Maciej Lampe: zostałem ogłoszony zawodnikiem bez podpisanego kontraktu
S sprawie pisze Łódzki Sport. Jak wynika z relacji byłego koszykarza, jego pojawienie się w ŁKS-ie początkowo nie miało oznaczać regularnej gry. Lampe twierdzi, że propozycję otrzymał od Tomasa Pačesasa podczas rozmów dotyczących organizacji turnieju koszykarskiego na Litwie.
41-latek miał początkowo potraktować propozycję jako żart, ponieważ od kilku lat nie występował zawodowo i chciał skupić się na pracy trenerskiej oraz działalności swojej fundacji. Później rozmowy miały jednak nabrać konkretnego charakteru. Według jego relacji klub proponował mu treningi dwa razy w tygodniu oraz ograniczoną liczbę minut w meczach. Były reprezentant Polski odebrał to jednak jako lekceważenie całej dyscypliny.
Spotkałem się w Warszawie z panem Tomasem Pačesasem, bo omówić lokalizację mojego nowego turnieju koszykówki na Litwie. Pan Pačesas zaproponował mi grę w barwach ŁKS-u, na co zareagowałem uśmiechem. Odpowiedziałem, że jestem już na sportowej emeryturze od czterech lat i nie sądzę, bym mógł jeszcze grać. Potraktowałem to jako żart. Wróciłem do pracy nad fundacją oraz jej projektami. Około dwa tygodnie później spotkaliśmy się ponownie i znów usłyszałem tę propozycję. Tym razem powiedziano mi, że miałbym pojawić się na treningach tylko dwa razy w tygodniu i grać jedynie w fazie play-off, maksymalnie przez dziesięć minut na mecz. Odpowiedziałem, że taki format jest brakiem szacunku dla samej dyscypliny i pozostałych zawodników drużyny. Usłyszałem jednak, że nawet jeśli nie będę grał, chcą mnie w szatni ze względu na moje doświadczenie i wiedzę. Powiedziałem, że to rozważę
- powiedział Maciej Lampe.
Lampe twierdzi, że mimo braku podpisanej umowy ŁKS ogłosił transfer. Zdaniem byłego zawodnika wykorzystano w ten sposób jego nazwisko do wywołania zainteresowania klubem.
W międzyczasie ŁKS ogłosił mnie jako zawodnika w ramach głośnego transferu. Było to całkowite kłamstwo wobec kibiców i wykorzystywanie mojego nazwiska do budowania szumu wokół drużyny. Próba odwrócenia uwagi od zwolnienia trenera Skibiniewskiego. Ponieważ to łódzki klub, postanowiłem nie komentować sprawy i obserwować rozwój wydarzeń, zwłaszcza że wcześniej przedstawiłem władzom ŁKS-u swoje aspiracje trenerskie. Ich działanie, ogłoszenie mnie zawodnikiem bez przedstawienia jakiejkolwiek oferty kontraktu, było całkowicie niezgodne z prawem. Pierwszą ofertę zobaczyłem dopiero dwa miesiące po tym, jak oficjalnie ogłoszono mój transfer
- kontynuował Maciej Lampe.
Maciej Lampe chciał być trenerem
Były reprezentant Polski przekonywał, że od początku zależało mu przede wszystkim na pracy szkoleniowej, zaznaczając przy tym, że nie ma pewności, czy w ogóle byłby w stanie grać, biorąc pod uwagę z jakimi kontuzjami musiał się zmagać wcześniej.
Wyjaśniłem klubowi, jak wygląda moja historia kontuzji i zaznaczyłem, że nie wiem, czy w ogóle będę w stanie grać, podkreślając przy tym, że moim celem jest pełnienie roli trenera. Ostatecznie doszliśmy do porozumienia. Miałem uczestniczyć w dwóch treningach tygodniowo, a mój czas gry nie miał przekraczać piętnastu minut na mecz. Zapewniono mnie, że zależy im przede wszystkim na moim doświadczeniu i umiejętnościach przywódczych w szatni. Szczerze liczyłem na to, że takie ustalenia doprowadzą do objęcia przeze mnie funkcji trenera, ponieważ sam układ był lekceważący zarówno wobec samej dyscypliny, jak i pozostałych zawodników walczących o minuty na boisku
- powtórzył.
