Reklama

Reklama

Gra o sławę i wielkie pieniądze

Opublikowano: Ostatnia modyfikacja:
Autor:

Gra o sławę i wielkie pieniądze - Zdjęcie główne

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Sport US Open wkroczył w strefę ćwierćfinałów. Dla wielu zawodników, to szczyt marzeń i to z wielu powodów.

Reklama

Magia ćwierćfinału Wielkiego Szlema

Aby zagrać w 1/4 wielkoszlemowego turnieju, trzeba wygrać co najmniej cztery mecze. Zawodnicy spoza TOP100 muszą rozegrać takich spotkań aż siedem (3 w kwalifikacjach). To sporo, ponieważ nie grają przeważnie w turniejach tylu spotkań, a jeśli już, to wystarcza to aby dojść do półfinału, albo nawet do finału. Jednak Wielki Szlem, to coś specjalnego i już awans do 3 czy 4 rundy jest oceniany jako sukces, bo przecież to oznacza znalezienie się w elicie, wśród najlepszej 32-ki, lub 16-ki zawodników. Do tego gra toczy się przecież o wielkie pieniądze. W tegorocznym US Open za awans do ćwierćfinału zwycięzca otrzyma czek na kwotę 500 tysięcy dolarów. Ale to nie wszystko, bo przecież 1/4 Wielkiego Szlema, to również 500 punktów rankingowych oraz prestiż i przeważnie gwarancja pozostawania przez co najmniej rok w światowej elicie tenisa. W Wimbledonie na przykład jest też zwyczaj nagradzania ćwierćfinalistów dożywotnią kartą wstępu na wszystkie kolejne turnieje Wimbledonu. Taką kartę zdobyli polscy zawodnicy – Agnieszka Radwańska, Łukasz Kubot i Jerzy Janowicz. Tak więc skoro ćwierćfinał jest magiczny, to cóż dopiero awans do najlepszej czwórki! Właśnie część rozgrywanych meczów w górnej części drabinki, to już spotkania o półfinał i jeszcze większe pieniądze (960 tyś USD).

Rośnie poziom turnieju, choć są wyjątki

Wracamy na korty Flushing Meadows. Poziom turnieju wzrasta, może nie ogólnie, ponieważ mieliśmy sporo niespodzianek i wiele zawodniczek, ale też zawodników, zagrało znacznie poniżej swoich możliwości. Sezon jest wyczerpujący i niektórzy płacą cenę za występy w wielu turniejach przed US Open. Z kolei dla innych ten turniej jest okazją na poprawienie wyników po niezbyt udanym sezonie, zwłaszcza przy w miarę przychylnym losowaniu. Przed taką szansą stanęła dzisiaj Johanna Konta w meczu z turniejową „piątką” Eliną Svitoliną z Ukrainy. Brytyjka wprawdzie dochodzi do swojej dawnej dyspozycji i już nieco wcześniej pięła się dość skutecznie w klasyfikacji wchodząc do 20-ki najlepszych zawodniczek. Jednak 1/4  to właśnie dodatkowe 220 punktów (280 za czwartą rundę już otrzymała).

Mecz był jednak dla Konty niezwykle trudny, także w aspekcie psychologicznym, ponieważ nie wygrała dotąd żadnego z czterech meczów rozegranych z Ukrainką. Tak się stało i tym razem i choć miała swoje szanse, to skończyło się na dwóch setach 6:4, 6:4 dla Svitoliny i historyczny awans zawodniczki ukraińskiej do półfinału US Open. Teraz będzie nieco trudniej, ponieważ Elina trafi na świetnie dysponowaną Amerykankę Serenę Williams, która jest głodna sukcesu, zwłaszcza po porażce z Osaką w ubiegłym roku i skandalu, jaki wywołała wówczas na korcie, nie mogąc pogodzić się z faktem, że Japonka grała po prostu lepiej.

Jeszcze w poniedziałkowej nocnej sesji, miała miejsce zacięta rywalizacja utalentowanej Kanadyjki B.V. Andreescu (15) z kwalifikantką gospodarzy, Amerykanką Taylor Townsend, która w tym turnieju zasłynęła już jako pogromczyni dwóch Rumunek. Simonę Halep wyeliminowała już w drugiej rundzie, po niesamowitym trzysetowym meczu, a w kolejnej C.Cirstea w dwóch setach. Tym razem skończył się sen Amerykanki, chociaż postawiła znów trudne warunki i Kanadyjka musiała rozegrać trzysetowy pojedynek wygrywając ostatecznie 6:1, 4:6, 6:2. To był mecz 1/8 finału.

