Rozmawialiśmy z mieszkańcami Łodzi, Zgierza, Płocka, Przeźmierowa pod Poznaniem i Gdańska. Pytaliśmy nauczycieli, samorządowców, naukowców, studentów oraz samych Ukraińców.
„Najwięcej agresji widzę w internecie”
Artem Luhovyi mieszka w Łodzi od blisko dziesięciu lat. Ukończył studia na Uniwersytecie Łódzkim, pracuje, ma polskie obywatelstwo i – jak sam mówi – czuje się Łodzianinem.
Z doświadczenia wie jednak, że internet często pokazuje zupełnie inny obraz niż codzienne życie.
– Rosja, po rozpoczęciu pełnoskalowej wojny w Ukrainie, rozpoczęła wojnę hybrydową z Polską. Wykorzystuje propagandę, by tworzyć napięcie wśród społeczeństwa. Większość ludzi wierzy w to, co przeczyta na Facebooku. Inni z kolei wykorzystują media społecznościowe, by wypromować siebie w określonym środowisku
– mówi Artem Luhovyi.
Podobne obserwacje mają również inni rozmówcy. Negatywne komentarze najczęściej pojawiają się w sieci.
Skąd biorą się takie przekonania?
Zdaniem socjologa Marcina Gońdy z Uniwersytetu Łódzkiego źródłem wielu mitów jest zwyczajny lęk.
– Nie jest prawdą to, że migranci stanowią dla nas zagrożenie. Badania Banku Gospodarstwa Krajowego pokazują, że np. w 2024 roku sami Ukraińcy, a Ukraińcy to nie wszyscy imigranci, wnieśli do polskiego budżetu około 15 mld zł, podczas gdy wyjęli z niego około 3 mld zł. Czyli wyjęli pod postacią właśnie np. tych najbardziej chyba spędzających sen z powiek Polakom zasiłków 800+. Myślę jednak, że Polacy mimo wszystko akceptują Ukraińców
– mówi socjolog.
To właśnie obawy związane z miejscami w szkołach, świadczeniami czy pracą najczęściej pojawiają się w dyskusjach o migrantach.
Sprawdziliśmy dane z kilku miast
W Zgierzu liczby nie potwierdzają tezy o „zabieraniu miejsc”.
– Na 4133 uczniów w szkołach podstawowych dzieci pochodzenia ukraińskiego jest 211, co stanowi 0,5%. Natomiast w przedszkolach na 1260 wychowanków jest 50 wychowanków z Ukrainy, co stanowi 0,4%. Myślę, że te liczby same mówią za siebie. Dzieci ukraińskie raczej uzupełniają wolne miejsca niż zajmują je kosztem polskich dzieci
– mówi Marek Lipiec, naczelnik Wydziału Edukacji i Młodzieży Urzędu Miasta Zgierza.
Podobne dane usłyszeliśmy w Płocku.
– W obecnym roku szkolnym tendencja jest taka sama. W przedszkolach, szkołach podstawowych i ponadpodstawowych mamy 542 dzieci z Ukrainy. Ta liczba od 2022 roku jest w zasadzie stała. Dzieci ukraińskie podlegają temu samemu prawu, jeśli chodzi o rekrutację. W przedszkolach rodzice dzieci z Ukrainy składają wnioski tak, jak polscy rodzice
– podkreśla Agnieszka Harabasz, dyrektor Wydziału Edukacji Urzędu Miasta Płocka.
Co więcej, w wielu miastach problemem nie jest dziś brak miejsc, lecz niż demograficzny.
– Mamy jeszcze wolne miejsca
– dodaje Harabasz.
Dzieci nie rodzą się z uprzedzeniami
Dyrektorzy szkół zgodnie podkreślają, że dzieci integrują się znacznie szybciej niż mogłoby się wydawać.
– Dzieci się bardzo szybko uczą języka, szczególnie te młodsze. Nie mamy konfliktów na tle narodowościowym. Zdarzają się niesnaski takie jak między wszystkimi uczniami. W mojej szkole jest miejsce i dla Ukraińców i dla Polaków
– mówi Ewa Grabowska, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 11 w Zgierzu.
W Przeźmierowie po wybuchu wojny liczba uczniów z Ukrainy wzrosła bardzo wyraźnie. Gmina odpowiedziała na to zatrudnieniem asystentów międzykulturowych oraz wsparciem psychologów.