41-latek miał zaproponować nawet, że może prowadzić zespół jako trener bez żadnego wynagrodzenia, a w przypadku choćby jednej porażki zgadza się, aby rozwiązano z nim kontrakt.
Powiedziałem, że mogę pracować jako trener za darmo i że jeśli przegramy choć jeden mecz, mogą mnie zwolnić i rozwiązać kontrakt. Stwierdziłem, że to najlepszy sposób na zwiększenie szans na realizację naszego celu, jakim był awans do ekstraklasy - zdradził Maciej Lampe.
Ostatecznie zarząd miał zaproponować mu rolę kapitana, ale Maciej Lampe miał odmówić, podkreślając, że jego ambicją pozostawała praca szkoleniowa. Poza tym przyznał, że przyjmując tę propozycję, czułby że postępuje niewłaściwie, wobec ówczesnego kapitana zespołu.
Odmówiłem jednak przyjęcia tej roli, podkreślając, że chcę być trenerem zespołu. Brałem też pod uwagę sytuację obecnego kapitana, zdając sobie sprawę, że taka zmiana byłaby dla niego bardzo trudnym przeżyciem
- zakomunikował Maciej Lampe.
Brak profesjonalnego podejścia w ŁKS-ie?
Lampe opowiadał również o swoich pierwszych tygodniach w zespole. Według jego relacji pojawiał się w hali znacznie wcześniej od pozostałych zawodników i miał zwracać uwagę młodym koszykarzom na ich podejście do treningów. Twierdził także, że część zawodników nie była zainteresowana awansem do ekstraklasy, ponieważ wyższy poziom rozgrywek mógł oznaczać dla nich utratę miejsca w składzie.
Już na pierwszym treningu przekaz był jasny. Wymagano od nas największego poziomu i postawy godnej drużyny grającej w ekstraklasie. Dlatego przez pierwsze dziesięć treningów pojawiałem się na miejscu 45 minut przed czasem. Mając czterdzieści jeden lat, przychodziłem do hali jako pierwszy i wychodziłem jako ostatni. Zauważyłem, że zawodnicy zjawili się dopiero na pięć minut przed zajęciami, a niektórzy nawet udawali kontuzje. Chcieli w ten sposób sprawdzić, jak zachowa się nowy trener. Zwróciłem więc uwagę młodym zawodnikom, mówiąc, że w ich wieku przychodziłem na trening godzinę wcześniej i zawsze zostawiałem dużo dłużej po zajęciach. Nie dostrzegałem jednak w tych graczach odpowiedniej determinacji. Uważali, że pojawienie się dwie minuty przed treningiem to jest norma. Podchodziłem do zawodników udających kontuzje i tłumaczyłem im, że takie symulowanie urazów nie prowadzi do sukcesu. Po pewnym czasie pracy z zespołem zauważyłem też, że zawodnicy, którzy wcale nie chcą wygrywać ani awansować do ekstraklasy. Wiedzieli bowiem, że w przypadku awansu straciliby pracę w kolejnym sezonie. Poziom rozgrywek by wzrósł, a ich umiejętności koszykarskie byłyby niewystarczające, by mu sprostać
- nie gryzł się w język.
Maciej Lampe miał również często zwracać uwagę, że na treningach kosze były zawieszone zbyt nisko
Przez pierwsze dwa tygodnie kosze były zawieszone na wysokości trzech metrów zamiast przepisowych trzech metrów i pięciu centymetrów. Przed każdym treningiem musiałem interweniować, by obręcze ustawiono na właściwej wysokości. Dotyczyło to zarówno obiektu Zatoka Sportu, jak i drugiej hali, w której trenowaliśmy
- zdradził.
