Podczas rozprawy Marcin S. odmówił składania wyjaśnień. Odczytano więc protokół z wcześniejszego przesłuchania, podczas którego 54-latek przyznał się do winy. Nie potrafił jednak podać żadnych szczegółów, zasłaniając się niepamięcią.
"Odkąd straciłem prawo jazdy, to piję codziennie"
- Nie pamiętam żadnej kłótni ani żebym uderzył Darka maczetą. Mam tak po alkoholu. Odkąd straciłem prawo jazdy, to piję właściwie codziennie. Mam też padaczkę alkoholową, więc codziennie rano muszę sobie wypić kielona, żeby nie zaczęło mną trząść
- wyjaśniał oskarżony podczas pierwszego przesłuchania.
Zbrodnia, o którą oskarżony jest Marcin S., jest wyjątkowo przerażająca. Doszło do niej 23 stycznia br. w mieszkaniu przy ul. Drukarskiej na Bałutach w Łodzi. Sekcja zwłok ofiary ujawniła straszne szczegóły: wieloodłamowe złamania kości czaszki, uszkodzenie mózgu i liczne rany cięte i rąbane głowy. 64-latek próbował się bronić - na rękach miał ślady od uderzeń maczetą. Napastnik jako narzędzia zbrodni miał też używać blendera, który cały we krwi znaleziono przy zwłokach.
Marcin S. kolegował się z ofiarą od kilku lat
Według ustaleń śledczych, mężczyźni spotkali się i razem pili alkohol. Później między 54-latkiem a jego starszym kolegą miało dojść do sprzeczki. Gospodarz chwycił maczetę i zaczął zadawać ciosy. W chwili zatrzymania Marcin S. był pijany - miał około 1,5 promila alkoholu w organizmie.
Jako świadek zeznawał Piotr P., brat ofiary.
- Nie utrzymywałem bliskich relacji z Dariuszem. O jego śmierci dowiedział się od policjantów. Oskarżonego nie znam, brat nigdy mi o nim nie mówił. Po alkoholu Darek nie był agresywny, ale męczący, zawsze się wtrącał do rozmowy, musiał mieć rację.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.