reklama

Strażnik strzelał do policjantów z łódzkiej jednostki. Kiedy Damian Ciołek wychodzi z więzienia?

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

Strażnik strzelał do policjantów z łódzkiej jednostki. Kiedy Damian Ciołek wychodzi z więzienia? - Zdjęcie główne
Autor: screen - Śmiertelne strzały Damiana Ciołka | Opis: Kiedy Damian Ciołek wyjdzie z więzienia?

reklama
Udostępnij na:
Facebook
Na sygnaleO zdarzeniu w Zakładzie Karnym w Sieradzu mówił cały kraj – śmierć poniosło trzech funkcjonariuszy policji: aspirant Andrzej Werstak oraz młodsi aspiranci Wiktor Będkowski i Bartłomiej Kulesza. W czwartek minęło 19 lat od tej tragedii.
reklama

Zdarzenie miało miejsce 26 marca 2007. 

Wszyscy trzej funkcjonariusze pracowali w łódzkim wydziale do walki z przestępczością samochodową. W dniu tragedii udali się do Sieradza, gdzie przebywał osadzony Tomasz Ch., który miał pomóc im w prowadzonym śledztwie.

Policjanci przyjechali, by odebrać aresztanta. Na terenie Zakładu Karnego doszło jednak do dramatycznego ataku

Tego dnia wartę na wieżyczce przy głównym wejściu pełnił 29-letni Damian Ciołek. Jak ustalono w trakcie śledztwa, w jego życiu prywatnym panował poważny kryzys – żona, zmęczona jego agresywnym zachowaniem, kazała mu się wyprowadzić i złożyła pozew o rozwód. Mężczyzna wrócił do domu rodzinnego.

reklama

Do tragedii doszło 26 marca 2007 roku na dziedzińcu zakładu. Policjanci wraz z aresztantem zdążyli wsiąść do samochodu i przygotowywali się do odjazdu, gdy z wieżyczki padły strzały – w sumie 24. Pierwszy pocisk trafił kierowcę, mł. asp. Bartłomieja Kuleszę. Kolejny dosięgnął siedzącego obok aspiranta Andrzeja Werstaka, który próbował się ratować – wydostał się z auta, lecz upadł przy wejściu do budynku administracyjnego. Na tylnym siedzeniu znajdowali się mł. asp. Wiktor Będkowski oraz aresztant.

Tomasz Ch. wspominał później, że kule rykoszetowały od podłoża i trafiały w samochód oraz jego pasażerów. Opowiadał, że siedzieli skuleni, a on sam próbował zatamować krwawienie i modlił się o przeżycie.

Po wyciągnięciu rannych z pojazdu doszło do kolejnej fazy zdarzeń – strażnik otworzył ogień w kierunku policyjnego negocjatora oraz funkcjonariuszy jednostki antyterrorystycznej, którzy próbowali nakłonić go do poddania się z budynku naprzeciw wieży.

reklama

Jak ustalono, sprawca nie znał osób, do których strzelał, nie był też przez nie prowokowany. Sąd nie miał wątpliwości, że działał świadomie, wiedząc, że celuje w policjantów. Podkreślono, że oddanie 24 strzałów z niewielkiej odległości w kierunku pojazdu wskazuje na bezpośredni zamiar pozbawienia życia osób znajdujących się w środku.

W trakcie zdarzenia mężczyzna zerwał łączność, niszcząc telefon i radiostację, i początkowo nie reagował na wezwania do poddania się. Twierdził, że obawia się o własne życie. Po kolejnych strzałach funkcjonariusze odpowiedzieli ogniem, raniąc go w rękę. Wówczas się poddał.

Sąd zauważył, że mimo posiadania amunicji sprawca nie kontynuował ataku, co miało znaczenie przy ocenie części zarzutów – w przypadku ostrzału negocjatorów i antyterrorystów uznano go za winnego narażenia życia oraz napaści na funkcjonariuszy, za co wymierzono dodatkową karę.

reklama

Podczas rozprawy zwrócono uwagę na decyzję policjantów, którzy – mimo możliwości – nie użyli śmiercionośnej siły. Jak podkreślił dowódca akcji: „przyjechaliśmy rozwiązać sytuację kryzysową, a nie zabijać”.

Biegli psychiatrzy i psychologowie ocenili, że w chwili pierwszego ataku sprawca miał w znacznym stopniu ograniczoną poczytalność. Po krótkim czasie odzyskał jednak pełną świadomość – świadkowie słyszeli, jak krzyczał, zdając sobie sprawę z tego, co zrobił. Późniejsze działania podejmował już w pełni świadomie.

W toku procesu ujawniono również wcześniejszą opinię psychologiczną z jego służby wojskowej, wskazującą na niską odporność na stres i przeciwwskazania do pracy z bronią.

reklama

Ostatecznie został prawomocnie skazany na karę dożywotniego pozbawienia wolności. Może ubiegać się o warunkowe zwolnienie po 25 latach. Zobowiązano go także do zapłaty nawiązki na rzecz Fundacji Pomocy Wdowom i Sierotom po Poległych Policjantach.

Podczas ogłoszenia wyroku wdowy po poległych funkcjonariuszach stały razem, trzymając się za ręce. Przyznały później, że nie są w stanie wybaczyć sprawcy. Matka skazanego przeprosiła rodziny ofiar, a on sam twierdził, że nie pamięta momentu oddania strzałów.

Obecnie odbywa karę pozbawienia wolności. Każdego roku przedstawiciele łódzkiej policji oddają hołd poległym funkcjonariuszom, odwiedzając ich groby.

(Źródło: Gazeta Policyjna, Policja 997)

 

 

reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy
logo