– W pierwszej kolejności zatrudniliśmy w szkołach asystentów międzykulturowych. Chcieliśmy, żeby zarówno rodzice, jak i uczniowie, pokonali barierę językową, żeby czuli się zaopiekowani w naszych placówkach i mogli z łatwością rozpocząć naukę
– mówi Agata Gidaszewska z Urzędu Gminy Tarnowo Podgórne.
Dziś sytuacja jest już stabilna.
– W tej chwili na 736 uczniów mamy 87 uczniów ukraińskich. Nadal jest rotacja, ale od ubiegłego roku ta liczba utrzymuje się na tym poziomie
– mówi Joanna Mizerska, dyrektor Szkoły Podstawowej im. Arkadego Fiedlera w Przeźmierowie.
I dodaje:
– Nie odczuliśmy – i mówię to zdecydowanie – żadnych realnych problemów na punkcie narodowości.
Podobnie sytuację ocenia pracująca w szkole asystentka międzykulturowa Uliana Fedoriv.
– Przez tyle lat w Polsce ani ja, ani moje dziecko, nie spotkaliśmy się bezpośrednio z żadnym zarzutem
– mówi.
Rozmówcy zwracają uwagę na jeszcze jeden aspekt. Negatywne emocje wobec Ukraińców rzadko pojawiają się spontanicznie wśród najmłodszych.
– Dzieci same nie wymyślą tego, że miałyby nie lubić kogoś za jego narodowość, za rasę, za kolor skóry. To idzie z góry – od rodziców. Jeżeli jakieś dziecko tak się zachowuje, to rodzic powinien się zastanowić, jakich słów używa w domu, co i jakim językiem komentuje
– mówi Anna Galusik-Bacik, nauczycielka z Przeźmierowa.
A co z uczelniami?
Także w przypadku szkolnictwa wyższego liczby nie potwierdzają internetowych teorii. Na Uniwersytecie Gdańskim studiuje ponad 20 tys. osób. Studentów z Ukrainy jest 251.
– To niewielka grupa
– zauważa prof. Urszula Patocka-Sigłowy, prorektor Uniwersytetu Gdańskiego.
Jak podkreśla, Ukraińcy nie mają żadnych dodatkowych przywilejów podczas rekrutacji. Przystępują na niej dokładnie takich samych zasadach, jak inni kandydaci.
Na Uniwersytecie Łódzkim studenci z Ukrainy stanowią ponad połowę studentów zagranicznych. A ci, zgodnie z przepisami, muszą płacić za studia. Wyjątek stanowią jednak posiadacze karty Polaka lub osoby z Ukrainy, ale pochodzenia polskiego.
– Obywatele Ukrainy, którzy przybyli do nas po wybuchu wojny i uzyskali specjalny status, są traktowani na zasadach takich samych jak obywatele Polski. Tylko że ten status to ochrona czasowa do 3 marca 2027 roku. Po tej dacie wszyscy obywatele Ukrainy, którzy u nas studiują obecnie bez opłat, będą musieli je wnosić. To nie są wcale małe kwoty
– tłumaczy Mieczysław Pakosz, zastępca dyrektora Centrum Rekrutacji Uniwersytetu Łódzkiego.
Również miejsca w akademikach nie są zabierane polskim studentom.
– Zamieszkanie rodzin ukraińskich w akademiku nie ma żadnego wpływu na studentów Politechniki Warszawskiej. Dom Studencki dysponuje dużą liczbą miejsc do zakwaterowania
– wyjaśnia Adam Górecki z filii Politechniki Warszawskiej w Płocku.
A co z legendarnymi „my, Polacy, do wszystkiego im dopłacamy”?
- Nie uważam, że studenci z Ukrainy są faworyzowani finansowo, wręcz przeciwnie. Ich sytuacja jest cięższa od studentów polskich, ze względu na mniejsze wsparcie od rodzin, czy fakt życia w obcym kraju. Do tego dochodzi „obcość” instytucji. Myślę, że mają ciężej niż Polacy
– mówi Wojciech Giernat, bardzo aktywny na wielu polach student UG.
Jak przekonują nasi rozmówcy, codzienność w szkołach, przedszkolach i na uczelniach wygląda zdecydowanie spokojniej niż dyskusje prowadzone pod postami w mediach społecznościowych.
Tekst przygotowali: Joanna Chrzanowska, Michał Kopiński, Michał Wiśniewski
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.