Reklama

Reklama

Jerzy Janowicz wycofał się z turnieju - horror i sukcesy w Australian Open

Opublikowano: Ostatnia modyfikacja:
Autor:

Jerzy Janowicz wycofał się z turnieju - horror i sukcesy w Australian Open - Zdjęcie główne

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Sport Jerzy Janowicz wycofał się z turnieju w Quimper. Horrory w Australian Open i sukcesy Polaków.

Jerzy Janowicz już nie gra w Quimper

Jerzy Janowicz wycofał się z turnieju w Quimper po zwycięstwie w pierwszej rundzie, w której pokonał Evana Furnessa 6:3, 6:4 (498. w rankingu ATP). Powodem rezygnacji z dalszej gry były, jak podano w oficjalnym komunikacie, przyczyny osobiste. Łodzianin uzyskał zatem zaledwie 8 punktów do rankingu i nie zmierzył się z zawodnikiem gospodarzy Q.Halysem (215).

Polacy w Australian Open 2020

Tymczasem Turniej Australian Open 2020 wszedł w decydującą fazę. Nie ma w nim wprawdzie zawodników z regionu łódzkiego (jak pisaliśmy wcześniej, Magdalena Fręch odpadła w eliminacjach, a Kamil Majchrzak musiał się wycofać przed rozpoczęciem rozgrywek z powodu kontuzji), ale mecze są niezwykle interesujące. Wiele z nich obfitowało w niespodzianki. Do czwartej rundy dotarła warszawianka - Iga Świątek, która na tym etapie rozgrywek w turnieju wielkoszlemowym jest już po raz drugi. W ubiegłym roku zameldowała się w IV rundzie French Open. Jako juniorka wygrała Wimbledon i jest z pewnością nadzieją polskiego tenisa. Warto podkreślić, że to był jej pierwszy turniej po kontuzji i blisko pięcio-miesięcznej przerwie. Wyeliminowała utytułowane zawodniczki (m.in. Carlę Suarez Navarro i Donnę Vekić), a meczu z Estonką A.Kontaveit wcale nie musiała przegrać. Zwyciężyła w secie pierwszym 7:6, a drugą partię przegrała 5:7, chociaż miała swoje szanse na zwycięstwo. W decydującej partii rozpoczęła szaloną pogoń od stanu 1:5 i również mogła wyjść na prowadzenie. Zabrakło nieco chłodnej głowy. Szkoda, bo mogła doprowadzić do tiebreaka, lecz niestety uległa 5:7. Jednak taki wynik przed turniejem z pewnością należałoby brać w ciemno, bo mało której zwodniczce udaje się bez rozegrania choćby jednego turnieju "na rozgrzewkę" dotrzeć w imprezie tej rangi tak wysoko. Awans do pierwszej 50-ki rankingu stanowi jakąś osłodę po porażce. Jednak Iga nie poprzestała na tym, ponieważ udanie rozpoczęła też turniej miksta w parze z doświadczonym Łukaszem Kubotem. Dotarli do ćwierćfinału, w którym nie wykorzystali po wygraniu 6:3 pierwszego seta z parą gospodarzy A.Sharma / J-P.Smith swoich szans w tiebreak-u, w którym prowadzili 4:2. Ostatni set (super-tiebreak) przegrali wyraźnie 3:10. Z pewnością jednak, zwłaszcza w roku olimpijskim, można liczyć na to, że wspólna gra zaprocentuje i będziemy mieli kogo wystawić w turnieju miksta. Oczywiście, mamy jeszcze Magdę Linette i Huberta Hurkacza, który próbuje swoich sił także w deblu, ale wydaje się, że tutaj pozycja Łukasza Kubota jest niepodważalna.

Ktoś mógłby się żachnąć i powiedzieć, że generalnie jednak Polacy w AO zawiedli, bo przecież niespodziewane porażki Magdy w pierwszej, czy Łukasza z brazylijskim partnerem, w drugiej rundzie i brak awansu do turnieju głównego którejkolwiek z zawodniczek drugiej setki rankingu, jest rozczarowaniem. Jednak to nie byłaby prawda. Mamy wyraźne sukcesy juniorów, ponieważ wrocławianka 17-latka Weronika Baszak awansowała właśnie do półfinału singla, a 18-letni Mikołaj Lorens, zajmujący 1580 pozycję w rankingu ATP, wraz ze swoim łotewskim partnerem K.Ozolins-em awansowali do finału gry deblowej! To z pewnością bardzo wartościowe wyniki, a przecież mogą je jeszcze poprawić. Choć nie zawsze sukcesy juniorskie przekładają się później na wysokie pozycje i dobre wyniki w karierze seniorskiej, to przykłady Agnieszki Radwańskiej, czy rozpoczynającej dopiero swoją karierę, Igi Świątek pokazują, że przy dużej pracy wyniki przychodzą i to czasem nawet szybciej niż należałoby się tego spodziewać. Zatem sukces w wielkoszlemowym turnieju AO juniorów może być dobrym prognostykiem. Iga pokazała, że przejście do głównej drabinki WTA może być płynne i dość spektakularne. Jeśli ktokolwiek wątpi w umiejętności naszej 18-latki, to polecam obejrzenie tego skrótu z ubiegłorocznego meczu w Toronto z Karoliną Woźniacką, lub fragmentów tegorocznych potyczek z Carlą Suarez Navarro czy Donną Vekić.

Niespodzianki, dramaty i horrory

Już dziś, jeszcze przed wyłonieniem kompletu finalistów wśród panów, a tuż przed finałem pań, można napisać, że to był fantastyczny turniej, zwłaszcza dla kibiców. Nie brakowało zaskoczeń i dramatycznych pojedynków. Do takich należał z pewnością mecz Rogera Federera z pogromcą naszego Hubiego - Australijczykiem J. Millmanem. Dreszczowiec, w którym najpierw wydawało się, że zawodnik gospodarzy może ponownie pokonać Szwajcara (co zrobił już w US Open wygrywając 3:1). Jednak po przegraniu pierwszej partii Roger wygrał dwie kolejne i kibice mogli podejrzewać, że teraz nastąpi egzekucja. Tymczasem John wygrał 6:4 i doprowadził do piątej partii, w której w super- tiebreaku rozgrywanego do 10-ciu punktów prowadził już 8:4. Od tego momentu przegrał jednak sześć kolejnych piłek i cały mecz 2:3. Myliłby się ten, kto zakładałby, że nic gorszego już mistrza spotkać nie może. W ćwierćfinałowym meczu z Amerykaninem Tennys-em Sandgren-em (100 pozycja w rankingu ATP), Federer po wygraniu pierwszego seta do trzech, przegrał łatwo dwa kolejne 2:6, 2:6 i kiedy w czwartym doszło do tibreaka, Tennys miał kolejno 7 piłek meczowych. To jednak okazało się za mało. Roger obronił się i wygrał seta 7:6(8), a kolejnego 6:3 i zameldował się w półfinale, gdzie jednak już nie dał rady wypoczętemu rywalowi. Novak Djokovic rozstrzygnął spotkanie w trzech setach. Wcześniej spektakularną porażkę, po niezwykle emocjonującym meczu poniósł Rafael Nadal, który przegrał z zajmującym 5. miejsce Austriakiem Dominikiem Thiem-em 6:7(3), 6:7(4), 6:4, 6:7(6). Komentatorzy nie potrafili sobie przypomnieć sytuacji, gdzie Rafa przegrałby trzy tiebreaki w jednym meczu! To także był jednak horror...

Panie pokazały pazur

Fantastyczne mecze zobaczyliśmy także w turnieju pań, a półfinał Simony Halep z Hiszpanką Garbinie Muguruzą, obfitował w niesamowite zwroty akcji. Najpierw wynik goniła Rumunka, ale kiedy od stanu 3:5 wygrała trzy kolejne gemy, wydawało się, że już jej nic nie zatrzyma. Jednak w tiebreaku zmarnowała 2 piłki setowe i przegrała dodatkowego gema 8:10. W drugim secie sytuacja była odwrotna. To Halep objęła prowadzenie 5:3, ale tym razem Hiszpanka (32 w rankingu WTA) wygrała kolejne 4 gemy meldując się w finale, gdzie czeka na nią Amerykanka o rosyjskich korzeniach - Sophia Kenin (14), która uporała się w dwóch zaciętych partiach 7:7, 7:6 z liderką rankingu, zawodniczką gospodarzy Ashley Barty.

Deble nieco w cieniu, a szkoda...

Do niesamowitej sensacji doszło w turnieju deblistów, gdzie para Australijczyków Max Purcell i Luke Saville, kórzy indywidualnie zajmują miejsca odpowiednio w połowie czwartej i trzeciej setki rankingu, grając w turnieju AO z dziką kartą pokonali m.in. deble nr 8 (J-J.Rojer/H.Tecau) i 4 (I.Dodig/F.Polasek) i w finale zmierzą się z amerykańsko-brytyjską parą R.Ram / J.Salisbury. Gospodarze czekali na pierwszą australijską parę w finale debla od 23 lat!

Tak więc były emocje i pewnie jeszcze czekają na nas kolejne w ostatnich meczach. Już dziś można śmiało powiedzieć, że warto było zarywać noce, żeby zobaczyć kawał dobrego tenisa.

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

Lubisz newsy na naszym portalu? Załóż bezpłatne konto, aby czytać ekskluzywne materiały z Łodzi i okolic.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy