Z Wrzoskiem nie wiem, jak to wyszło, na pewno spontanicznie. Marcin też to lubi. Ale on będzie prowadził jeden trening w tygodniu. I to jest godzina, więc nic, co by go obciążało. Czasem jak zawodnik dorośnie do prowadzenia treningów, to widzi bardzo dużo swoich błędów. Fajnie się rozwijasz też jako zawodnik.
Ja jestem ogólnie przeciwny temu, żeby zawodnicy prowadzili mi treningi cztery, pięć razy w tygodniu. Też jak Vasyl walczy i ma od groma prywatnych treningów, to jemu też zakazuje brać te treningi, robić tego. Wtedy nie może skupić się na sobie, wypocząć. Ale jak Marcin zacznie przygotowania, to po prostu nie będzie tego prowadził.
A, jeżeli chodzi o Karolinę Owczarz, to ona wydaje się pewna siebie, ale też nie do końca taka jest. I jak z tymi kobitkami poprowadzi, to był mój pomysł tak naprawdę, to myślę, że się w tym odnajdzie i dużo jej to da, pozwoli nabrać pewności siebie. Myślę, że się do tego nadaje. Z resztą miała 32 osoby na pierwszych zajęciach!

Niedługo wraz z Fit Fabric organizujecie Fight Night. Mógłbyś zdradzić, jak wyglądają przygotowania? Czego możemy się spodziewać na samej gali?
- Tak, już za dwa tygodnie. Ogólnie chcieliśmy wyjść z czymś do ludzi. W Anglii bardzo popularne są „Białe kołnierzyki”. I to jest fajna inicjatywa, bo wiadomo – są ludzie, którzy nie do końca chcą walczyć zawodowo, nie chcą być fighterami. Nie chcą nawet wyjść amatorsko, bo na przykład są prawnikami, cokolwiek. Po prostu nie chcą się obijać. I my tutaj właśnie dajemy okazję ludziom, którzy przez sport nie muszą siedzieć na siłowni i się męczyć, żeby od początku mogli zacząć przygotowania do gali. I mało tego, żeby mierzyli się z grupą, która też się przygotowywane na tej samej zasadzie.
Razem z Tomkiem Zawarą monitorujemy te grupy. On był wczoraj na mojej, ja idę do niego w przyszłym tygodniu, żeby zobaczyć i wybrać ludzi tak, żeby nie było żadnej rzezi. Po prostu dwóch równych sobie chłopaków czy dziewczyn. No i konfrontujemy ich na odcinku trzyrundowym. Dwie minutki runda, to jest niewiele. Robimy to u nas w klubie, więc to też fajny event promocyjny.
Druga sprawa jest taka, że motywacją ogólnie jest to, że to jest za darmo. Wystarczy mieć multisporta czy odbić po prostu wejście do klubu, całe przedsięwzięcie. Przychodzimy na treningi, przygotowujemy ich jak do „zawodowej” walki, zgrywają się ze swoim zespołem. No i mają okazję do naprawdę świetnych nagród. Nie chce teraz zdradzać, ale naprawdę bardzo fajne nagrody będą do wygrania. I każdy, nawet przegrany, coś otrzyma, więc fajna motywacja. Przyjdzie twoja żona, twój kumpel, kumple ze szkoły, ktokolwiek. I wychodzisz przy muzyce, w swoim klubie. To jest trochę mniejszy stres, ale nadal stres. I uwierz mi, że tylko w taki sposób można to przeżyć.
To jest naprawdę uczucie nie do opisania. Możesz mieć 100 milionów na koncie, ale nie dowiesz się jak to jest wchodzić do ringu przy znajomych, rodzinie, innych ludziach. To jest coś takiego, co zwykły człowiek, który nawet nie chce walczyć i mieć przyszłości z walkami, ale może przeżyć coś fajnego. Możesz z resztą spróbować w następnej edycji.

Wspomniałeś już o kolejnej edycji. Czy to znaczy, że planujecie dalszą ekspansję tego rynku?
- Tak. Nie wiemy jeszcze dokładnie jaka będzie formuła. U nas w klubie po prostu mamy bardzo dużą grupę ludzi, którzy zapisali się i regularnie chodzą. Na pewno będziemy dodawać. Będzie kolejna edycja, zaraz po tej. Będziemy to też robić czy to w formule mma, czy ju jitsu, czy kick-boxingu. Chcemy to połączyć, może nawet zrobimy łączoną galę finałową. Już mamy jakiś tam mały pomysł w głowie, żeby to fajnie zorganizować.
No zobaczymy. Na pewno będziemy robić to non stop, a zobaczymy, bo może za rok zrobimy nawet galę na hali. Czasem z takich małych inicjatyw wychodzi coś naprawdę fajnego.

