Rozmawialiśmy z ekonomistami, urzędami pracy, pracodawcami i samymi obywatelami Ukrainy z różnych części kraju. Sprawdziliśmy dane i pytaliśmy o doświadczenia. Odpowiedzi pokazują, że rzeczywistość jest znacznie bardziej złożona niż internetowe hasła.
Historia Anny nie pasuje do internetowych komentarzy
Anna przyjechała do Polski z mamą kilka dni po wybuchu wojny. Dziś pracuje w restauracji. Jak podkreśla, podczas rozmowy kwalifikacyjnej nikt nie patrzył na jej narodowość.
Nie było żadnej taryfy ulgowej ani specjalnego traktowania. Liczyły się umiejętności, zaangażowanie i gotowość do nauki.
- Dostałam pracę dlatego, że jestem pracowita i chciałam się rozwijać. Nikt nie zatrudnił mnie tylko dlatego, że jestem z Ukrainy
- mówi kobieta, która w tej chwili mieszka i pracuje w Gnieźnie.
Jej mama wciąż nie miała tyle szczęścia. Mimo wielu prób nadal nie może znaleźć zatrudnienia.
Podobne doświadczenia zna Elżbieta Kubiak, prowadząca ośrodek dla obywateli Ukrainy w Skorzęcinie pod Gnieznem. Kobieta opowiada o chłopaku uczącym się w technikum informatycznym. Jak mówi, jest bardzo dobrze oceniany przez nauczycieli, chętnie się uczy i nie sprawia żadnych problemów. Mimo to nie został przyjęty ani na praktyki, ani później do pracy.
- To bardzo pracowity i kulturalny chłopak. Nie został przyjęty tylko dlatego, że jest Ukraińcem
- mówi Elżbieta Kubiak.
Polski rynek pracy od dawna miał inny problem
Pytanie o to, czy Ukraińcy zabierają Polakom pracę, wraca regularnie. Tymczasem eksperci przypominają, że polski rynek pracy z problemem niedoboru pracowników zmagał się na długo przed wybuchem wojny.
Największe braki dotyczyły budownictwa, transportu, logistyki, przetwórstwa przemysłowego, gastronomii, hotelarstwa, rolnictwa czy opieki nad osobami starszymi. W wielu firmach wakaty pozostawały nieobsadzone przez wiele miesięcy.
Zdaniem Cezarego Gawrońskiego, dyrektora Powiatowego Urzędu Pracy w Łowiczu, właśnie w tych branżach najczęściej zatrudnienie znajdują obywatele Ukrainy.
- Odpowiadając na pytanie, czy Ukraińcy odbierają pracę Polakom, można jednoznacznie stwierdzić, że tak się nie dzieje. Obie grupy narodowościowe rzadko konkurują o te same stanowiska. Obywatele Ukrainy wypełniają przede wszystkim luki kadrowe tam, gdzie od lat brakuje pracowników
- podkreśla.
Jak dodaje, wielu Ukraińców wykonuje pracę poniżej swoich kwalifikacji.
- Często są to osoby dobrze wykształcone, które podejmują zatrudnienie na stanowiskach niewymagających wysokich kompetencji. Sami pracodawcy przyznają, że są to często miejsca pracy, których Polacy po prostu nie chcą wykonywać
- dodaje.
Pracodawcy: ludzi do pracy wciąż brakuje
Najczęściej podejmują słabiej opłacane prace w magazynach, budownictwie, gastronomii, handlu i usługach porządkowych.
- Osoby, które przyjeżdżają tutaj z Ukrainy, są z reguły pozostawione same sobie, a więc muszą podjąć pracę, żeby móc normalnie funkcjonować
- mówi z kolei Łukasz Iwaszkiewicz, rzecznik prasowy Gdańskiego Urzędu Pracy.
To samo słyszymy od przedsiębiorców.
- To totalny fałsz, że Ukraińcy zabierają miejsca pracy
- mówi Agnieszka Szymalak, HR Business Partner w firmie ZREW Transformatory.
Jak podkreśla, problemem wielu firm nadal jest brak kandydatów.
- Oni nie zabierają pracy. Uzupełniają lukę, która od lat istnieje na rynku. I nawet dziś nie są w stanie jej całkowicie wypełnić.
W firmie, w której pracuje, narodowość nie ma wpływu na wysokość wynagrodzenia.
- Rozróżniamy pracowników wyłącznie pod względem umiejętności i kompetencji. Im większe doświadczenie i lepsze kwalifikacje, tym wyższa stawka. Nie ma znaczenia, czy ktoś jest Polakiem, czy Ukraińcem
- zaznacza.
A co z zaniżaniem pensji? Ekspertka odwraca pytanie
To drugi argument, który bardzo często pojawia się w internetowych dyskusjach - "Ukraińcy pracują za mniej, więc przez nich spadają wynagrodzenia".
Dr Izabela Florczak z Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Łódzkiego uważa, że problem został źle postawiony.
- Ja odwróciłabym pytanie. Kto proponuje cudzoziemcom zaniżone stawki? Przecież to nie osoba, która przyjeżdża do obcego kraju, ustala wysokość wynagrodzenia
- zauważa.
