Piątkowy mecz Legii z Widzewem znowu był o wielką stawkę. Obie ekipy walczą o utrzymanie i niestety Legioniści są po tym spotkaniu bliżej osiągnięcia tego celu. Decydującego gola Widzewiacy stracili w doliczonym czasie gry, w zasadzie w ostatniej akcji meczu, bo od razu po rozpoczęciu gry sędzia zagwizdał po raz ostatni.
To była kara dla RTS-u za granie na remis. Legia nie wyglądała dużo lepiej od Łodzian, ale próbowała zrobi coś, żeby zwyciężyć. Czerwono-biało-czerwoni robili wszystko, żeby utrzymać rezultat bezbramkowy, tak jakby Legia, z którą grali była jakimś ligowym hegemonem. A przecież wartość kadry łódzkiej drużyny jest o X (proszę o sprawdzenie ile dokladnie) milionów droższa od kadry "Wojskowych". Kolejny raz mieliśmy w tym sezonie pokaz tego, że pieniądze nie grają.
Niesamowicie boli to, że Widzew po raz kolejny dał sobie wcisnąć bramkę w samej końcówce. Statystyki Łodzian w tym sezonie są fatalne. Taka sytuacja zdarzyła im się w piątek już po raz...siódmy!
0:1 vs Legia
1:2 vs Radomiak
1:1 vs Raków
1:2 vs Zagłębie
1:2 vs Lechia
0:1 vs Raków
2:3 vs Jagiellonia
Widzew byłby w czołówce
W tych meczach RTS tracił decyduje gole w doliczonym czasie gry. W ten sposób drużyna straciła aż 10 punktów. Z nimi Widzew miałby 46 oczek i był w ligowej czołówce. A przecież w Lubinie i Radomiu, Łodzianie prowadzili jeszcze w 80. minucie i gdyby czerwono-biało-czerwoni dowieźli tam prowadzenie do końca to dochodzą kolejne cztery oczka. Coś strasznego.
To pokazuje, że mental tej drużyny jest fatalny. To nie jest wina trenera, bo te porażki/remisy miały miejsce pod wodzą czterech różnych szkoleniowców. Co dalej? Czy nawet jeśli Widzew się utrzyma, to potrzebny jest kolejny reset, który "oczyści szatnię"?
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.