A jakie jest zainteresowanie? Ile osób zgłosiło się do udziału?
- W tym momencie od siebie mam do walki gotowych 31 osób. Czyli tak naprawdę powinniśmy zrobić 31 walk, co jest niemożliwe. Tam (w Zatoce Sportu – przyp. red.) grupa była trochę mniejsza. I prawdopodobnie zrobimy walki w ten sposób, że będzie undercard, gdzie wystąpią wszyscy. Mieliśmy wybierać najlepszych, ale jest takie zaangażowanie, że szkoda, żeby ktoś nie zawalczył. Każdemu chcemy dać szansę. Będzie undercard i ta główna karta.
31 osób w tym momencie, to jest bardzo dużo. Nie spodziewałem się, że tyle osób da radę to zrobić. I dlatego robimy kolejne edycje. Gdyby nie było ludzi, to byśmy tego nie robili.

Jest możliwość, żeby wszystkie walki odbyły się jednego dnia, czy rozbijecie to na dwa dni?
- Nie, wszystkie walki odbędą się jednego dnia. Zobaczymy jeszcze, ile osób będzie tam z Zatoki Sportu. Jeżeli to będzie na przykład 10 gotowych do startu, to od nas dajemy 10, a prawdopodobnie naszych chłopaków skonfrontujemy między sobą, żeby też to poczuli i pobili się z kumplem.
Wiesz, robimy to w kaskach i rękawicach 16, czyli bardzo dużych. Nie wiem jak mocny zawodnikiem trzeba byłoby być, żeby kogoś naruszyć. Więc to jest w kategoriach zabawy, ale stres jest jak na walce.

Ale właśnie przez tą zabawę chcecie pokazać, że ruszenie się z domu i trenowanie sportów walki jest tak naprawdę dla każdego?
- Oczywiście! Tak naprawdę nawet sam klub jest otwarty dla wszystkich. I temat był taki, że były przemyślania, żeby zamknąć tę strefę. Ale właśnie dużo ludzi boi się przyjść na jakieś zajęcia. Czy to bokserskie, czy to mma, ze względu na to, że mówią „tam będą młode chłopaki i na pewno będą chcieli mnie pobić”. Bardzo dużo osób przychodząc na siłownię patrzy, obserwuje trening i myślą „nic strasznego” – często na siłowni masz większe kontuzje niż tutaj – no i wybierają boks czy coś innego jako rekreację. Tutaj nie ma co się stać. Czy to są stacje, czy walka z cieniem, czy praca na aerobach. To jest fajne, bo to jest coś innego niż siłownia, nie jesteś w tym sam. Po chwili poznajesz kumpli, znajomych i jest naprawdę fajna atmosfera, fajnie się trenuje. Jeden drugiego napędza.
Możesz uciec od dwójki dzieci, żony, więc jest ok (śmiech)

Wiem to po sobie – pierwszy trening powoduje strach. A później to gdzieś ucieka i leci samo, rozwija się. 
- Jesteś później jednym z wilków (śmiech)
No tak jak mówię – ta strefa została otwarta też po to, żeby zachęcić ludzi, że to nic strasznego.

