Trudny i ważny mecz ŁKS-u w stolicy
ŁKS potrzebował zwycięstwa, żeby pozostać w wyścigu o awans do PKO Ekstraklasy. W tym roku Łodzianie pokazywali już, że potrafią grać na wyjazdach, ale tym razem czekał ich o wiele trudniejszy test, niż w Bytomiu i Mielcu. Pojechali bowiem do Warszawy, żeby zmierzyć się z Polonią, która przed tą kolejką była wiceliderem tabeli.
W zespole Czarnych Koszul nie wystąpił i w tym sezonie już nie wystąpi Hide Vitalucci. Urodzony w Rzymie zawodnik doznał kontuzji stawu kolanowego na jednym z treningów. Jak się okazało pomocnik urodzony w Rzymie zerwał więzadło krzyżowe przednie, a jego prognozowana przerwa w grze wynosi od sześciu do dziewięciu miesięcy. Prognozowana data jego powrotu do gry to listopad.
Vitalucci był na radarze ŁKS-u już od lata, a najbliżej trasnferu do Łodzi był tej zimy. Wydawało się, że wszystko jest już dogadane, ale zawodnik w ostatniej chwili miał zdecydować się na przenosiny właśnie do Polonii Warszawa.
ŁKS biegał, ŁKS walczył, ŁKS zasłużenie wygrał
Mecz przy Konkwiktorskiej od samego początku był bardzo dynamiczny, w którym mimo niezbyt wielu klarownych sytuacji, działo się sporo. Bardzo odważnie od samego początku poczynał sobie ŁKS. Widać było, że Łodzianie przyjechali do stolicy po zwycięstwo i już w 8. minucie mogli otworzyć wynik spotkania. Andreu Arasa, który rozpoczął w wyjściowym składzie kosztem Fabiana Piaseckiego, idealnie dograł z prawej strony do Bastiena Tomy. Szwajcar uderzał z bliskiej odległości, ale przegrał pojedynek z Mateuszem Kuchtą.
W kolejnych minutach oglądaliśmy ciekawe spotkanie, w którym obie druzyny po przejęciu piłki szybko starały się szybko przenieść ciężar gry w okolicę pola karnego rywala. ŁKS-owi wychodziło to dobrze w pierwszej części gry. Aktywny był Bastien Toma, ale nie mógł się wstrzelić. Dobrze natomiast współpracocwał z Andreu Arasą. Obaj zawodnicy szukali się długimi piłkami, co stwrzało sporo problemów gospodarzom.
ŁKS zasłużył na gola w pierwszej połowie i w samej końcówce dopiął swego. Craciun zagrał długą piłkę do Löffelsenda, a Niemiec, który też rozgrywał dobre zawody, zgrał ją do Andreu Arasy. Hiszpan świetnie się zachował, wbiegł z piłką przed obrońców i huknął nie do obrony dla Kuchty. Po raz pierwszy w 2026 roku podopieczni Grzegorza Szoki prowadzili do przerwy.
Po zmianie stron nie zatrzymywał się Arasa. Filigranowy napastnik rozgrywał świetne spotkanie, ale w 58. minucie powinien mieć dublet na koncie. Tym razem w dogodnej styuacji uderzył jednak wysoko nad poprzeczką. Ponownie błysnął w 67. minucie. Hiszpan powalczył w środku pola i odebrał piłkę rywalowi. Podciągnął z nią pod pole karne. Tam trafiła do Hinokio, który zrobił jeszcze zwód i mocno uderzył, niestety dla kibiców z Łodzi, równie niecelnie.
W 75. minucie te niewykorzsytane szanse mogły się zemścić. Polonia zmarnowała jednak kapitalną okazję. Najpierw z bliska główkował Vega, ale świetnie obronił Aleksander Bobek. Piłka trafiła jeszcze pod nogi Skrabba, ale fatalnie spudłował. To była najlepsza okazja dla gospodarzy do tej pory.
ŁKS także nie rezygnował z kolejnych goli. Po wejściu na boisko walkę fizyczną o pozycję wygrał Fabian Piasecki. Wydaje się, że npaastnik ŁKS-u mógł uderzać, ale altruistycznie odegrał do Krykuna. Ukrainiec stanął przed bardzo dobrą okazją na podwyższenie wyniku, ale został zablokowany.
Polonia Warszawa 0:1 ŁKS Łódź
0:1 - Andreu Arasa 45+1'
Polonia: Kuchta - Terpiłowski (Brasido 59'), Salihu, Budnicki, Durmus (Hoxhallari 90') - Gnaase, Vega, Mróz (Kostorz 77'), Wojciechowski (Klukowski 60'), Dadok (Skrabb 60') - Zjawiński
ŁKS: Bobek - Rudol, Craciun, Pingot - Löffelsend (Krykun 71'), Wysokiński (Ernst 57'), Terlecki, Hinokio, Norlin (Kupczak 90') - Toma (Lewandowksi 71'), Arasa (Piasecki 70')
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.