W piątek, 30 października, do Domu Dziecka nr 10 przy ul. Nawrot 31 zaproszono dziennikarzy. Jeszcze dwa dni wcześniej Katarzyna Matczak z TVP3 Łódź jako pierwsza pokazała, w jakich warunkach mają mieszkać jego wychowankowie. Popękane ściany, odpadający tynk i wilgoć. Reportaż odbił się szerokim echem, sprawą zainteresowało się ministerstwo, a radni i społecznicy zaczęli domagać się wyjaśnień.
Magistrat odpowiedział ostro. Zarzucił dziennikarce manipulację i wykorzystanie nieaktualnych zdjęć i zapowiedział skargę do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji.
Teraz postanowił pokazać, jak dom dziecka wygląda w środku.
I rzeczywiście, wnętrza wyglądają lepiej niż sam budynek z zewnątrz. Widać, że na bieżąco naprawia się usterki, a pracownicy starają się utrzymywać pomieszczenia w przyzwoitym stanie. Ale są też zacieki, uszkodzenia tynku i miejsca, które wymagają kolejnych napraw. Trudno oprzeć się wrażeniu, że to niekończące się łatanie problemów w budynku, który od dawna potrzebuje czegoś więcej niż kolejnego malowania.
Tabliczka nikomu niepotrzebna
Z zewnątrz budynek przy Nawrot wygląda fatalnie. Zaniedbana elewacja, puste wyższe kondygnacje, powybijane szyby. Na murze namalowana szubienica. Trudno uwierzyć, że za tymi ścianami mieszka czternaścioro dzieci, dla których jest to jedyny dom. Nie ma tu nawet tabliczki informującej, że mieści się w nim placówka opiekuńczo-wychowawcza.
Jak tłumaczył Piotr Rydzewski, dyrektor Centrum Administracyjnego Pieczy Zastępczej, to celowe działanie. Chodzi o to, by nie stygmatyzować wychowanków. Tylko czy większym powodem do wstydu nie jest obskurny budynek?
Dzieci mieszkają wyłącznie na parterze. Nad ich głowami stoją puste piętra, miejscami z powybijanymi szybami. Dlaczego więc nie wyremontować elewacji? Urzędnicy tłumaczą, że kosztowne remonty nie mają sensu, skoro dzieci i tak mają się wyprowadzić.
Przeprowadzka dopiero w przyszłym roku
Urzędnicy przyznają, że dom dziecka przy Nawrot wymaga przeprowadzki. W Łodzi funkcjonuje 15 domów dziecka i siedem placówek interwencyjnych. W ostatnich czterech latach sześć domów dziecka przeniesiono do odnowionych budynków, siedem kolejnych nie wymaga takich zmian. Zostały dwa, w tym właśnie ten przy Nawrot.
Jak poinformował Marcin Kopytek, dyrektor Departamentu Zdrowia, Sportu i Spraw Społecznych UMŁ, dla obu placówek wytypowano już nowe lokalizacje. Jedna znajduje się na Górnej. To dwukondygnacyjny budynek o powierzchni około 440 metrów kwadratowych, z ogrodem i zamkniętym terenem. Adresów miasto na razie nie ujawnia.
- Jesteśmy na etapie szacowania kosztów prac, które trzeba tam wykonać. Myślę, że perspektywa połowy przyszłego roku jest realna
- zapowiedział Kopytek.
Dlaczego więc trwa to tak długo? Miasto zaczęło przenosić domy dziecka do lepszych budynków już w 2022 roku, początkowo wykorzystując lokale po rewitalizacji. Gdy ich zabrakło, rozpoczęto poszukiwania w miejskim zasobie. Dla placówki przy Nawrot trwają one od 2024 roku. Urzędnicy tłumaczą, że znalezienie odpowiedniego budynku nie jest proste. Jeden z rozważanych odpadł choćby z powodu zbyt wąskich schodów.