Skoro jesteśmy już przy amatorach, to ostatnio Klaudia Syguła pokazała się na Mistrzostwach Świata z całkiem dobrej strony. Czy macie w swoich szeregach więcej osób, które w tym amatorskim sporcie mogą wypłynąć na szerokie wody?
- Oczywiście. Ja jestem teraz trenerem kadry Polski. Mistrzostwa Świata odbywają się w Bahrajnie, więc jest to nie ukrywajmy bardzo kosztowny wyjazd. A chcieliśmy pokryć zawodnikom wszelkie koszta jako stowarzyszenie. 12 tysięcy złoty – to jest koszt wyjazdu jednej osoby. Na takie mistrzostwa, z pełnym finansowaniem, wyjechało 8 osób. To jest 100 tysięcy złoty, to nie jest mało. A najważniejsze jest to, że to nie jest zwrotne. Okej, związki związkami. Ale tu nie ma związku, jest tylko stowarzyszenie mma. Wszystko idzie tak naprawdę z pieniędzy prywatnych czy od jakichś sponsorów. Wszystko co jest, to robi się z jakąś ideą. I są różne tam pogłosy, że ktoś na tym zarabia. I to znaczy, że jest tą osobą, która nigdy w życiu złotówki nie zarobiła. Jeżeli myśli, że na amatorskim mma można zarobić, to się grubo myli – nie można w ogóle. Nawet na zawodowym nie można. Musisz być na szczycie, być w topowych organizacjach, żeby zarabiać. Więc to jest tak w gwoli wyjaśnienia systemu tych Mistrzostw Świata.
Teraz będą Mistrzostwa Europy, na które pojedzie na pewno więcej Polaków. Od nas z klubu też myślę, że pojadą ze trzy osoby. Klaudia najprawdopodobniej też o ile, odpukać, nie będzie żadnej kontuzji. Na Mistrzostwach Świata przegrała dopiero trzecią walkę z obecną mistrzynią i defacto ją dominowała, bo wygrywała do drugiej rundy. I poddała ją, przez co Klaudia jest bardzo zła, bo zawsze raczej preferuje ten parter. I jak została poddana w parterze, to bardzo ją to dotknęło. Ale też dostała motywację do kolejnych startów. I ten rok zaczynamy w czerwcu od Mistrzostw Europy w Rzymie i na listopad Mistrzostwa Świata, znowu w Bahrajnie. Jeżeli chodzi o Klaudię, to mam nadzieję, że to będzie mocny rok, bo to będzie jej ostatni amatorski. Potem przechodzi na zawodowstwo, więc na pewno ma sporą motywację dla siebie i też dla innych. Teraz mamy młodych osiemnastoletnich talenciaków, którzy przychodzą i trenują z zawodnikami UFC czy KSW. I myślę, że tutaj sporo amatorów rozwinie się przy takich zawodnikach i w tym roku zaznaczą swoją obecność.
Kiedyś, jak zaczynałeś, to nie marzyłeś o walce zawodowej. Nie było nawet walk zawodowych. A jak walczyłeś, to walczyłeś w stodole gdzieś w małej sali. I to było przerażające.

Padło już słowo „parter”. Patrząc chociażby na świąteczny trening z rozdaniem pasów, ale też i na maraton bjj, który się szykuje, możemy powiedzieć, że stawiacie w jakiejś głównej mierze na parter?
- Na właśnie to się trochę zmieniło. Pamiętam, jak przyjechałem do Łodzi z 5 lat temu, to tutaj był typowo parter. Później to się zmieniło i bardzo mocno poszliśmy w stójkę. Ten parter też był, oczywiście. Nie można niczego odpuścić. Nasi zawodnicy, czasem nawet przegrywając, robili parter z takim uporem. Nie chcieli tego parteru, trenowali stójkę i czasem przez taką głupotę przegrywali walki. A naprawdę jest u nas wielu dobrych fighterów, którzy radzą sobie w parterze.
Może nie, że stawiamy na parter, bo robimy wszystko, ale mamy mocną grupę parterową. Szczególnie teraz, kiedy przyszedł do nas Michał Kałuża, no to naprawdę jest strasznie mocna ekipa parterowa. Stójka? Myślę, że każda grupa się uzupełnia.

Ale to widać było chociażby podczas ostatniej walki Karoliny Owczarz z Aleksandrą Rolą. Eksperci mówili, że Karolina może wygrać tylko w stójce, a okazało się, że wygrała w parterze i wyglądała w nim dużo lepiej od Oli.
- Eksperci często widzą sam efekt walki. Karolina zakończyła pierwszą walkę w 30 sekund. Drugą całą stoczyła w stójce, więc ten parter był niewiadomą. A ona tak naprawdę bardzo fajnie się rozwija i już od dwóch lat non stop trenuje ten parter, nie ma żadnych przerw. I gdyby eksperci widzieli, co ona robi na treningach, to też by zmienili zdanie. Niestety nie mają tej możliwości i widzą jedynie efekt walk. Teraz już na pewno inaczej będą to rozgrywać. Karola robi na prawdę niezły postęp w tym parterze. Ogólnie jako zawodniczka mma. Każdy mówi, że to była pięściarka. Ona była pięściarką, która walczyła amatorsko i miała dwie walki z manekinami i przez siedem lat pracowała w telewizji. I przyszła i robiła wszystko od nowa. Jest bardzo pracowitą dziewczyną i myślę, że przez to jest ten efekt wow.

