Reklama

Reklama

77-procentowy wzrost zachowań samobójczych wśród dzieci i młodzieży. Tomasz Bilicki, psychoterapeuta: W fotelu naprzeciwko siadają ludzie, którzy planują śmierć

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor: | Zdjęcie: Tomasz Bilicki

77-procentowy wzrost zachowań samobójczych wśród dzieci i młodzieży. Tomasz Bilicki, psychoterapeuta: W fotelu naprzeciwko siadają ludzie, którzy planują śmierć - Zdjęcie główne

O pomocy osobom w kryzysie psychicznym mówi Tomasz Bilicki, nauczyciel, psychoterapeuta i interwent kryzysowy. | foto Tomasz Bilicki

Udostępnij na:
Facebook

Przeczytaj również:

Wiadomości Łódź Specjaliści opublikowali niedawno raport, według którego w 2021 roku zaobserwowano 77-procentowy wzrost zachowań samobójczych wśród dzieci i młodzieży. – W naszych szkołach na edukacji dla bezpieczeństwa uczymy resuscytacji, uczymy tamowania krwawienia, ale nie uczymy, co zrobić, kiedy twoja koleżanka czy kolega powie ci, że nie chce żyć – mówi Tomasz Bilicki, nauczyciel WOS-u, psychoterapeuta i interwent kryzysowy pracujący z młodzieżą.

Reklama

Najtrudniejszy moment w Pana pracy?

Myślę, że najtrudniejsze są dla mnie takie sytuacje, kiedy czuję bezsilność, kiedy czuję bezradność i zdaję sobie sprawę, że zrobiłem już wszystko, co mogłem zrobić w danej sytuacji, a mimo wszystko nic się nie zmieniło. Czyli na przykład dalej ktoś jest nieszczęśliwy albo dalej nie udało mi się kogoś pociągnąć do tego, żeby spróbował coś zmienić. Myślę, że to jest coś, co łączy moją pracę jako nauczyciela i psychoterapeuty. Bezsilność. Bezradność. I, czasami, konieczność pogodzenia się z nimi. 

Dlaczego tak się dzieje, że praca terapeutyczna nie przynosi efektów? To kwestia niewłaściwego sposobu pomocy czy postawy osoby cierpiącej, zamykającej się w jakiś sposób na pomoc?

Ja nie widzę świata w perspektywie taniego, szybkiego, płytkiego, coachingu z youtuba. Czyli to nie jest tak, że powiem komuś ,,weź się w garść” albo udzielę jakiejś cudownej rady i nagle życie człowieka się odmieni. Nie wierzę, żeby to było możliwe. Czasami są po prostu pewne obiektywne okoliczności, które sprawiają, że bardzo trudno jest o zmianę i nie można żadnej ze stron winić za to, że tak jest. 

Może Pan powiedzieć, jakie to są te "obiektywne okoliczności utrudniające pomoc"?

Jeżeli ktoś całe swoje życie słyszy, że jest nic niewart, że będzie kopał rowy, że nic w życiu nie osiągnie, to fakt, że jakiś psychoterapeuta czy nauczyciel powie mu "widzę w tobie potencjał", "doceniam to, co robisz", to może zdecydowanie nie wystarczyć. Fakt, że ktoś doświadczył w życiu jakiejś gigantycznej traumy i ta trauma się zapisała i w ciele, i w psychice drugiej osoby, może również mieć wpływ na to, że takiej osobie będzie bardzo trudno pomóc.

Twórcy projektu ,,Życie jest warte rozmowy” opublikowali niedawno raport, według którego w 2021 roku zaobserwowano 77-procentowy wzrost zachowań samobójczych wśród dzieci i młodzieży. Pracuje Pan głównie z osobami w wieku nastoletnim. Czy czuje Pan, że ma Pan coraz więcej pracy?

Ja nie prowadzę żadnych badań, nie jestem instytucją badawczą. Jestem tylko psychoterapeutą, który gdzieś tam siedzi na fotelu, a naprzeciwko niego siedzą ludzie, którzy planują swoją śmierć. Więc ja chyba nie mam całego obrazu sytuacji, ale myślę, że jest ona jeszcze trudniejsza niż o tym myślimy. Wielu z nas zapomina, jak kruchy jest człowiek, a co dopiero dziecko czy nastolatek, jak wiele osób udaje, jak wiele osób się uśmiecha, mimo że nie ma żadnego powodu do śmiechu. I kiedy patrzę na swoje uczennice i swoich uczniów, to wydaje mi się, że z roku na rok tej kruchości, tego cierpienia jest coraz więcej, a z drugiej strony cały czas zdaje sobie sprawę, że to, co widzę, jest tylko wierzchołkiem góry lodowej. Kiedy jeżdżę do szkół, w których uczeń dokonał próby samobójczej czy skutecznego zamachu samobójczego, to bardzo wiele osób jest zdziwionych, że to akurat ta osoba. Ja myślę, że mimo tego, że każdego dnia rozmawiam z nastolatkami, którzy planują śmierć, to któregoś razu, kiedy jakaś próba samobójcza wydarzy się w mojej szkole, ja też mogę być zdziwiony, kto ją podjął. 

