Postępowanie przygotowawcze trwało 1,5 roku
To jedna z największych i pierwszych spraw tego rodzaju. Postępowanie przygotowawcze trwało rok i sześć miesięcy. Ostatecznie oskarżonych zostało 98 osób. W Prokuraturze Okrętowej w Łodzi toczy się też odrębne postępowanie wobec osób, z którymi nie udało się wykonać czynności, głównie z uwagi na fakt, że wyjechały poza granice Polski.
- Do prokuratury, jeszcze wtedy rejonowej Łódź-Śródmieście, wpłynęły zawiadomienia z konsulatu Rzeczypospolitej Polskiej w Grodnie. Wskazano tam, że osoby narodowości białoruskiej i ukraińskiej przekraczają granice Polski, posługując się oświadczeniami o powierzeniu pracy w spółkach, które prawdopodobnie nie istnieją. Te dwie spółki, które zostały wskazane na wstępnym etapie, były założone akurat w Łodzi. W związku z tym dwie tego typu sprawy zostały wszczęte w łódzkiej prokuraturze. Natomiast kiedy zaczęliśmy badać, ile oświadczeń o powierzeniu pracy zostało wydanych właśnie przez te dwie spółki, to nie tylko okazało się, że są ich tysiące, ale również są inne powiązane podmioty
- mówi prokurator Paweł Jasiak z Prokuratury Okręgowej w Łodzi.
Są pewne wątki, do których nie udało się dotrzeć
Oskarżenie bierze pod uwagę, że są pewne wątki, do których nie udało się dotrzeć.
- Zresztą, co mówię z przykrością, tego typu proceder cały czas trwa pod innym szyldem. W Internecie, na różnych forach oraz w aplikacjach internetowych można znaleźć ogłoszenia o zakupie polskiej wizy. Także tego procederu nie udało się zatrzymać jedną sprawą, ale na pewno musimy podejmować staranie, żeby go jak najbardziej ujawnić
- zaznacza prok. Jasiak.
Prokuratura badała cztery rodzaje wiz uzyskiwane przez osoby, które były zainteresowane dostaniem się do Rzeczpospolitej Polskiej. Po pierwsze, były to oświadczenia o powierzeniu pracy i możliwe do uzyskania w związku z tym wizy pracownicze. Osoba uzyskiwała taką wizę pracowniczą na podstawie oświadczenia o powierzeniu pracy w nieistniejącej firmie.
Drugi rodzaj wiz to tzw. wizy zaproszeniowe dla gości, dla przyjaciół. Tutaj dochodziło do złożenia w urzędzie szeregu nierzetelnych dokumentów. Bo osoba, która chce zaprosić cudzoziemca, po pierwsze musi go znać, po drugie musi zapewnić mu zakwaterowanie, a po trzecie musi się odznaczać określonymi środkami pieniężnymi, które pozwolą jej na zagwarantowanie tej osobie dobrych warunków bytowych.
Prokuratura badała cztery rodzane wiz
- Osoby, które w tej sprawie zapraszały cudzoziemców, ani ich nie znały, ani nie miały żadnego pojęcia o ich miejscu pobytu, ani nie miały pieniędzy, dlatego że w tej sprawie dochodziło do preparowania wyciągów bankowych. Kolejny rodzaj wiz, który tutaj badaliśmy, to były tzw. wizy kulturalne. I dochodziło, według naszych ustaleń, do założenia nawet fikcyjnych muzeów, które ostatecznie polegały na tym, że na przykład na półce stał jeden eksponat, ale placówka była zarejestrowana jako Muzeum Przyjaźni Polsko-Białoruskiej. No i te osoby przyjeżdżały, żeby teoretycznie zwiedzić takie miejsce. Mieliśmy tutaj do czynienia również z wizami edukacyjnymi. Mieliśmy założone fikcyjne szkoły w Internecie, które oferowały kierunki typu historia kuchni japońskiej z dwustoma godzinami zapoznawania się z techniką sporządzania sushi, przez Internet oczywiście
- wyjaśnia dalej Paweł Jasiak.
Koszty, jakie musieli ponieść zainteresowani przyjazdem na teren RP cudziemcy, nie były małe. Wiza zaproszeniowa kosztowała około 1 tys. zł.
Na czele grupy organizującej cały proceder stał Białorusin, ale wśród oskarżonych jest również prawniczka z Łodzi. Początkowo akt oskarżenia obejmował 98 osób, głównie cudzoziemców, ale 80 procent dobrowolnie poddało się karze. Kolejne takie wnioski wpłynęły do sądu w środę (21 stycznia).
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.