Wspomnieliśmy już o Karolinie Owczarz. Są jeszcze Karolina Kowalkiewicz, czy wspomniana wcześniej Klaudia Syguła. Czy Shark jest więc jedną z lepszych szkół walki szkolących kobiety?
- Mówią tak nawet! Na pewno mamy dużo tych kobiet. I to całkiem dobrych. Jest jeszcze Anita Bekus i sporo dziewczyn na normalnych grupach. Czasami na swojej grupie mamy nawet osiem, dziewięć dziewczyn, co się bardzo rzadko zdarza. Więc to jest fajne, że dziewczyna z dziewczyną może się konfrontować, bo wbrew pozorom, jeżeli dziewczyna z dziewczyną się konfrontuje, to jest na bardzo dobrze. W innych klubach, jak jest początkująca dziewczyna, to zawsze facet jej odpuszcza. I ona dopiero na walce przekonuje się „o kurde, przecież ona nie daje mi nic zrobić”, bo facet odpuszcza takiej początkującej dziewczynie. I może stąd się to bierze, że mamy na tyle dobrych kobiet, które robią te walki i po prostu każda się rozwija przy sobie.

Na przestrzeni lat widać wzrost liczby kobiet w klubie?
- O jezu, bardzo. Powiem ci, że kiedyś, jeszcze jak Karolina Kowalkiewicz była w KSW, no to poza nią w klubie były może ze dwie inne dziewczyny, które przyszły szukać chłopaka, a nie do końca trenować. A teraz te dziewczyny są naprawdę zawzięte i trenują z tymi facetami na równi. A nawet czasami jeszcze lepiej!

Myślisz, że ten boom na sporty walki wśród kobiet stał się taki duży po sukcesach Karoliny Kowalkiewicz w UFC?
- Na 100 procent, nie ma co tutaj ukrywać. Karolina walczyła z Asią Jędrzejczyk o pas na pierwszej gali w historii w Nowym Jorku, która była na Madison Square Garden. I Asia i Karolina dla kobiecego mma w Polsce zrobiły bardzo dużo. Karolina nawet za czasów jak była mistrzynią w KSW, czy później jak już walczyła w UFC. I to bardzo motywuje. Zwłaszcza Karola, która zaczęła trenować, jak miała 26 lat. Trenowała kravmagę czy inne rzeczy, ale mma zaczęła jak miała 26 lat, więc to jest motywacja dla ludzi. Zwykła dziewczyna z Łodzi jednak osiągnęła sukces i zaszła naprawdę wysoko. I to, podkreślam, zaczynając w wieku 26 lat. Gdzie najczęstszym spytaniem w sportach walki jest „czy nie jest dla mnie za późno?”. Na co? Masz 26 lat, dopiero zaczynasz trenować, a cztery lata później walczysz w UFC na Madison Square Garden, więc wszystko jest możliwe.

Czyli możemy powiedzieć, że nie ma takich słów jak „jest za późno na zaczęcie przygody”?
- Nigdy. Na sporty walki nigdy nie jest za późno. Każdy może się poruszać i będzie na pewno zdrowszy, niż gdyby siedział w domu.

Na początku naszej rozmowy wspomniałeś o dwójce waszych zawodników na KSW w Łodzi. Mógłbyś zdradzić jakieś szczegóły? Są może znani przeciwnicy?
- Negocjujemy. Rozpoczęliśmy już jakieś tam przygotowania do walk, ale na razie nawet nie jest kontrakt podpisany. Nie ma co ukrywać – jesteśmy na każdym KSW. A to jest w Łodzi, więc liczymy na nie na jednego, a na te dwie osoby. Miał być Marcin Wrzosek, ale on zawalczy w kwietniu na gali...

Można powiedzieć z kim?
- No nie, na razie nie. Ale na pewno będzie duża walka, na którą na pewno wszyscy liczą.
Zobaczymy jak to w Łodzi pójdzie. Mówię – nie dopięliśmy jeszcze kontraktów. Fajnie byłoby mieć nawet i trzech zawodników, ale zobaczymy. Na pewno liczymy na dwie osoby na KSW z Łodzi.

