reklama

Czy Widzew zwolni Igora Jovićevicia?

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

Czy Widzew zwolni Igora Jovićevicia? - Zdjęcie główne
Autor: Marek Młynarczyk | Opis: Igor Jovićević, trener Widzewa Łódź

reklama
Udostępnij na:
Facebook
Polska i światWidzew odpadł z STS Pucharu Polski, a w lidze jest na przedostatnim miejscu. - Daliśmy z siebie wszystko. Zagraliśmy bardzo dobry mecz, widać, że to krok naprzód - stwierdził po meczu z GKS-em Katowice trener Igor Jovićević.
reklama

Koniec marzeń o zdobyciu trofeum. Po porażce w serii rzutów karnych z GKS-em Katowice Widzew odpadł z rozgrywek, zakończył udział w nich na ćwierćfinale. Można skupić się na lidze, gdzie drużynie idzie fatalnie. Po rozegraniu 23. meczów jest na przedostatnim miejscu, do bezpiecznego miejsca traci dwa punkty, ale trzeba pamiętać, że będąca na 15. pozycji Arka Gdynia rozegrała jeden mecz mniej. Kolejna  w tabeli jest Lechia Gdańsk i do niej Widzew traci już 4 punkty. Podsumowując - sytuacja zespołu jest zła. A przed nim mecz z mistrzem Polski Lechem Poznań. Czternasta porażka w tym sezonie jest jak najbardziej prawdopodobna.

W Widzewie nie ma miejsca dla piłkarza za 5 milionów euro

reklama

Trudno o optymizm patrząc na to, jaki bałagan panuje na boisku, jakie decyzje podejmuje przed i podczas meczu trener Igor Jovićević i jego wyjątkowo liczna ekipa asystentów. W Katowicach Chorwat zaskoczył nowym ustawieniem - 3-5-2, czyli z trójką stoperów i wahadłowymi oraz dwójką napastników. W tym systemie zabrakło miejsca dla typowych skrzydłowych, na których klub wydał ogromne pieniądze. Osman Bukari nie wszedł na boisko nawet na minutę, chociaż "poszło" na niego ponad 5 milionów euro. Zadziwiające, że przecież Widzew wydał ogromne pieniądze na tego gracza, by wygrywał dla drużyny mecze, by rozstrzygał właśnie takie pojedynki, jak ten w Katowicach. Z ławki to niemożliwe.

Zabrakło też miejsca dla Mariusza Fornalczyka. On wszedł na boisko dopiero w 113. minucie. Zrobił jedną świetną akcję, którą na gola powinien zamienić Fran Alvarez. Hiszpan strzelił jednak ponad bramką. Właśnie oni nie strzelili rzutów karnych. Decydujący o porażce był ten Fornalczyka. Czy ten piłkarz, znany ze słabej psychiki, powinien go w ogóle wykonywać? Nie mógł niezawodny w tym elemencie Sebastian Bergier, bo został przed serią jedenastek zdjęty. To też dziwi. 

reklama

- W końcówce mieliśmy szanse na wygraną. Wspólnie ze sztabem analizowaliśmy sytuację i uznaliśmy, że za plecami obrońców GKS tworzy się przestrzeń, którą można wykorzystać. Rozważaliśmy wprowadzenie Osmana Bukariego, ale ostatecznie postawiliśmy na Mariusza Fornalczyka, który mógł zaliczyć asystę przy golu Alvareza w ostatnich minutach - mówił po meczu Jovićević. Dziwi, że wpuścił go tak późno, a Bukariego w ogóle. Być może nie wiedział, gdzie ich ustawić, bo przecież byli wahadłowi...

Począwszy od bramki aż do pierwszej linii, można mieć zastrzeżenia do całych formacji i poszczególnych piłkarzy. Bartłomiej Drągowski pomógł w jednej sytuacji, gdy w bardzo dobrym stylu obronił strzał z bliska. W karnych nie pomógł już, tak jak bramkarz GKS-u Rafał Strączek swojej drużynie. Póki co Drągowski nie zrobił różnicy w bramce. Maciej Kikolski i Veljko Ilić bronili i wpuszczali tak samo.

reklama

W obronie był bałagan. W marcu, wiele miesięcy po rozpoczęciu sezonu, zdecydowanie bliżej jego końca, w takim ustawieniu i w takim składzie defensywa Widzewa debiutowała. Aż nie chce się wierzyć.

Dlaczego zszedł Lukas Lerager?

Nieźle wypadł Samuel Kozlivsky na lewym wahadle (to chyba też jego debiut na tej pozycji), który przede wszystkim dobrze dośrodkowywał, co Widzewiakom w tym sezonie sprawia wielkie trudności. Po drugiej stronie starał się Marcel Krajewski. Niestety w grze przeszkadzała mu piłka. 