Piotr Kowalski, dyrektor Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Łodzi, tłumaczył, że przystosowanie zwykłego budynku na dom dziecka wymaga spełnienia wielu rygorystycznych przepisów, między innymi przeciwpożarowych i sanitarnych. Potrzebne są odpowiednie wyjścia ewakuacyjne, zabezpieczenia i zgody, bez których wojewoda nie wyda pozwolenia na prowadzenie placówki, a to wszystko trwa.
Ale trudno nie zapytać, dlaczego przez tyle lat nie udało się znaleźć rozwiązania, skoro od dawna wiadomo, że obecny budynek nie jest odpowiednim miejscem dla dzieci.
- Nie twierdzę, że budynek z zewnątrz jest w dobrym stanie. Sami państwo widzicie, jak wygląda. Z zewnątrz prezentuje się zupełnie inaczej niż w środku. Dlatego dążymy do tego, żeby jak najszybciej przenieść dom dziecka w inne miejsce
- przekonywał dyrektor Kopytek.
Sanepid nie stwierdził uchybień. Ale w czerwcu były zacieki
Jednym z głównych argumentów miasta jest stan sanitarny placówki. Urzędnicy przekazali dziennikarzom protokół kontroli sanepidu przeprowadzonej tego samego dnia, w piątek 30 października. W dokumencie nie stwierdzono nieprawidłowości. Kontrolerzy nie odnotowali również widocznej pleśni ani zagrzybienia.
Jest jednak pewien szczegół. Z protokołu wynika, że jeszcze podczas kontroli 15 czerwca 2026 roku stwierdzono ślady zawilgocenia i zacieki. Dopiero później, w sierpniu, placówka poinformowała o usunięciu usterek.
Piątkowa kontrola miała przede wszystkim sprawdzić, czy wcześniejsze nieprawidłowości zostały usunięte. Nie przeprowadzono jednak pomiarów wilgotności ścian ani badań laboratoryjnych. Trudno więc na tej podstawie oceniać stan techniczny całego budynku.
Wśród zaleceń znalazło się między innymi regularne wietrzenie pomieszczeń.
- W 2022 roku rzeczywiście była kontrola, która wykazała nieprawidłowości. W 2023 roku zostały już usunięte, a teraz mamy protokół, w którym nie stwierdzono nieprawidłowości
- mówił Piotr Rydzewski.
Dyrektor przekonywał również, że zdjęcia pokazane przez TVP3 pochodzą sprzed remontu.
- Na tych nagraniach są żółte ściany, a tutaj od wielu lat są białe. Widzicie państwo, że są zabrudzone, czyli nie pomalowaliśmy ich w nocy
- argumentował.
Przyznał jednak, że budynek stale wymaga drobnych napraw. Ostatni większy remont przeprowadzono w 2016 roku. Później były głównie malowania, naprawy łazienek i instalacji.
Dyrektor CAPZ, pytany o wilgoć w pomieszczeniu gospodarczym, wyjaśniał, że znajduje się tam kotłownia, ponieważ budynek nie jest podłączony do miejskiej sieci ciepłowniczej. Według niego wilgoć ma związek z pracą kotła. Zapewniał również, że obecnie nic nie przecieka.
Piotr Kowalski, dyrektor MOPS w Łodzi, zwrócił uwagę, że najlepszym rozwiązaniem byłoby zastępowanie domów dziecka rodzinną pieczą zastępczą. Sam jest rodzicem zastępczym i zachęca innych, by poszli w jego ślady.
- Czternaście osób to już dużo mniej niż w dawnych wielkich domach dziecka, ale ciągle jest to duża liczba. I ta czternastka dzieciaków musi mieć godne warunki
- podkreślał.
I właśnie dlatego tak trudno zrozumieć, dlaczego od lat wiadomo, że budynek trzeba opuścić, ale dzieci wciąż w nim mieszkają.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.