No chociażby na zeszłorocznym KSW w Łodzi walczyli Dawid Gralka, Karolina Owczarz czy Marcin Wrzosek.
- Trzy osoby, tak. No nasze miasto, więc dziwne, żeby tutaj nie wzięli tych zawodników. Szczególnie, że tak jak Marcin Wrzosek czy Karolina Owczarz to już rozpoznawalni zawodnicy. Szymek (Kamil Szymuszowski – przyp. red.) też ma bardzo dobry rekord w KSW, bo dwa razy przegrał, ale nie w swojej wadze tak naprawdę. Więc no dziwne byłoby to, gdyby nas tam nie było. Na pewno będziemy!

Polecamy: KSW zainauguruje rok 2020 w Łodzi! KSW 53 już w marcu!

Skoro jesteśmy już przy galach. Ostatnie walki Karoliny Kowalkiewicz nie poszły po waszej myśli. Trzy porażki, a teraz czas na walkę z Chinką Lee. Czy dla Karoliny to będzie walka na zasadzie „być albo nie być” w UFC?
- Ona już w zasadzie ma taki kontrakt, że jak przejdziesz ten etap, że jak już byłeś na main eventach czy co-main eventach, to raczej po prostu kończysz karierę. Karolina też już nie jest najmłodsza. Z rok, półtorej może jeszcze powalczy. Nie ma takiej presji na sobie. Ta walka nie jest łatwa. To jest pierwsza sprawa. Karolina bardzo chciała taką rywalkę, na którą będzie mogła się bardzo na nią zmotywować. Tamte walki, od momentu przegranej z Asią, były pod znakiem zapytania. Następna walka od razu była eliminatorem, z numerem jeden w rankingu – Claudią Gadelhą. Od razu chciała wrócić na te tory, żeby znowu mieć pas. Przegrała z Claudią, wygrała dwie kolejne walki i potem była kolejna szansa eliminatora z Andrade. I ciągle był ten pas. Ta taka gonitwa na pasem, trochę ślepa. Czasem jak się czegoś bardzo chce, to nie widzi się sporo rzeczy, wykańczasz swój organizm. I jakby oszukujesz sam siebie tylko po to, żeby gonić za tym pasem. Przegrała z Andrade, a potem była Waterson, która miała pięć wygranych z rzędu i też chciała.
W końcu organizm odmówił Karolinie trochę posłuszeństwa. Zmaga się z tymi swoimi chorobami. Teraz jest jednak lepiej. Druga sprawa – odpoczęła bardzo od ostatniej walki. Po jej treningu sądząc jest dużo lepiej. Nie ma co zapeszać. Zdrowie, nie choruje na razie. Wiadomo, przy ten jej Hashimoto i tarczycy to ta waga nie schodzi tak jak zawsze. Ale to też jest bolączka tego sportu zawodowego, że to zbijanie wagi rozbija totalnie organizm i tak naprawdę ludzie nie zdają sobie sprawy jak bardzo taki zawodnik siebie niszczy podczas przygotowań. To nie jest tylko 15 minut walki. „Za tyle kasy to ja też bym wyszedł” – a to jest jednak sporo wyrzeczeń, katowanie samego siebie. Mamy nadzieję, że teraz Karola wróci na odpowiednie tory i zrobi sobie ze dwie, trzy walki, które chce zrobić do końca kariery. Jak wszystko ze zdrowiem będzie okej, to zrobi to na swoich warunkach.