Były reprezentant Polski przekonywał, że w trakcie swojej krótkiej współpracy z klubem zwrócił uwagę na sytuację jednego z zawodników, który - według jego relacji - miał być jednocześnie zatrudniony w firmie jednego z właścicieli klubu.
Zdaniem Macieja Lampe taki układ może prowadzić do konfliktu interesów. Były koszykarz twierdzi, że próbował zwrócić na ten problem uwagę władzom ŁKS-u, jednak spotkał się z reakcją, która miała zakończyć dyskusję na ten temat.
Zaznaczyłem również, że w drużynie nie mogą grać zawodnicy, którzy jednocześnie są zatrudnieni w firmie jednego z właścicieli. To konflikt interesów i przejaw całkowitego amatorstwa. Usłyszałem, żebym się nie mieszał i skupiał na grze
- powiedział Lampe.
Kontuzja i rozwiązanie umowy
W dalszej części swojej wypowiedzi Lampe odniósł się do kontuzji. Jak przekazał, podczas jednego z treningów doznał urazu mięśnia uda. Ze względu na wcześniejsze problemy z podobnym urazem miał być przekonany, że czeka go co najmniej sześć tygodni przerwy.
Według jego relacji po kontuzji chciał porozmawiać z władzami klubu o swojej umowie, ale nie otrzymał odpowiedzi. Następnie, na dwa dni przed terminem wypłaty, miał otrzymać wiadomość o rozwiązaniu kontraktu.
Lampe uważa, że klub nie miał podstaw do jednostronnego zakończenia współpracy i zapowiedział podjęcie kroków prawnych.
Podczas treningu doznałem kontuzji, naderwałem mięsień w udzie. Ponieważ już wcześniej zmagałam się z takim urazem, wiedziałam, że nie będę mógł grać, gdyż leczenie wymaga co najmniej sześciu tygodni. Poprosiłem o rozmowę z zarządem na temat mojego kontraktu, ale nie otrzymałem żadnej odpowiedzi. Na dwa dni przed terminem wypłaty za dany miesiąc dostałem e-mail z informacją o rozwiązaniu umowy. Bez podania konkretnej przyczyny. Mój kontrakt był gwarantowany, więc nie mogli go tak po prostu legalnie rozwiązać z powodu kontuzji odniesionej na treningu. Podejmę w tej sprawie kroki prawne
- zapowiedział Lampe.
Maciej Lampe o pozbyciu się sprzętu ŁKS-u: Nie chciałem nikogo urazić
Były koszykarz odniósł się również do sytuacji, która po jego odejściu wywołała duże emocje. Lampe opublikował w mediach społecznościowych materiał, na którym przekazywał klubową odzież do pojemnika na używane ubrania. Nagranie spotkało się z krytyką, a sprawa była szeroko komentowana.
Podczas konferencji Lampe przeprosił osoby, które poczuły się urażone jego zachowaniem. Jednocześnie zaznaczył, że jego intencją nie było okazanie braku szacunku wobec ŁKS-u czy jego kibiców.
Według jego wersji nie wyrzucał klubowych rzeczy do kosza na śmieci, lecz przekazywał je do pojemnika na odzież przeznaczoną do recyklingu. Podkreślił również, że razem ze sprzętem ŁKS-u przekazał tam wiele innych ubrań.
Przepraszam wszystkich, których to zachowanie mogło urazić. Z mojej perspektywy był to szlachetny gest przekazania ubrań, których już nie używam, osobom potrzebującym. Przekazałem nie tylko sprzęt ŁKS-u, ale także wiele innych ubrań. To nie był zwykły kosz na śmieci, jak przedstawiały to media, lecz pojemnik na odzież recyklingu. Zawsze oddaję stare ubrania. Nie miałem zamiaru okazywać braku szacunku kibicom ŁKS-u, ale jeśli kogoś uraziłem, to przepraszam. Nie chciałem w żaden sposób znieważyć klubu i jego kibiców
- powiedział.
