Reklama

Reklama

Trzy światy: kierowcy i rowerzyści, a między nimi piesi. Czy można je jakoś pogodzić?

Opublikowano: Ostatnia modyfikacja:
Autor:

Trzy światy: kierowcy i rowerzyści, a między nimi piesi. Czy można je jakoś pogodzić? - Zdjęcie główne

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości Łódź Dziś nieco inny przegląd wydarzeń, skupię się bowiem wyłącznie na jednej publikacji. Tematem numer jeden okazała się agresja rowerzystów wobec kierowców. 

W artykule Poziom agresji sięga zenitu. Łódzcy rowerzyści, co się z Wami dzieje? [WIDEO] wiele się dzieje, ale jeszcze więcej działo się (i dzieje się nadal) w komentarzach pod postem na Facebooku. Tekst mojego redakcyjnego kolegi wywołał żywą dyskusję. Ponieważ przed publikacją jej autor konsultował ze mną niektóre kwestie w niej zawarte oraz z racji na fakt, że od trzydziestu lat jeżdżę samochodem, a sezonowo po mieście i rekreacyjnie za miastem rowerem, poczułem się wywołany do tablicy. Przynaglenie do zabrania głosu wzmocnił jeden telefon, który w sprawie artykułu odebrałem od uważnego czytelnika.

Polecam lekturę artykułu i obejrzenie krótkich zapisów wideo sytuacji z łódzkich ulic. Każdy może wyrobić sobie samodzielne zdanie na temat zachowania kierowcy samochodu osobowego i rowerzystów, którym kierowca ten stanął na drodze. Długo zastanawiałem się, co złożyło się na tak nieprzyjemną sytuację. Po rozmowie z redakcyjnym kolegą i jednym z czytelników doszedłem do wniosku, że kierowca, z punktu widzenia Kodeksu Drogowego, popełnił wykroczenie. Znalazł się jednak w sytuacji patowej, z której nie miał za bardzo wyjścia. Nie wiemy, czy przed wybuchem agresji rowerzystów doszło między nimi a kierowcą do jakiejś wymiany zdań, ale to, co mogliśmy zobaczyć wskazuje, że rowerzystom po prostu puściły nerwy. Wiele do powiedzenia miałby tu zapewne psycholog specjalizujący się w kwestiach komunikacyjnych, co zresztą sugerował mój rozmówca-czytelnik. Gdy na drodze dochodzi do konfliktu interesów kierowcy samochodu z rowerzystą, ten pierwszy czuje się bardziej bezpieczny niż ten drugi - pierwszy bowiem jest chroniony przez samochodowy „pancerz”, drugi zaś jest „na zewnątrz”. Porównanie mas obu pojazdów, samochodu z kierowcą i roweru z rowerzystą, to mniej więcej jak 10-20 do 1. Co to oznacza dla rowerzysty? Z góry przegraną. 

Rower to dzisiaj w mieście, takim jak Łódź, najszybszy środek transportu. W miesiącach wakacyjnych, mamy wysyp nowych remontów ulic i ogromną ilość tych przeterminowanych i wiecznie niedokończonych. Poruszanie się po mieście samochodem to prawdziwy koszmar. Rowerem jedzie się znacznie szybciej. Także bez porównania szybciej niż komunikacją miejską. Dla osób, które lubią jazdę rowerem lub wybierają go ze względów praktycznych, jest to znakomite rozwiązanie. Sam się o tym przekonałem jeżdżąc spod Łodzi codziennie do pracy 17 km i tyle samo z powrotem. Do tego kilka-kilkanaście kilometrów podczas pracy redakcyjnej. Lubię tak się przemieszczać i lubię się zastanawiać, co mi się w tym podoba. 

Zauważyłem, że wybieram intuicyjnie najlepsze ścieżki rowerowe lub miłe dla oka aleje w parkach. Lubię płynną jazdę po równej powierzchni nieprzerywaną nieprzyjemnymi niespodziankami. Często delektuję się płynnością przejazdu i szybkością przemieszczania się. Gdy jednak nagle ścieżka się urywa i pozostaje albo dziurawa nawierzchnia jezdni, albo rozklekotany chodnik, przyjemność jazdy znika. Wracam do siermiężnej rzeczywistości i wtedy… rozumiem kierowców stojących w korkach. 

Setki, jeśli nie tysiące razy widziałem sfrustrowanych kierowców. Znacznie rzadziej oglądałem sfrustrowanych rowerzystów. Gdy w Łodzi pojawiły się nowe ścieżki rowerowe uświadomiłem sobie jako kierowca, że przy każdym skręcie na skrzyżowaniu przecinanym takimi ścieżkami, kierowcy dochodzi do analizy kolejna zmienna: już nie tylko światła, piesi, znaki drogowe, ale także rowerzyści. Znacznie trudniej uchwytni dla oka niż piesi, wyłaniający się nagle i „z nikąd”. Gdy wsiadłem na rower i mknąłem taką ścieżką, i właśnie przejżdżałem skrzyżowanie, przypominałem sobie siebie siedzącego w aucie i rozglądającego się z „oczami dookoła głowy”. W ułamku sekundy zadawałem sobie pytanie: czy kierowca, do którego się zbliżam, mnie widzi?

To, co dziś wywołało w naszym portalu tak żywą dyskusję jest dowodem na to, że problem jest złożony. I nie sądzę, że rozwiązywalny inaczej, jak tylko przez zdrowy rozsądek. Ten zaś podpowiada, że kluczem do zażegnania potencjalnych konfliktów w przyszłości jest szacunek. Słowo współcześnie raczej niemodne, ale wierzę, że nadal mające siłę. Gdy jestem w miejscu wspólnym, publicznym, nie jestem sam. Nie ma innego sposobu na bezpieczne przemieszczanie się po mieście jak tylko używając zdrowego rozsądku i mając elementarny szacunek dla innych. Nie ma szacunku, nie ma rozsądku. A wtedy łatwo o konflikt. Jako społeczeństwo żyjące w dynamicznie zmieniającej się rzeczywistości komunikacyjnej musimy stale uczyć się nowych zachowań i obserwować zmiany. Nie odnajdziemy się w nich, nie zrozumiemy nowych mechanizmów i nie zaakceptujemy ich jeśli nie będzie w nas szacunku dla innych użytkowników tych samych dróg, podobnych do naszego lub zupełnie innych pojazdów czy wreszcie najzwyklejszych pieszych, którzy też chcą bezpiecznie i w spokoju dotrzeć do miejsca przeznaczenia. A więc… powróćmy do podstaw i zadajmy sobie pytanie: czy patrzę, odnoszę się do innych mieszkańców mojego miasta z szacunkiem? Odpowiedź znajdziemy w komentarzach pod postami dla tego i rekomendowanego do przeczytania artykułu. 

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

Lubisz newsy na naszym portalu? Załóż bezpłatne konto, aby czytać ekskluzywne materiały z Łodzi i okolic.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy