Piłkarze Ekstraklasy wrócili do gry po przerwie reprezentacyjnej. W świątecznej kolejce Widzewiacy zmierzyli się w Częstochowie z Rakowem, czyli zespołem, który w ostatnich latach jest dla RTS-u bardzo niewygodnym rywalem. Po powrocie do elity, Łodzianie jeszcze nie wygrali z "Medalikami". Już przed meczem było jasne, że o zwycięstwo i tym razem będzie ciężko. Raków jest w czołówce tabeli i w tym roku jeszcze nie stracił gola u siebie. A Widzew? Ma problemy w ofensywie. W starciu z Górnikiem czerwono-biało-czerwoni nie oddali ani jednego celnego strzału. Z Arką oddali jeden, ale gola nie zdobyli. Na problem w kreowaniu akcji ofensywnych zwracał uwagę trener Aleksandar Vuković na przedmeczowej konferencji prasowej.
Szkoleniowiec Widzewa musiał kombinować ze składem. Podczas przerwy na kadrę miał do dyspozycji bardzo okrojony skład. Do tego doszły urazy i ostatecznie RTS zaczął mecz z Rakowem w następującym ustawieniu: Drągowski – Żyro, Wiśniewski, Visus, Kozlovsky – Kornvig, Selahi, Shehu – Alvarez, Zeqiri, Fornalczyk.
W pierwszej połowie nie zobaczyliśmy bramek, ale emocji nie brakowało. Od 36. minuty Widzewiacy grali w przewadze. Drugą żółtą i w konsekwencji czerwoną kartkę obejrzał Arsenić. Łodzianie nie oddali celnego strzału na bramkę, ale przynajmniej kreowali jakieś sytuacje i oddali w sumie sześć strzałów. Częstochowianie wyglądali w tym elemencie dużo gorzej i nie oddali w ogóle żadnego uderzenia na bramkę Drągowskiego.
W drugich 45. minutach dalej oglądaliśmy dużą przewagę Widzewa. Łodzianie atakowali niemal cały czas, Raków właściwie tylko się bronił. Niestety, z ataków RTS-u nic nie wynikało. Świetną kontrę w 56. minucie wyprowadził Marcel Krajewski, ale w jej końcowej fazie za bardzo się podpalił i niepotrzebnie oddał strzał zamiast szukać podania do kolegów. Ponownie w meczu Łódzkiej ekipy mieliśmy mieliśmy wielką kontrowersję. W 80. minucie w pole karne Medalików wbiegł Angel Baena, który padł po kontakcie z Jeanem Carlosem. Sędzie nie odgwizdał rzutu karnego, ale został wezwany do monitora VAR. Tam podjął decyzję, że karnego nie ma, bo...chwilę wcześniej w tej akcji piłkę ręką zagrał Sebastian Bergier. Decyzja według nas bardzo dziwna.
Chwilę później na listę strzelców mógł się wpisać Fran Alvarez, ale jego uderzenie minimalnie minęło słupek. Pierwszy celny strzał Łodzianie oddali w...92. minucie. Zrobił to Sebastian Bergier. Fatalna statystyka, szczególnie, że w tym spotkaniu Łodzianie niemal cały czas byli pod bramką Rakowa. Najważniejszy strzał miał jednak miejsce w 94. minucie. Do dośrodkowanej piłki dopadł Fran Alvarez, który cudownym uderzeniem pod poprzeczkę pokonał golkipera gospodarzy!
Widzew prowadził i był bardzo blisko szalenie cennych trzech punktów. Niestety, ostatnie słowo należało do gospodarzy. Raków wepchnął piłkę do siatki w 97. minucie, a Fadiga przy okazji znokautował Drągowskiego, który przez długi nie mógł się podnieść. Nie był to jednak zdaniem sędziego powód do anulowania gola i ostatecznie obie drużyny podzieliły się punktami. Wielka szkoda. Oby tych punktów nie zabrakło na koniec do utrzymania...
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.