Dopytaliśmy go, czy w takim razie konieczne było publikowanie w Internecie momentu oddawania ubrań.
Byłem wtedy ze swoim młodszym synem. To nie pierwszy raz, kiedy pokazuje mu, co ma robić ze swoimi starymi ubraniami. Pierwszym moim pomysłem było, żeby te ubrania rozdać, ale powiedziano mi, że jest taki pojemnik, gdzie mogę te rzeczy zostawić. Wiem, że to zdjęcie zostało źle odebrane, ale nie taki był mój cel. Moją intencją nie było okazanie braku szacunku wobec herbu ŁKS-u. Media błędnie pisały, że wyrzuciłem to do kosza na śmieci, a tak nie było. Chciałem po prostu przekazać te rzeczy dalej. Jeszcze raz przepraszam, jeśli kogoś uraziłem - tłumaczył Maciej Lampe.
Co na to wszystko ŁKS?
Wobec klubu padło sporo gorzkich słów ze strony Macieja Lampe. Poprosiliśmy zatem ŁKS o komentarz do tej sytuacji. Klub uznał jednak, że nie chce dłużej uczenistczyć w przeciąganiu liny ze swoim byłym zawodnikiem, uznając ten rozdział za nieudany i przede wszystkim zakończony.
- Informujemy, że Maciej Lampe, który zawarł umowę jako zawodnik ŁKS w sezonie 2025/2026 nie wystąpił w żadnym meczu w barwach naszego Klubu. W związku z zaistniałą sytuacją kontrakt z zawodnikiem został rozwiązany.
Tym samym etap współpracy z Maciejem Lampe w ŁKS uznajemy za zakończony i skupiamy się na tegorocznych celach stawianych przed zespołem.
Lampe o działalności fundacji. „Jestem bardzo rozczarowany polskimi mediami”
Podczas konferencji Maciej Lampe odniósł się również do działalności swojej fundacji. Były reprezentant Polski podkreślał, że w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy, mimo braku zewnętrznego finansowania, udało się zorganizować wiele inicjatyw związanych z koszykówką.
Jak przekazał, Fundacja Lampe zorganizowała dziesięć turniejów w pięciu krajach - Szwecji, Polsce, Szwajcarii, Serbii i Rosji, a także dwa szkolenia dla trenerów w Polsce. Szczególnie dużo miejsca poświęcił swojej działalności w Rosji, która spotkała się z krytyką części polskich mediów.
Lampe przekonywał, że jego celem jest przede wszystkim rozwój koszykówki i tworzenie nowych możliwości dla młodych zawodników. Jako przykład wskazał format gry 2 na 2, który miał zostać wykorzystany później przez Rosyjską Federację Koszykówki w programie Mini Basket.
Jestem bardzo rozczarowany polskimi mediami, które, zamiast wspierać moje działania, krytykują mnie za wyjazd do Rosji i publikują nieprzychylne materiały na mój temat. Nie znam innego zawodnika, który zainwestowałby tyle własnych środków, by promować koszykówkę we właściwy sposób, organizując rozgrywki oparte na specjalnych zasadach, które kształtują i wzmacniają koszykarskie fundamenty
- powiedział Lampe.
Były koszykarz podkreślał również, że jest dumny z pracy wykonanej przez fundację w ostatnim roku. Jednocześnie nie ukrywał żalu, że jego zdaniem działalność ta nie spotyka się w Polsce z odpowiednim zainteresowaniem.
Jestem bardzo dumny z pracy, jaką wykonałem w ciągu ostatniego roku. Jest mi jednak nieco przykro, że polskie media nie dostrzegają moich starań i nie piszą o mnie oraz moich inicjatywach w bardziej pozytywnym tonie
- dodał.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.