Padło słowo „pas”. Przed pojedynkiem Owczarz – Rola media pompowały trochę ten pojedynek mówiąc, że zwyciężczyni będzie jedną z pretendentek do pasa KSW. Czy z waszej perspektywy też to tak wyglądało? A może były jakieś kontakty w tej sprawie z federacji?
- Nie było. Ale ogólnie, to bardzo bym chciał. Karolina ma już trzy wygrane z rzędu. Nie ma w tym momencie pasa – Ariane odeszła z organizacji i jest ten wakat w kategorii 57kg. Myślę, że teraz jeszcze jedna walka. I mówię to jako trener, gdzie chciałbym teraz budować wszystko. Nie chciałbym, żeby teraz zdobyła pas, a potem zawalczyła z dziewczyną, która 12 lat trenuje sporty walki i jest niezła. Nie chce tego, pompowania, żeby była walka o pas i więcej zarobić. Chce, żeby to było naturalnie i ona wygrała ten pas i potem sobie go obroniła.
Myślę, że teraz powinna dostać jakąś rywalkę z zagranicy – może jakąś byłą rywalkę Ariane Lipski – a potem zawalczyć o pas. I też fajnie by było, gdyby w tym czasie ktoś inny zawalczył w KSW, żeby taka drabinka się zrobiła. To byłoby bardzo ciekawe. Może dla Oli Roli jakąś nową zawodniczkę ściągnąć, żeby zawalczyły. Jakby Ola wygrała i chciała potem rewanż z Karoliną, to fajna historia by była. Albo po prostu ktoś kto pokona Ole, albo kogoś innego, żeby jakaś drabinka była logiczna. I tyle.

Ostatnio z Marcinem Wrzoskiem rozpoczęliście ekspansję na telewizję. Czy prowadzenie gali FFF było dla was jednorazowym wybrykiem, czy to początek dłuższej współpracy?
- Dłuższa, dłuższa. Mamy teraz tak naprawdę dwa duże projekty. Jeden wyjdzie już niebawem. Będziemy prowadzić fajny program na Polsacie. Mamy dużo takich ofert z tym związanych i w tym kierunku mocno się rozwiniemy w tym roku. Będziemy często w telewizji. Pracujemy w Polsacie (śmiech)

Czyli Karolina Owczarz przeszła drogę z Polsatu na matę, a wy zmierzacie z maty do Polsatu?
- No troszkę inaczej. Ona była reporterką, wiesz pogoda o 4 w nocy. Pstryczek dla Karoli (śmiech). Już nie mówmy o tym, bo ma nas dosyć jak jej dokuczamy. Ale no taka historia. My do końca nie robimy też żadnych reportaży, tylko jesteśmy wolnymi strzelcami na projekt. Dogadaliśmy się, fajne warunki. Powiem ci tak – to nie jest ciężka praca, ale przyjemna.
Ja mam co robić ogólnie w życiu, trenerem będę jeszcze kupę lat. Wrzosek nie będzie walczył wiecznie i tak na prawdę to jest też super droga rozwoju tego „po karierze”. Też nie jest już najmłodszym zawodnikiem, bo ma 31 lat, ale naprawdę mono przejechanych. W sensie walk, tych takich wojen. Jest już mocno zmęczony tym wszystkim. Nie mówię, że jeszcze dwie walki zawalczy i koniec, ale no nie wiem może trzy lata. I prawdopodobnie coś będzie chciał z tego mieć. Więc trzeba korzystać z takich okazji. Szczególnie, że to jest ciekawa sprawa. Ciekawa rzecz, nowe doświadczenie. Może to będzie dłuższa przygoda. Na pewno w tym roku będziemy dużo tam działać.

A może teraz trochę o samej gali Free Fight Federation. Jakie było pierwsze wrażenie twoje i Marcina, kiedy usłyszeliście propozycje pracy przy tej gali?
- Reakcja była fajna! Nowe doświadczenie. Robiliśmy ten podcast tak na prawdę, ale nie przyjeżdżaliśmy na nagrania, bo mieliśmy za dużo innych obowiązków. Ciężko jest prowadzić tego YouTuba, nawet jak nam inni to montują, wszystko nam podstawiają pod nos. I tak jest czasem ciężko coś nagrać, coś zrobić. Szczególnie, że jest nas dwóch – czasem mi nie pasuje, czasem Wrzoskowi, czasem nam. No i ciężko jest się złapać. A tu była fajna okazja, żeby się może przebić. Udało się całe szczęście. Tam wszyscy z Polsatu byli zadowoleni, więc no co? Ciekawe doświadczenie. Wzięliśmy to nie zastanawiając się zbyt długo i no tyle.

Kończąc już naszą rozmowę – czego życzyć wam jako klubowi, na ten najbliższy rok?
- Przede wszystkim szczęścia.

Polecamy: Młodość pokonała doświadczenie. Łódzcy radni zagrali dla WOŚP [RELACJA | ZDJĘCIA]
Reklama
Sonda
Wybierz sportowe wydarzenie roku 2019!
Proszę wypełnić wszystkie pola!
Oddanych głosów:
4010
Reklama
Reklama
0.21872186660767