Napisałem, że poziom turnieju rośnie, ale właśnie drugi mecz ćwierćfinałowy pań pokazał, że jednak nie o każdym spotkaniu możemy to powiedzieć. Kiedy na kort wyszły Serena Williams i Chinka Q.Wang, która w poprzedniej rundzie wyeliminowała turniejową „dwójkę” i obecną liderkę rankingu WTA Ashleigh Barty z Australii, wydawało się, że to może być interesujący pojedynek. Wang grała w półfinale turnieju Bronx Open z późniejszą rywalką naszej Magdy Linette, Włoszką Camilą Giorgi i miała nawet trzy piłki meczowe, więc nie jest to zawodniczka „znikąd”, a w rankingu zajmuje obecnie 14-tą pozycję. Niestety, z jednej strony forma Sereny, a z drugiej świadomość, że gra na głównym korcie jednego z czterech największych turniejów na świecie, kompletnie sparaliżował Chinkę, której udało się ugrać zaledwie jednego gema w całym, trwającym ledwie 44 minuty spotkaniu. 6:1, 6:0 i Serena gra w półfinale. Na usprawiedliwienie Wang można zwrócić uwagę na fakt, że utytułowana Maria Szarapova, ugrała w pierwszej rundzie tylko jednego gema więcej.

Panowie bardziej przewidywalni

To już w turniejach wielkoszlemowych niemal norma, że u panów najczęściej do finałów dochodzą przynajmniej zawodnicy pierwszej szóstki, a wielokrotnie zdarzało się, że po prostu grała „jedynka” z „dwójką”. Widzieliśmy i tym razem świetny, choć może momentami nieco dziwny mecz Rosjanina Daniła Miedwiediewa ze Stanem Wawrinką. Turniejowa „piątka” – Danił, zaproponował Szwajcarowi twarde warunki już od początku, przełamując w pierwszym gemie. Wawrinka dogonił rywala w gemie dziesiątym i doprowadził do tiebreaka, w którym przegrywał już 0:3, by w końcówce doprowadzić do stanu 6:5 i piłki setowej, którą jednak Miedwiediew obronił i wygrał 8:6. W drugim secie wystarczyło Szwajcarowi jedno przełamanie, żeby wygrać seta 6:3. Rosjanin momentami lekko utykał, grał z zabandażowanym udem i wyglądało na to, że kondycyjnie może nie dać rady, jeśli mecz się przedłuży. Trzeciego seta Wawrinka przegrał jednak 3:6 i w tym momencie stało się coś niedobrego z jego grą, gdyż w kolejnej partii dał się przełamać dwukrotnie i uległ 1:6, a w całym meczu 1:3.

W nocy na kort wyszedł Roger Federer i Grigor Dimitrow. Jedno przełamanie wystarczyło faworytowi, aby wygrać seta z Bułgarem 6:3. Jednak mecz stał na niezwykle wysokim poziomie w pierwszych partiach. W drugim secie Grigor przełamał w końcu Szwajcara, a świetnie serwując utrzymał swoje podanie. Prowadził 5:2, więc spotkanie nabrało rumieńców. Przy 5:3 serwował na wygranie seta i niestety nie wtrzymał ciśnienia broniąc drugiego breaka i popełnił podwójny błąd serwisowy. Roger stanął więc przed szansą wyrównania. Prowadził zgodnie z przewidywaniami 30:0 i wtedy stało się coś nieoczekiwanego. Bułgar przyjął dwa prezenty, a w decydujących piłkach był lepszy. 6:4 dla Grigora i 1:1 w setach.

W piątym gemie trzeciego seta przy stanie 2:2, Roger prowadził już 40:0 przy serwisie Bułgara. Jednak Grigor wygrał pięć piłek z rzędu wychodząc z nielada kłopotów. Niestety, nie na długo, bo od stanu 3:3 resztę gemów wygrał bardziej utytułowany rywal. Następny set zaczął się lepiej dla Bułgara, który przełamał od razu i przy dramatycznym gemie siódmym wynik się nie zmienił. Grigor "dowiózł" przewagę do końca seta 6:4. O wszystkim decydowała więc piąta partia.

Roger poprosił najpierw o przerwę medyczną, która trwała dośc długo. Wyszedł wprawdzie na kort, ale mecz w tym secie był już bardziej jednostronnym widowiskiem. Pop przełamaniach w gemie pierwszym i trzecim, Grigor Dimitrow wygrał seta 6:2 i awansował do półfinału. Świetne widowisko. Zobaczcie skrót!

Zatem wciąż jest szansa, że tym razem turniej "wywróci się" do góry nogami, także w jego męskiej części, no bo cóz by się stało, gdyby w kolejnej rundzie odpadł Rafael Nadal? Zobaczymy!

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

Lubisz newsy na naszym portalu? Załóż bezpłatne konto, aby czytać ekskluzywne materiały z Łodzi i okolic.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy