reklama

Kolejna zmiana? Widzew powinien zmienić dyrektora sportowego

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

Kolejna zmiana? Widzew powinien zmienić dyrektora sportowego - Zdjęcie główne
Autor: Widzew.com | Opis: Dariusz Adamczuk, pełnomocnik zarządu ds. sportowych.

reklama
Udostępnij na:
Facebook
SportDariusz Adamczuk, który jest nieoficjalnym dyrektorem sportowym Widzewa Łódź zaliczył wielką wtopę przy wyborze trenera Igora Jovicevicia. Czy przy Piłsudskiego zdecydują się na kolejną zmianę na tym stanowisku? I kogo powinien zatrudnić Widzew?
reklama

Nowy trener w Widzewie

Widzew po raz czwarty w tym sezonie zmienił trenera. Kibice wierzę, że Aleksandar Vuković będzie tym, pod wodzą którego drużyna w końcu odpali. Serb zaczął nieźle, bo od wygranej nad mistrzem Polski, Lechem Poznań. Oby tak dalej. 

Zmiana trenera była konieczna, bo zespół pod wodzą Jovicevicia wyglądał fatalnie i nie widać było progresu. Można w zasadzie powiedzieć, że gdyby Chorwat pozostał na swoim stanowisku, to Widzew byłby pewniakiem do spadku. Potrzebny był impuls w postaci nowego szkoleniowca. Tak się właśnie stało. I chodź tą decyzja była dość oczywista, to w Widzewskich gabinetach wyglądało to trochę inaczej. Przyznał to w rozmowie z Canal Plus prezes klubu, Michał Rydz. 

reklama

Można dziś oczywiście dywagować, czy po meczu w Katowicach, czy z Pogonią to był ten właściwy moment. Ja uważam, że powinno się to wydarzyć po meczu w Szczecinie, natomiast Darek Adamczuk chciał jeszcze dać szansę trenerowi i ostatecznie wziął tę decyzję na siebie. Ja uważam, że jest to jeden mecz za późno - mówił przed meczem z Lechem. 

Adamczuk pożegna się z klubem?

Nie jest tajemnicą, że sytuacja drużyny i ślepa wiara w Jovicevicia, osłabiła pozycję Dariusza Adamczuka przy Piłsudskiego. Można było to wyczuć już na konferencji prasowej, gdy prezentowany był "Vuko". Adamczuk wyglądał na zestresowanego, podenerwowanego. To nie dziwi, bo przecież jego posada w klubie jest zależna od Roberta Dobrzyckiego, który pokazał już, że jeśli coś się nie sprawdza, to po prostu dokonuje zmiany. Tak było z trenerem Sopiciem czy Mindaguasem Nikoliciusem. A praca Adamczuka póki co się nie broni. Co z tego, że drużyna indywidualnie ma jakość (trudno, żeby jej nie miała po wydaniu na transfery 15 milionów euro) skoro ewidentnie nie jest to zespół ludzi pasujących do siebie? Nie zawsze najlepszym wyborem jest droższy i teoretycznie lepszy zawodnik. Czasem warto postawić na gracza, który swoją charakterystyką pasuje do drużyny, albo ma jakąś konkretną cechę, która przyda się drużynie.

reklama

Zimowe transfery Widzewa dobrze podsumowują decyzje Vukovicia, który w kadrze meczowej nie znalazł miejsca dla Osmaka Bukariego i Carlosa Isaaca. Oczywiście są też ci lepsi gracze jak Emil Kornvig czy Lukas Lerager. A reszta? Nawet jeśli oceniamy kogoś pozytywnie to można się zastanawiać, czy naprawdę Łodzianie musieli wydawać aż tyle pieniędzy na graczy, którzy nie robią jakiejś piorunującej różnicy? Podobną jakość można było mieć za mniejsze pieniądze i nie ma co do tego wątpliwości. 

reklama

Zmiana strategii?

Do końca sezonu jeszcze sporo czasu i nie wiemy jak to wszystko się zakończy, ale już teraz można powiedzieć, że dla Roberta Dobrzyckiego to wielka lekcja. W piłce pieniądze robią ogromną różnicę, ale pod warunkiem że są mądrze wydawane. Może zamiast 5 milionów euro na Osmana Bukariego można było zainwestować te pieniądze w dział skautingu i analiz? Oczywiście teraz każdy jest mądry i to nie jest zarzut wobec Dobrzyckiego. To jego pierwszy sezon w roli właściciela, więc kiedy popełniać błędy, jak nie teraz? 