W środku swoje robił Lukas Lerager. Gdy zszedł z boiska (dlaczego?), wszystko się posypało. Juljan Shehu to od momentu podpisania nowego kontraktu hamulcowy tej drużyny. Emil Kornvig znów biegał jak maratończyk, ale w decydujących momentach zawodził - strzelał wysoko ponad bramkę GKS-u - i z daleka i z bliska. 

reklama

Para napastników... Andi Zeqiri strzelił gola. Co prawda z bliska i trudno byłoby tę sytuację zmarnować, ale bramka to bramka. Poza tym grał słabo, był blokowany, gestykulował. Jeśli to ma być perła w koronie Widzewa, "dziewiątka" na miarę finansowych możliwości klubu, to nie ma co komentować.

Rozwiń

Partner Szwajcara z linii ataku, czyli Sebastian Bergier, był jeszcze gorszy. To on zawalił gola, bo nie upilnował Łukasza Klemenza. To on zawalił po drugiej stronie boiska, marnując idealną okazję do zdobycia gola na 2:1. Mógł podać do Zeqiriego, a przede wszystkim mógł i powinien strzelić gola. Huknąć pod poprzeczkę albo obok bramkarza poza jego zasięgiem. A on mu właściwie podał. W meczu z Pogonią Bergier też zmarnował świetną okazję. Skupia się na taranowaniu rywali, na walce z nimi, a to nie ta dyscyplina. Ale podwyżkę niedawno dostał.

- To ciężka chwila, ale chcę zaznaczyć, że jestem dumny z postawy moich zawodników, którzy pokazali dziś charakter. Rzuty karne to loteria, ale w meczu zaprezentowaliśmy potencjał i jakość. Wynik nie jest jednak dla nas korzystny. Zdajemy sobie sprawę z tego, że rozczarowaliśmy kibiców, którzy liczyli na awans do półfinału. Rozumiemy ich zawód - mówił trener, ale marna to pociecha, że rozumie fanów Widzewa. 

I dodał: - Porażka to część futbolu. To nie jest dla mnie łatwa sytuacja, ale biorę za nią pełną odpowiedzialność. Staraliśmy się szukać różnych opcji, zmieniliśmy system gry, ale nie dało nam to awansu. GKS to bardzo trudny rywal, który pokonywał największych w kraju, a mimo to mieliśmy swoje momenty. Dziś nie przegraliśmy, mecz zakończył się remisem. Gorzej wykonywaliśmy rzuty karne. 

Będzie zwolnienie trenera Widzewa?

Trudno znaleźć kogoś, kto jeszcze chce tego słuchać, kto rozumie argumenty Chorwata i wierzy w to, co mówi. Dla zdecydowanej większości kibiców Widzewa to powinien być koniec pracy Jovićevicia w Widzewie. Kolejny trener byłby już czwartym w tym sezonie, ale skoro i tak już śmieją się z klubu z Łodzi, to cóż to zmieni... Ekstraklasa jest do uratowania, ale trudno wierzyć, że z "Panem Czapeczką", jak nazywają Chorwata kibice.

Przed meczem w Katowicach Jovićević mówił reporterowi TVP Sport, że wie o tym, że to mecz o jego posadę. Po meczu też został o to zapytany. - To trudny moment, złe wyniki są częścią futbolu. To raczej pytanie do zarządu, nie do mnie. Jestem z zespołem, dzisiaj daliśmy z siebie wszystko. Zagraliśmy bardzo dobry mecz, widać, że to krok naprzód. Taktycznie też zmieniliśmy system, byliśmy dobrzy, ale wyniku nie ma i to rozczarowuje cały zespół. Więc to nie tylko ja jestem odpowiedzialny, bo jestem, trenerem. Ale to pytanie do zarządu, dyrektorów i właściciela - stwierdził.

Oczywiście nie ma co liczyć na to, że sam poda się do dymisji, nie tylko dlatego, że - jak widać po wypowiedziać - uważa, że jest dobrze. Przede wszystkim ma kontrakt i miliony do zarobienia. Jeśli odejdzie, to z ogromną odprawą. Widzew spali kolejne miliony. Ale z Jovićeviciem spali ich więcej, bo drużyna najpewniej spadnie. W 1. lidze nie ma takich pieniędzy jak w ekstraklasie. Nie ma nadziei, że będzie inaczej.  

Zmiana trenera wydaje się koniecznością, by uratować ligę. Potem właściciel powinien podjąć kolejne decyzje o rozstaniach. 

 

reklama
Artykuł pochodzi z portalu https://lodzkisport.pl. Kliknij tutaj, aby tam przejść.
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy
logo