Jak tłumaczy, jeśli dochodzi do takich sytuacji, odpowiedzialność ponoszą przede wszystkim nieuczciwi pracodawcy, którzy próbują wykorzystać osoby nieznające realiów polskiego rynku pracy.
To jednak - jak podkreśla - nie jest reguła. Co więcej, obywatele Ukrainy od wielu lat pracują w Polsce i coraz lepiej znają obowiązujące stawki.
- Paradoksalnie dziś coraz częściej nie godzą się na takie warunki zatrudnienia
- dodaje.
Dane nie potwierdzają popularnego mitu
Badania pokazują, że około 80 proc. obywateli Ukrainy, którzy przyjechali do Polski po wybuchu wojny, utrzymuje siebie i swoje rodziny z pracy.
- To oznacza, że zdecydowana większość tych osób jest aktywna zawodowo
- mówi dr Izabela Florczak.
Przypomina jednocześnie, że do Polski w pierwszych miesiącach wojny przyjechało wiele kobiet z małymi dziećmi, które z przyczyn rodzinnych nie mogły od razu podjąć zatrudnienia.
Dane z urzędów pracy również nie wskazują na masową konkurencję o miejsca pracy.
W Płocku spośród 3077 osób zarejestrowanych jako bezrobotne tylko 53 to obywatele Ukrainy.
- Nie przysługują im żadne specjalne benefity. Jeżeli ktoś przebywa w Polsce legalnie, może podjąć pracę i zarejestrować się w urzędzie na takich samych zasadach jak każdy inny
- podkreśla Bartłomiej Jarzyński, dyrektor Miejskiego Urzędu Pracy w Płocku.
Wojciech Ściwiarski, rzecznik prasowy ZUS w województwie mazowieckim podaje, że na koniec 2025 roku na Mazowszu legalnie pracowało około 190 tys. obywateli Ukrainy, którzy odprowadzali składki do polskiego systemu ubezpieczeń społecznych.
Od pierwszej pomocy do nowego życia
Kiedy w lutym 2022 roku do Polski zaczęły docierać pierwsze osoby uciekające przed wojną, najważniejsze było zapewnienie im bezpieczeństwa. Z czasem okazało się jednak, że potrzebne jest coś więcej niż dach nad głową.
- Na początku wszyscy byli zagubieni i nikt nie wiedział, na jaki okres tutaj zostaną. Teraz widać, że niektórzy nawet nie mają do czego wracać
- mówi Polina Nikarowicz, koordynatorka pomocy obywatelom Ukrainy w Gdańsku.
Z organizowania transportu i pomocy humanitarnej szybko przeszła do wspierania ludzi w szukaniu pracy. Pomagała przygotowywać życiorysy, organizowała kursy i tłumaczyła, jak odnaleźć się na polskim rynku pracy.
Podobną drogę przeszła Natalia Grankowska, która uciekła z Charkowa. Początkowo pracowała przy sprzątaniu. Dziś znów zajmuje się tym, co robiła przed wojną - prowadzi zajęcia teatralne dla dzieci z Ukrainy i Białorusi, pomagając im odnaleźć się w nowej rzeczywistości.
- Najważniejsze było nie zgubić siebie. Zaczęłam pracować i to dało mi skrzydła, żeby robić to, co naprawdę kocham
- opowiada.
Otwierają własne biznesy
Takich historii jest znacznie więcej. Jedni znajdują zatrudnienie, inni zakładają własne firmy. Tylko w Gnieźnie od wybuchu wojny powstało niemal 50 działalności gospodarczych prowadzonych przez obywateli Ukrainy - od firm budowlanych i transportowych po salony kosmetyczne czy działalność handlową.
- Do momentu wybuchu konfliktu zbrojnego na terenie Ukrainy na terenie miasta Gniezna funkcjonowały dwie działalności gospodarcze prowadzone przez obywateli Ukrainy. Od momentu wybuchu wojny do końca 2024 roku na terenie Gniezna powstały 27 takie firmy, a od 1 stycznia 2025 r. do dnia dzisiejszego kolejne 22 firmy
- informuje Sylwia Jabłońska, dyrektor Wydziału Spraw Społecznych w Urzędzie Miasta w Gnieźnie.
Zdaniem ekonomistów warto pamiętać jeszcze o jednym.
- Kiedy się temu przyjrzymy, okazuje się, że to nie jest tylko grupa, która potrzebuje pracy, ale też grupa, która potrzebuje mieszkań, jedzenia i różnego rodzaju usług
- zwraca uwagę dr Maciej Goniszewski z Uniwersytetu Gdańskiego.
Jak podkreślają eksperci, osoby, które przyjechały do Polski, nie tylko podejmują zatrudnienie. Wynajmują mieszkania, robią zakupy, korzystają z transportu, usług i edukacji. Są pracownikami, ale jednocześnie klientami lokalnych firm i uczestnikami gospodarki.
Tekst przygotowali: Karolina Barełkowska, Joanna Chrzanowska, Michał Wiśniewski, Oskar Bąk.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.