Być może to wszystko sprawi, że strategia budowy klubu się zmieni. Czy to oznacza zakręcenie kurka z pieniędzmi? Nie do końca. Prawdopodobnie przy Piłsudskiego nadal będzie olbrzymia kasa, ale jak już wspomnieliśmy wyżej, może być inwestowana w trochę inny sposób niż do tej pory. Zresztą, w kwietniu zeszłego roku, gdy Robert Dobrzycki przejmował Widzew, na specjalnie zorganizowanej konferencji mówił m. in. o tym, że inwestowanie dużych pieniędzy prędzej czy później przynosi sukces. Można więc zakładać, że tu nic się nie zmieni. 

reklama

Ale już zmiana dyrektora sportowego może spowodować, że pieniądze nie będą tak przepalane jak obecnie. Jeśli plotki się potwierdzą i Adamczuk niebawem pożegna się z klubem, to kto mógłby zostać nowym dyrektorem sportowym?  

Powrót Masłowskiego czy opcja zagraniczna?

Najgłośniej mówi się oczywiście o Łukaszu Masłowskim. To nie przypadek, bo uchodzi on za najlepszego w tym fachu w Polsce. Dodatkowo jest związany emocjonalnie z Widzewem. Grał tu jako piłkarz, a w czasach drugiej ligi był już przez chwilę dyrektorem sportowym. Masłowski jest jednym z architektów wielkich sukcesów Jagielloni. Klub z Białegostoku zdobył mistrzostwo kraju, obecnie walczy o kolejne. Prócz tego z powodzeniem gra w Lidze Konferencji. Co ciekawe, Jaga została zbudowana za śmieszne pieniądze - i to nie tylko w porównaniu z kasą jaka ładowana jest w Widzew. Masłowski specjalizuje się w ściąganiu wolnych zawodników. 

Przy Masłowskim pojawia się jednak duży znak zapytania. Po pierwsze, na ile sukcesy Jagi to zasługa jego, a na ile Adriana Siemieńca, który uważany jest z kolei za najlepszego trenera w kraju? Po drugie, i tu kwestia, która tyczy się właściwie wszystkich dyrektorów z polskiego rynku: jakie jest jego doświadczenie w budowaniu zespołu za takie pieniądze jakie są w Widzewie? Łodzianie wydają rekordowe sumy w historii polskiego futbolu. To są kwoty, które są standardem dla europejskich średniaków, ale nad Wisłą wciąż są czymś obcym. Z tego względu wydaje się, że czerwono-biało-czerwoni powinni celować w dyrektora zagranicznego, który z taką kasą miał już do czynienia. 

W Łodzi już był zagraniczny dyrektor. Mowa oczywiście o "Niko". Litwin nie popracował tu jednak zbyt długo. Tylko tu kolejna kwestia - jakie właściwie były jego sukcesy przed przyjściem do Widzewa? Budowal Żaligirs Wilno i Hajduk Split. W pierwszym klubie zdobywał mistrzostwa kraju, w drugim skończyło się na krajowych pucharach. Niby niezłe wyniki, ale fakty są też takie, że to ligi o zupełnie innej specyfice niż Ekstraklasa. Na Litwie liczą się dwa zespoły, w Chorwacji tak samo. Brak medali w takich klubach jak te, w których pracował Nikolicius jest zwyczajną kompromitacją. 

Kandydat idealny? 

Dlatego Widzew powinien szukać ludzi, którzy osiągnęli sukces, ale w bardziej wymagających warunkach. RTS, a w zasadzie Robert Dobrzycki, ma możliwości finansowe, by kogoś takiego tu sprowadzić. Jako przykład podamy Jiriego Bilke. Czech przez lata budował potęgę Slavii Praga. Dobrze zna też polski rynek, przed kilkoma laty został prelegentem PZPN. Rok temu ściągnąć go do siebie próbowała Legia Warszawa. W obszernym artykule Weszło sprzed roku czytamy, że Bilek w Pradze w umiejętny sposób korzystał ze skautingu i działu analiz. Co ciekawe, te obszary W slavii nie były wcale większe niż te, które są w Lechu Poznań czy Legii Warszawa. Bilek cechował się w Slavii również wysoką skutecznością, bo rzadko kiedy jego transfery okazywały się niewypałami. 

Tej zimy Bilek opuścił Pragę po 6 latach pracy w roli dyrektora sportowego. Przeniósł się do FK Pardubice, którego właścicielem jest od niedawna Karel Prazak, jeden z najbogatszych Czechów. To raczej wyklucza możliwości ściągnięcia go do Widzewa. Szkoda, bo na papierze 42-latek wygląda na kandydata idealnego. Niezależnie od tego, naszym zdaniem łódzki klub powinien szukać dyrektora sportowego właśnie z takiego poziomu, bo takich ludzi jest więcej. 

reklama
Artykuł pochodzi z portalu https://lodzkisport.pl. Kliknij tutaj, aby tam przejść.
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy
logo