Tutaj remis nie wchodził już w grę
Mecz przy Al. Piłsudskiego z Termalicą na tym etapie sezonu okazał się dla Widzewa arcyważnym starciem o sześć punktów. W sobotnie popołudnie spotkały się w Łodzi dwie najgorsze drużyny w lidze, biorąc pod uwagę układ tabeli. Tą najgorszą jest zdecydowanie zespół z Niecieczy, który po 27 kolejkach miał na koncie 25 punktów. O pięć więcej uzbierał Widzew.
Podopieczni Aleksandara Vukovicia musieli zdobyć tutaj komplet punktów. W przeciwnym razie przy niekorzystnym układzie innych spotkań sytuacja Widzewa mogła się jeszcze mocniej skomplikować. Radomiak, Legia czy Pogoń tylko czekają na kolejne potknięcia czerwono-biało-czerwonych.
Trener Vuković jeszcze nie przegrał spotkania w roli trenera Widzewa, ale z drugiej strony wygrał tylko jedno. Co prawda bardzo prestiżowe, bo z Lechem Poznań, ale poza tym Łodzianie zanotowali aż trzy remisy z rzędu, w tym jeden, który boli kibiców chyba najbadziej. Przed tygodniem Widzew grał w przewadze przeciwko Rakowowi od 36. minuty. Długo nie potrafił przełamać jego defensywy, ale w końcu dopiął swego i w 94. minucie Fran Álvarez pięknym strzałem dał swojej drużynie prowadzenie. Wydawało się, że nic już nie zabierze Łodzianom zwycięstwa, ale w tym sezonie w przypadku Widzewa niczego nie można być pewnym i potwierdziło się to trzy minuty później.
Przewaga Widzewa, ale bez konkretów
Spotkanie z 28. kolejki nie było dla Widzewa łatwe, ale to on przeważał. Pierwsze dwa kwadranse były ciekawe, ale brakowało konkretów. Optymizmem kibiców mógł napawać fakt, że Termalica długimi fragmentami była zamknięta na swojej połowie i próbowała jedynie sporadycznych kontr. Najaktywniejszym zawodnikiem był Mariusz Fornalczyk, ale nie zdołał otworzyć wyniku. W końcówce bramce Drągowskiego zagroziła jeszcze Termalica, ale też bezskutecznie. Do przerwy bramek nie oglądaliśmy.
W drugich 45 minutach przewaga Widzewa była jeszcze większa, ale gospodarze musieli mieć się na baczności, bo przez kilka minut wydawało się, że coraz śmielej zaczyna poczynać sobie zespół Marcina Brosza. Wszystko zmieniło się w w 66. minucie, gdy drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę obejrzał Kasperkiewicz. Od tamtej pory Widzew zaczął całkowicie dominować.
Chovan w końcu skapitulował
Znakomite sytuacje mieli Kapuadi, Kornvig i Kapuadi, ale Chovan bronił jak w transie. W 81. minucie blisko był także Bergier, ale tym razem gościom sprzyjało szczęście, bo piłka obiła tylko poprzeczkę. Przewaga Widzewa była przygniatająca, ale wydawało się już, że nie uda się tego udokumentować golem. Na ratunek przyszedł jednak Sebastian Bergier. Świetnie na lewej stronie zachował się Mariusz Fornalczyk, który idealnie dograł na głowę Bergiera, a napastnik Widzewa zmieścił piłkę tuż przy słupku w 89. minucie.
Widzew: Drągowski - Isaac (Zeqiri 82’), Wiśniewski, Kapuadi, Kozlovsky - Kornvig, Selahi (Baena 64’), Shehu, Álvarez, Fornalczyk (Żyro 90+2’) - Bergier
Termalica: Chovan - Kasperkiewicz, Masoero, Putivtsev - Boboc (Faßbender 85’), Guerrero (Matysik 85’), Ambrosiewicz, Isik, Strzałek (Trubeha 58’), Jimenez (Kubica 72’) - Zapolnik (Durdov 85’)
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.