reklama

„Łódź bezprawnie doiła kierowców”. Sprawa parkingu w centrum Łodzi trafiła do prokuratury

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

„Łódź bezprawnie doiła kierowców”. Sprawa parkingu w centrum Łodzi trafiła do prokuratury - Zdjęcie główne
Autor: Archiwum/TuLodz | Opis: Istnieją podejrzenia, że opłaty na tym parkingu były pobierane nielegalnie

reklama
Udostępnij na:
Facebook
Wiadomości Łódź- Przez 14 lat kierowcy mogli być wprowadzani w błąd i bezpodstawnie kasowani za postój na drodze wewnętrznej - grzmią LDZ Zmotoryzowani Łodzianie i składają doniesienie do prokuratury.
reklama

Sprawa dotyczy parkingu przy ulicy Tuwima w pobliżu stacji Orlen, gdzie od 2011 roku stał parkomat. Jak twierdzą społecznicy, urządzenie pobierało opłaty od kierowców, mimo że teren nie posiada statusu drogi publicznej, a Zarząd Dróg i Transportu aż do maja 2025 roku nie miał w swoim statucie żadnych uprawnień do zarządzania płatnymi parkingami na takich gruntach.

- Nasze uderzenie prawne opiera się na twardych dowodach wskazujących, że od 2011 roku aż do maja 2025 roku miasto wyciągało pieniądze z portfeli kierowców bez żadnej podstawy prawnej i statutowej

- mówi Jarosław Kostrzewa, lider LDZ Zmotoryzowani Łodzianie.

- Kiedy zaczęliśmy zadawać niewygodne pytania, urzędnicy początkowo szli w zapartą, ale po naszych zawiadomieniach skierowanych do Wojewody Łódzkiego i Regionalnej Izby Obrachunkowej, nagle parkomat… zniknął. Od dwóch miesięcy postój stał się bezpłatny. Traktujemy to jako ciche przyznanie się władz do wieloletniego bezprawia

reklama

- dodaje Kostrzewa

Ile mógł zarobić parkomat?

Jak wyliczają Zmotoryzowani, od 2011 roku każdy kierowca, który podjechał na około 40-45 miejsc parkingowych przy ul. Tuwima, wrzucał do urządzenia średnio 3,50 zł za godzinę postoju. Przy 10 godzinach dziennie i 70-procentowym obłożeniu oznaczałoby to roczne wpływy rzędu około 245 000 zł, a przez 14 lat - ponad 3,4 miliona złotych. Doliczając kary za brak biletu, kwota mogłaby sięgnąć nawet 4 milionów złotych.

Jak podkreślają społecznicy, około 40 proc. tej kwoty trafiało do prywatnego operatora strefy płatnego parkowania.

- Najgorsze jest to, że miasto nie poinformowało mieszkańców o zmianie

- dodaje Kostrzewa.

- Ludzie wciąż płacą w sąsiednich parkomatach z obawy przed mandatem. To jawne oszukiwanie mieszkańców i żerowanie na ich nieświadomości.

reklama

Urzędnicy pod lupą

Sprawa nabiera powagi, gdy spojrzeć na działania Rady Miejskiej. W lutym 2026 roku 21 radnych zagłosowało za odrzuceniem skargi mieszkańców, co według Kostrzewy mogłoby być odbierane jako próba zalegalizowania wstecznego pobierania opłat.

- Zamiast chronić interes publiczny, radni i urzędnicy zdawali się chronić układ, który przez lata generował te pieniądze

- mówi lider LDZ Zmotoryzowani Łodzianie.
Dokumentacja złożona w Prokuraturze Krajowej obejmuje projekt uchwały nr 19/2026 wraz z uzasadnieniem oraz listę radnych głosujących za odrzuceniem skargi. Jak wskazują społecznicy, zawiera ona przyznanie, że teren nie był drogą publiczną, a ZDiT nie miał uprawnień do pobierania opłat przed majem 2025 roku.

reklama

Zmotoryzowani idą dalej

Oficjalne zawiadomienie zostało złożone 2 marca 2026 roku do Prokuratury Krajowej w Warszawie. Kostrzewa zaznacza, że dokumentacja wskazuje na rażące nadużycie uprawnień (art. 231 kodeksu karnego) oraz podejrzenie poświadczenia nieprawdy w dokumentacji urzędowej.

- Domagamy się, aby śledztwo przejęła jednostka z Warszawy lub innego miasta, co zagwarantuje bezstronność i rzetelne rozliczenie osób odpowiedzialnych za ten czternastoletni mechanizm dojenia mieszkańców. Fakt, że po naszych interwencjach parkomat nagle „wyparował”, traktujemy jako próbę zatarcia śladów, na co w piśmie do prokuratora generalnego również położyliśmy ogromny nacisk

- podkreśla Kostrzewa.

Dodatkowo sprawa została przekazana do Centralnego Biura Antykorupcyjnego w Warszawie. Społecznicy chcą, żeby CBA zbadało nie tylko sam mechanizm finansowy i przepływ milionów złotych z łódzkich portfeli do prywatnych firm, ale przede wszystkim rolę urzędników i radnych.

reklama

- To nie jest już tylko spór o jeden parkomat, ale pytanie o odpowiedzialność karną ludzi, którzy podpisali się pod uchwałami wprowadzającymi opinię publiczną w błąd w celu uniknięcia wypłaty gigantycznych odszkodowań dla prawdopodobnie oszukanych kierowców

- twierdzi Kostrzewa.

Co na to magistrat?

Zapytaliśmy Urząd Miasta Łodzi:

„Czy miasto Łódź przyznaje, że przez lata pobierało opłaty parkingowe na terenie, który nie jest drogą publiczną, i jeśli tak - jakie kroki zostaną podjęte wobec kierowców, którzy uiszczali opłaty za postój w tym czasie?”

Oto dość wymijająca, trzeba przyznać, odpowiedź, jaką otrzymaliśmy:

- Płatne parkowanie na tym obszarze wprowadzono w 2003 r. Od tego czasu w tym rejonie, nie było żadnych zmian, które wymagałyby weryfikacji podjętej uchwały. Jest to stan zastały, z którym spotkaliśmy się przy całościowej, dokładnej analizie parkowania w Śródmieściu, prowadzonej w związku z ubiegłorocznymi zmianami w strefie. Parking znajduje się poza pasem drogi, dlatego na mocy ustawy o drogach publicznych, nie można pobierać opłat. Natomiast w takich przypadkach, można pobierać opłaty na podstawie odrębnych przepisów, co ma zastosowanie w innych lokalizacjach, gdzie parking znajduje się na terenie miasta, ale nie znajduje się w pasie drogi. Obecnie jednak kierowcy nie muszą wnosić opłat na parkingu przy Orlenie na placu Komuny Paryskiej

- przekazał nam Tomasz Andrzejewski, Urząd Miasta Łodzi.

reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy
logo