Dla tych nastolatków, którzy siedzą i otwierają się nagle przed Panem, staje się Pan w jakiś sposób najbliższą osobą. To musi być trudne wiedzieć najwięcej.

Myślę, że najwięcej to i tak wiedzą rówieśnicy. To koleżanki i koledzy wiedzą, kto się samouszkadza, wiedzą, kto ma myśli samobójcze, wiedzą, kto wyznaczył już datę swojej śmierci. Fajnie by było, gdyby ci rówieśnicy wiedzieli również o tym, że mogą motywować swoich kolegów i swoje koleżanki do skorzystania z pomocy psychologa czy psychoterapeuty, a nie tylko straszyć. 

Czym mieliby straszyć?

Dlatego, że wielu młodych ludzi mówi: "nie idź do psychologa, ja byłem, to kosmita" albo "nie bierz leków, to zmanipuluje twoje myślenie", "nie idź do szpitala, tam cię przywiążą do łóżka i będa walić prądem". 

Tylko skąd mają to wiedzieć, jak nikt im tego nie mówi? Co więcej, wielu dorosłych przecież tego nie wie.

To nad czym ubolewam, to, że cały czas gdzieś po macoszemu traktujemy tzw. rówieśniczą interwencję kryzysową, czyli uczenie samych nastolatek i nastolatków, co zrobić, kiedy ich kolega chce odebrać sobie życie. W naszych szkołach na edukacji dla bezpieczeństwa uczymy resuscytacji, uczymy tamowania krwawienia, ale nie uczymy, co zrobić, kiedy twoja koleżanka czy kolega powie ci, że nie chce żyć. Szkoda, bo moim zdaniem w szkole jest na to przestrzeń na różnych przedmiotach, choćby na godzinach wychowawczych. 

Okazuje się, że o problemach nierzadko wcale nie wiedzą najbliżsi. Jak to się dzieje, że obcy ludzie pomagają nam w kryzysie?

Czasem najbliżsi nie są w stanie tego zrobić. Nie umieją, nie potrafią, sami nie byli doceniani, sami wynieśli z domów takie, a nie inne wzorce, sami być może wymagają tak dużej zmiany, że nie są w stanie się jej podjąć. I oczywiście, to super wychowywać się w zdrowej, kochającej rodzinie, mieć takich rodziców, którzy zachowują się adekwatnie do sytuacji i cię wzmocnią. Ale nie wybieramy sobie rodziny i czasami możemy żyć w takiej rodzinie, w której rodzic nie jest w stanie tego zrobić. Nie jest w stanie się już zmienić. I wtedy chyba lepiej jest poszukać wsparcia u innej osoby niż twój rodzic. U kogokolwiek. U koleżanki czy kolegi w grupie rówieśniczej, u nauczyciela, który jest dla ciebie życzliwy, u sąsiada, wujka.

Można zaryzykować stwierdzeniem, że taka pierwsza, tzw. bierna, pomoc jest najważniejsza?

Nie wiem, czy jest najważniejsza. Nie zmienia to jednak w ogóle faktu, że taka pomoc, że bycie przy drugiej osobie, jej akceptacja, dawanie jakichś chwil wytchnienia, jest fundamentem całego procesu terapeutycznego. I wielu z nas, pracując z osobami, które myślą o śmierci, planują swoją śmierć, pomaga identyfikować zasoby naszych pacjentów po to, żeby wesprzeć ich w tych mechanizmach rówieśniczych.

Jako psychoterapeuta zmienia Pan świat drugiego człowieka. Czy ja też mogę to jakoś zrobić?

Ja myślę, że każdy drugi człowiek może zmienić świat innego człowieka. Może inaczej, pomóc mu zmienić jego świat. To jest trochę tak, jak z tą opowieścią o meduzach wyrzucanych przez sztorm na plażę. Kiedy idziesz plażą po sztormie i widzisz tysiące czy setki meduz na plaży, to prawdopodobnie nie da się wszystkich odrzucić do wody i niektórzy sobie mogą zacząć myśleć, że zacząć próbować wrzucać też żywe meduzy z powrotem do morza jest bez sensu. Ale te dwadzieścia, które odrzucisz, mają w tej sprawie inne zdanie. I pomimo wielu ograniczeń, świat pojedynczego człowieka, któremu możesz pomóc, to jest wystarczający argument do tego, żeby to zrobić.

Rozmawiała Justyna Glapiak

Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

Lubisz newsy na naszym portalu? Załóż bezpłatne konto, aby czytać ekskluzywne materiały z Łodzi i okolic.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy