Trudno uwierzyć, że jeszcze kilkanaście lat temu ten ośmiohektarowy teren był niedostępny. Za ogrodzeniem stały opuszczone budynki dawnego imperium Karola Scheiblera. Rewitalizacja kompleksu rozpoczęła się w 2018 roku. To miejsce naprawdę bardzo się zmieniło. Paradoks polega jednak na tym, że najciekawsze historie tej rewitalizacji nie są widoczne na pierwszy rzut oka.
I właśnie od tego zaczynamy rozmowę.
Prace nagle się zatrzymały
Przy rewitalizacji zabytków można zaplanować niemal wszystko. "Niemal" okazuje się tutaj słowem kluczowym.
Projekt jednego z budynków loftowych był praktycznie gotowy. Konstrukcja miała zostać zachowana, wnętrze przebudowane, a mieszkańcy mieli wprowadzić się do nowych apartamentów. Wystarczyło rozpocząć kolejne etapy prac.
Do momentu, kiedy spod kolejnych warstw farby zaczęły wyłaniać się fragmenty malowideł.
Nie były to przypadkowe ślady.
Pod tynkiem ukrywały się secesyjne polichromie.
fot. Fuzja
- Musieliśmy w zasadzie na pół roku wstrzymać zupełnie prace projektowe, cofnąć się o jeden krok i przeprojektować połowę budynku tak, aby faktycznie te polichromie były dzisiaj dostępne
- opowiada Barbara Popis z Echo Investment-Archicom.
Dziś można je zobaczyć na klatce schodowej. Nie wyglądają jak świeżo namalowane dekoracje. Zachowano je dokładnie takie, jakie odkryto - z przetarciami, ubytkami i śladami czasu. W takich miejscach człowiek nabiera jeszcze większego szacunku do historii, przodków, tych, którzy budowali przemysłową Łódź.
Jak matrioszka
Podczas spaceru łatwo odnieść wrażenie, że wszystkie budynki po prostu odrestaurowano.
W rzeczywistości każdy z nich wymagał innego podejścia.
Jednym wystarczyła konserwacja, inne trzeba było praktycznie zbudować od środka. W jednym z loftów zachowano historyczne ściany, ale całe wnętrze powstało od nowa. To trochę jak matrioszka - nowoczesny budynek ukryty wewnątrz XIX-wiecznej fabryki.
Tam, gdzie było to możliwe, pozostawiano oryginalne elementy. Gdzie bezpieczeństwo na to nie pozwalało, projektanci szukali kompromisu między historią a współczesnością.
Nic nie trafiało na śmietnik
Podczas rozmowy co chwilę słyszę o rzeczach, które udało się uratować.
Stare drzwi.
Balustrady.
Żeliwne elementy.
Fragmenty przemysłowych instalacji.
Niektóre wróciły do budynków jako element wystroju części wspólnych. Inne przekazano do Centralnego Muzeum Włókiennictwa, gdzie stały się częścią opowieści o przemysłowej Łodzi.
Łódzka cegła wcale nie była czerwona
Jest jeszcze jedna historia.
Po zakończeniu remontu elektrowni mieszkańcy pytali, dlaczego cegła ma łososiowy kolor. Niektórzy byli przekonani, że podczas renowacji wybrano niewłaściwy materiał.
Okazało się, że właśnie taki był jej oryginalny odcień.
Przez dziesięciolecia cegły pokryły się sadzą, kurzem i przemysłowymi zanieczyszczeniami. Dopiero konserwacja pokazała, jak naprawdę wyglądały budynki z czasów Scheiblera.
Kompleks otwarty na miasto
Fuzja to nie tylko zrewitalizowana przestrzeń. To kompleks, na terenie którego dużo się dzieje. Są koncerty, wystawy, jest też joga na trawie.
- Od początku chcieliśmy, żeby Fuzja była częścią miasta. Żeby można było przyjść tutaj na kawę, przejść skrótem do pracy, zrobić zakupy czy spędzić czas z rodziną. Nie zamykaliśmy tego miejsca za ogrodzeniem
- mówi Barbara Popis.
Kolejne lokale są stopniowo wynajmowane. Skomercjalizowano około 60-70 proc. dostępnej powierzchni. Jeszcze w tym roku otworzy się supermarket Auchan, pojawią się także następni najemcy, np. z branży medycznej czy drogeria i piekarnia. Nadal trwają również prace przy dwóch ostatnich historycznych budynkach, które czekają na swoją kolej. Inwestycja ma się zakończyć w 2029 roku.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.