- To krótka historia o tym, jak Urząd Miasta Łodzi marnuje pieniądze i czas mieszkańców, głupotą niszcząc ich pracę na rzecz miasta Łodzi
- tak radny Sebastian Bulak komentuje to, co wydarzyło się w Parku im. rtm. Witolda Pileckiego na Złotnie.
Miało być piękniej. Posadzili 300 krzewów
Jeszcze w grudniu magistrat chwalił się na swoim portalu zmianami w Parku Pileckiego. Mieszkańcy Nowego Złotna zakasali rękawy i wspólnie posadzili tam 300 krzewów. Wśród nich były m.in. morwa biała, dereń świdwa, pigwowiec, tawuły, trzmieliny i śnieguliczki.
Sebastian Bulak przekonuje jednak, że inicjatywa wyszła od niego i mieszkańców.
- To ja załatwiłem te rośliny do parku. Później złożyłem interpelację, żeby miasto przystąpiło do programu. Kiedy to się udało, zebrałem sąsiadów i wspólnie posadziliśmy krzewy. Rola miasta ograniczała się właściwie do zgłoszenia się do programu i przywiezienia roślin. Później miasto przedstawiło tę akcję jako swój sukces, a teraz większość tych krzewów została skoszona
- mówi radny.
Krzewy miały nie tylko upiększyć park, ale i zwiększyć jego bioróżnorodność i stworzyć schronienie dla ptaków oraz owadów. Na pełny efekt trzeba było poczekać do rozpoczęcia wegetacji, kiedy rośliny miały się zazielenić i zakwitnąć.
Tyle że zamiast podziwiać efekty wspólnej pracy, mieszkańcy mają dziś zupełnie inny widok. Bulak twierdzi, że podczas koszenia parku pod kosiarkę poszło około 90 proc. posadzonych wcześniej krzewów. Jeśli jego szacunki się potwierdzą, może chodzić nawet o około 270 z 300 sadzonek.
Co więcej, jak zaznacza radny, na miejscu znajdowała się tabliczka informująca o projekcie i wykonanych nasadzeniach. Mimo to krzewy zostały skoszone.
Radny chce wiedzieć, kto za to odpowiada
Bulak skierował w tej sprawie interpelację do prezydent Hanny Zdanowskiej. Pyta w niej wprost, kto wykonywał koszenie, kto nadzorował prace i dlaczego nasadzenia nie zostały zabezpieczone. Jeżeli za koszenie odpowiadała firma zewnętrzna, chce poznać jej nazwę oraz wartość umowy.
Na razie nie wiadomo też, czy wszystkie skoszone krzewy są stracone. Radny domaga się oględzin i sprawdzenia, które rośliny mają szansę się zregenerować, a które trzeba będzie zastąpić nowymi.
Według informacji zawartych w interpelacji sadzonki pozyskano bezpłatnie w ramach wojewódzkiego projektu „Owocowe Łódzkie 2025”. W ich sadzenie zaangażowali się mieszkańcy. Bulak chce, aby zniszczone nasadzenia zostały odtworzone, ale nie kosztem kolejnej puli darmowych roślin.
- Miasto najpierw publicznie chwaliło się społeczną akcją posadzenia 300 krzewów. Teraz powinno wziąć odpowiedzialność za przywrócenie efektów pracy mieszkańców
- podkreśla Sebastian Bulak.
Jeżeli okaże się, że za zniszczenie krzewów odpowiada wykonawca koszenia, radny chce, aby to właśnie on pokrył koszty odtworzenia nasadzeń.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.