Pani Marianna zachorowała na raka, gdy miała już ponad 90 lat. Dziś ma 100 lat, jest aktywnie leczona przeciwnowotworowo i, jak mówią lekarze, swoją pogodą ducha dodaje sił także znacznie młodszym kobietom.
Na oddział przyjeżdża regularnie od pięciu lat. Co miesiąc. Na badania, leczenie i rozmowy, które - jak przyznaje personel - są dla wszystkich wyjątkowe. Bo pani Marianna zachowuje niesamowitą trzeźwość umysłu, poczucie humoru i dystans do świata.
Dobra onkologia nie ma wieku
Historia pani Marianny jest dla lekarzy z ICZMP czymś więcej niż niezwykłym jubileuszem. To także dowód na to, że w leczeniu onkologicznym nie powinno się patrzeć wyłącznie na metrykę.
- W bardzo wielu miejscach w Polsce i na świecie jest tendencja do bardzo nihilistycznej postawy względem pacjentów w sędziwym wieku, czyli wstrzymującej się od aktywnego leczenia
- mówi prof. Ewa Kalinka, kierująca Kliniką Onkologii ICZMP.
- My jednak, widząc przed sobą osobę, która wprawdzie jest bardzo wiekowa, wzięliśmy pod uwagę bardzo dokładnie całkowity stan, tak zwaną kompleksową ocenę geriatryczną i doszliśmy do wniosku, że jej stan biologiczny pozwala absolutnie na to, żeby bezpiecznie rozpocząć aktywne leczenie przeciwnowotworowe
- dodaje prof. Kalinka.
Znaczenie miało też to, że pani Marianna jest w bardzo dobrym kontakcie z lekarzami i ma opiekuńczą rodzinę.
- To jest niesamowite, że osoba, która ma 100 lat, jest ciągle aktywnie leczona przeciwnowotworowo i ma znakomitą formę umysłową, a żart cięty się jej trzyma. Dobra onkologia dzisiaj nie ma wieku
- podkreśla lekarka.
Co miesiąc w ICZMP. Od pięciu lat
Pani Marianna dała się poznać jako osoba cierpliwa, wytrwała i pogodna. Nic dziwnego, że lekarze i pielęgniarki witają ją z uśmiechem.
- Bawi się rozmową z personelem i innymi pacjentami, nadając naprawdę ogromnego optymizmu również innym pacjentom, którzy przyjeżdżają często z bardzo dużym lękiem, z obawami. Jak mają przed sobą osobę, która leczy się tyle lat, jest w takiej formie i ma 100 lat, to naprawdę napawa optymizmem
- dodaje prof. Kalinka.
Lekarka zwraca jednak uwagę, że stulatka ma ogromne wsparcie rodziny, a w Polsce wciąż brakuje systemowych rozwiązań dla bliskich osób przewlekle chorych.
- Instytucja opiekuna osoby chorującej przewlekle jest czymś, co jeszcze w naszym kraju nie istnieje. My nie możemy dać zwolnienia lekarskiego na opiekę na kilka miesięcy członkowi rodziny chorej osoby. Nie mamy mechanizmu zrefundowania np. przyjazdu do ośrodka taksówką, bo dla pani Marianny transport tramwajem, choć możliwy, jest jednak bardzo męczący. Tego rodzaju wsparcie społeczne wydaje mi się koniecznym krokiem cywilizacyjnym
- mówi prof. Kalinka.
Wszystko jest w porządku
Pani Marianna sama opowiada o chorobie bardzo spokojnie. Bez dramatyzowania.
- Miałam taką krosteczkę, ale to było parę lat i nic mi nie przeszkadzało. Później zrobiło się pod piersią tak, że pojawiła się krew. Wtedy przyszłam do lekarza, do szpitala i bardzo dobrze zrobiłam
- wspomina pani Marianna.
- Teraz wszystko jest w porządku. Ani się nie robią rany, ani nigdzie się na razie chyba nie przenosi. I tak się jakoś żyje
- mówi jubilatka.
Stulatka ma dwóch synów, pięcioro wnucząt i dziewięcioro prawnucząt. Zapytana o marzenia, odpowiada z rozbrajającą szczerością.
- No cóż mam więcej marzyć. U starego człowieka już się wielu rzeczy nie zrobi, bo już się tego świata tak nie rozumie
- śmieje się.
Kiedy pada pytanie, co ją w życiu cieszy, odpowiedź przychodzi bez wahania.
- Cieszy mnie, że synów mam, wnuczki, prawnuczki, chrześniaków. Wszyscy żyją, tylko jednego nie ma - męża i rodziców
- mówi pani Marianna.
- Mam też jednego chrześniaka i pięć chrześnic. Ale oni wszyscy mają już po 82, 83 lata. Chyba do chrzestnej się wrodzili z tą długowiecznością
- żartuje.
Większość życia spędziła na wsi
Jubilatka większość życia spędziła na wsi. Pochodzi z Sierosławia w gminie Moszczenica i przez lata pracowała w gospodarstwie. Wspomina, że kiedy była młoda, nie było takiej mechanizacji jak dziś, a większość prac wykonywało się własnymi rękami. No jadło się to, co było, ale „bez tej chemii, która teraz jest w jedzeniu”.
Dopiero gdy zachorowała, przeprowadziła się do Łodzi, żeby zamieszkać z synem i synową. To oni pomagają jej w codziennych sprawach i w dojazdach do lekarzy.
Wyniki lepsze niż u młodych
Jak podkreśla dr Adam Miller, lekarz prowadzący pani Marianny, w takim przypadku nie ma miejsca na leczenie „z automatu”.
- To nie może być leczenie schematyczne. Musimy dobierać je indywidualnie do wydolności pacjenta, do jego możliwości. Leczenie pani Marianny idzie tak dobrze, bo wszystkie te elementy współgrają, czyli opieka rodziny, kontrola innych chorób przewlekłych, no i leczenie onkologiczne
- podkreśla dr Adam Miller.
I dodaje coś, co najlepiej pokazuje, w jakiej formie jest 100-latka.
- Pani Marianna ma jedne z najlepszych wyników badań krwi na całym oddziale!
- mówi lekarz.
W przypadku pacjentki, która skończyła właśnie 100 lat i od pięciu lat regularnie przyjeżdża na leczenie onkologiczne, takie słowa robią wrażenie.
Stara babka niewiele może
Poczucie humoru pani Marianny na oddziale jest znane doskonale. Zapytana, co chciałaby przekazać młodszym członkom rodziny, znów odpowiada po swojemu.
- Teraz młodym to stara babka nie może nic przekazywać, bo tego świata już nie rozumie - żartuje.
Po chwili dodaje już całkiem poważnie:
- Zdrowia im chcę życzyć, żeby mieli dobrze, żeby nie chorowali. Młodzi przeżyją swoje i starsi przeżyją swoje lata. I tak to wszystko się pomału, pomału jakoś układa
- mówi pani Marianna.
Na koniec dodaje, że młode kobiety powinny się badać.
- To jest ważne, bardzo ważne. Bo jak jest za późno, to i lekarze się mordują, i chory się męczy
- kwituje 100-letnia pacjentka ICZMP.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.