Snajperzy w końcu trafiają. Czy Widzew doczekał się napastników z prawdziwego zdarzenia?

Autor:
Piotr Mika
2019-08-13 19:02 Aktualizacja: 2019-08-14

W rozpoczętym niedawno sezonie w grze Widzewa można zauważyć jedną zasadniczą zmianę w porównaniu do kilku poprzednich. Nareszcie w klubie z al. Piłsudskiego zdobywanie bramek spoczęło na barkach napastników.

Marcin Robak w trzech meczach już dwukrotnie wykonywał rzuty karne i obydwa zamienił na bramkę (Fot. Przemek Miniatorski/widzew.com) Marcin Robak w trzech meczach już dwukrotnie wykonywał rzuty karne i obydwa zamienił na bramkę (Fot. Przemek Miniatorski/widzew.com)

Coś co do niedawna było największą bolączką Czerwono-Biało-Czerwonych powoli odchodzi w niepamięć. Choć liga dopiero wystartowała już możemy zaobserwować poprawę w skuteczności napastników łódzkiego klubu.

W poprzednich trzech sezonach najlepszymi strzelcami Widzewa zostawali pomocnicy. Rok i dwa lata temu był to Mateusz Michalski (odpowiednio 10 i 9 bramek), a w sezonie 2016/2017 Daniel Mąka z 17 bramkami na koncie (drugi Michalski miał ich 15).

Na dalszych miejscach także nie uświadczymy zbyt wielu typowych snajperów, a ich liczby nie mogą powalać, gdy w dwóch poprzednich sezonach najlepszy strzelec zespołu nie przekracza 10 bramek. W sezonie 16/17 najskuteczniejsi byli Piotr Burski i Piotr Okuniewicz, zdobywający odpowiednio tylko 4 i 3 bramki.

W kolejnych rozgrywkach, tych zakończonych awansem do II ligi, było już lepiej. Daniel Świderski zdobył 7 bramek, Słowak Robert Demjan 6, a Michał Miller zanotował tylko 3 trafienia. Łącznie wynik jest całkiem przyzwoity, ale solidny napastnik powinien w pojedynkę osiągać podobne wyniki.

Poprzedni, nieudany dla Czerwono-Biało-Czerwonych sezon, znów był bardzo słaby pod kątem skuteczności zawodników stricte ofensywnych. Najlepszy z nich, Rafał Wolsztyński (który trafił do Łodzi w przerwie zimowej) zdobył 4 bramki, a kolejni – Daniel Świderski i Filip Mihaljević – trafili trzykrotnie.

Na szczęście dla Widzewa, w letnim oknie transferowym udało się ściągnąć zawodników, którzy od razu nawiązali ze sobą skuteczną współpracę. Doświadczenie, którego nie zdołał wnieść Robert Demjan, przyniósł ze sobą Marcin Robak i od razu widać tego efekty. Do Łodzi przeniósł się także Przemysław Kita, najlepszy strzelec Olimpii Grudziądz z poprzedniego sezonu, a wspomnianą dwójkę wspiera wspomniany już Rafał Wolsztyński.

25-letni Kita już po trzech kolejkach wyrównał zdobycz bramkową Świderskiego i Mihaljevicia z poprzedniego sezonu zdobywając 3 bramki, do tego udało mu się także wywalczyć rzut karny. Jak wiemy ten stały fragment gry stał się zmorą łodzian w końcówce poprzedniego sezonu, jednak teraz odpowiedzialność za niego wziął na siebie Robak i jak na razie ma 100% skuteczność, dwukrotnie umieszczając piłkę w siatce z jedenastego metra.

Nie można zapomnieć także o Wolsztyńskim. Chociaż nie bronią go liczby, to każdy kto ogląda regularnie mecze Widzewa zauważy jego wkład w rozbijanie bloku defensywnego rywali i aktywność na boisku. To odróżnia go m.in. od Przemysława Banaszaka, który, choć się starał, nie potrafił wnieść wiele do gry łodzian.

Do niedawna całymi tygodniami trzeba było czekać w Widzewie na bramkę napastnika, a teraz, po trzech spotkaniach nowego sezonu, wszystkie 5 goli zdobyli typowi snajperzy. Dalecy jesteśmy od odtrąbienia sukcesu łódzkiego klubu, jednakże można przypuszczać, że udało się rozwiązać ten jakże palący problem, jakim była skuteczność (a raczej jej brak) widzewskich napastników.

CZYTAJ TAKŻE >>> Skąd bierze się fenomen Widzewa?

0.21024608612061