reklama

Zbigniew Boniek: W Widzewie przede wszystkim widzę brak konsekwencji

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

Zbigniew Boniek: W Widzewie przede wszystkim widzę brak konsekwencji - Zdjęcie główne

reklama
Udostępnij na:
Facebook
Polska i świat- Nie da się szybko zbudować silnej drużyny, co nie znaczy, że trzeba przegrywać mecze. Wierzę jednak, że w Widzewie wszystko zakończy się happy endem - mówi Zbigniew Boniek.
reklama

Jarosław Bińczyk: Co dolega Widzewowi?

Zbigniew Boniek: Jestem kibicem, który patrzy z boku. Gdybym wiedział, jaka jest choroba Widzewa, to byłoby łatwo znaleźć lekarstwo. Piłka nie jest łatwa... Może być tak, że piłkarzom sprowadzonym zimą wydaje się, że poradzą sobie łatwo, a tak nie jest. 

Niedawno zachwycano się transferami za miliony euro, teraz jest często obiektem kpin.

Widzew stał się ulubionym klubem dla komentatorów, którzy - jak to u nas w kraju - najczęściej czepiają się pieniędzy wydanych na transfery. Drużyna nie wygrywa, jest w kryzysie, a wtedy co się o niej nie powie, jest dobre. Z przymrużeniem oka patrzę na media, które już teraz szukają winnych. Niektórzy nawet mnie w to włączają, że niby kieruję z tylnego siedzenia. Bzdura, jestem normalnym kibicem. 

reklama

Stoi pan z boku, ale na pewno zauważył pan błędy. Jakie?

Przede wszystkim widzę brak konsekwencji. Widzew kupił Kornviga, który jest bardzo dobrym piłkarzem, a w pierwszym meczu wszedł dopiero w drugiej połowie, a w drugim został zmieniony, choć moim zdaniem był jednym z najlepszych w drużynie. Oprócz Bukariego, którego nie znałem, wszyscy pozostali nowi są dobrymi piłkarzami. Jakby mi ktoś powiedział, że przyjdzie Drągowski, Wiśniewski, Lerager, Cheng, który jest ciekawym lewym obrońcą, i Kornvig, to byłbym bardzo zadowolony, bo to są bardzo dobrzy piłkarze. Na razie jednak ciężko jest trenerowi zrobić z tego drużynę. Mam nadzieję, że Widzew szybko wyjdzie z tego tunelu.

Ale drużyna traci punkty, grając słabo. 

- Zaczyna być gorąco, ale trzeba być cierpliwym. Mam nadzieję, że wszystko zakończy się happy endem. Gdybyśmy mieli teraz sześć punktów, to Widzew mógłby spokojnie grać o miejsce czołówce. Jest jeszcze Puchar Polski, ale jego zdobycie nie będzie łatwe. Jestem jednak przekonany, że będzie dobrze.

reklama

Zapytam tak: czy z pańskiego doświadczenie może się udać tak szybko zbudować drużynę, jak chcą to robić w Widzewie?

- Nie da się, co nie znaczy, że trzeba przegrywać mecze. Drużyna cementuje się w szatni, poza boiskiem. Są w niej piłkarze ze starego układu i nowego, są różnice finansowe. Mam nadzieję, że trener sobie z tym poradzi. 

No właśnie, Igor Jovicević jest dziś chyba najbardziej krytykowanym człowiekiem w Widzewie.

- Gdy Widzew wybrał trenera, to patrząc na jego CV, tytuły, które zdobywał, wydawało mi się, że to dobry wybór patrząc. Na kim ma się skupić krytyka? Na prezesie Rydzu, bo niektórzy czynią go winnym porażek. Gdy się nie wygrywa, szukamy i strzelamy na oślep. 

Na razie jednak wygląda to tak, jakby pieniądze Roberta Dobrzyckiego zostały wrzucone do ogniska, bo oczekiwanych efektów nie ma.

reklama

- Pod pewnymi względami ten Widzew przypomina mi Widzew pana Cacka. Gdy przyszedł do klubu też był szalenie bogaty, mówił, że ma projekt, chce nowego stadionu i Ligi Mistrzów. Przyjeżdżał do Łodzi raz na dwa tygodnie, a zarządzanie oddał synowi. Dziś Widzew jest jednak inaczej prowadzony, choć potencjał finansowy jest podobny. W piłce nożnej jest tak, że ten kto ma więcej kasy, ma większą możliwość wygrywania. Robert Dobrzycki jest jednak innym człowiekiem niż Sylwester Cacek. Dla niego nie jest to projekt biznesowy, ale prowadzony z serca. Chociaż spodziewam się, że kiedy przyjdzie moment, że pan Dobrzycki zacznie patrzeć na kasę. Mam nadzieję, że do tego czasu uda się stworzyć silną drużynę, bo dziś sama kwalifikacja do Ligi Mistrzów to 50 mln euro. Ale potrzeba czasu, bo drużyny się nie kupuje, ale konstruuje.

reklama

Czy słaby początek nie zniechęci Roberta Dobrzyckiego?

Z pana Dobrzyckiego emanuje spokój i rozwaga. Gdy jest jakiś problem, kupuje się zawodnika. O piłce wszyscy mówią, wszyscy uważają, że się na niej się znają. Nie ma zależności jak w biznesie, że jak zrobisz dobry projekt, to się musi udać. W sporcie nie zawsze tak się dzieje. Na pewno to nie będzie najlepszy rok w historii Widzewa, ale czasem, żeby pójść w górę, trzeba się od czegoś odbić. Dziś jest odbicie prawie od dna. Strategia jest moim zdaniem dobra, ale potrzeba czasu i spokoju. 

Zajmuję się Widzewem od wielu lat, dlatego mam wrażenie, że w obecnym jest za mało Widzewa. Kiedyś Andrzej Pawelec miał zaufanych współpracowników od lat związanych z klubem. Pan ratując go też zaufał Tadeuszowi Gapińskiemu, Józefowi Młynarczykowi. Dziś takich ludzi nie ma.

- Dla mnie klub piłkarski nie powinien korporacją, bo ważniejsze są uczucia: przywiązanie, poświęcenie, czyli oddane mu serce. Stworzenie takiego klubu wymaga jednak czasu. Mam nadzieję, że w Widzewie tak się stanie.

reklama
Artykuł pochodzi z portalu https://lodzkisport.pl. Kliknij tutaj, aby tam przejść.
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy
logo