Reklama

Reklama

Na Bałutach gryzą psy: Drzwi

Opublikowano: sob, 25 kwi 2020 09:40
Autor:

Na Bałutach gryzą psy: Drzwi - Zdjęcie główne

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

TuLokalni Poruszające i fascynujące historie z dzielnicy, która od zawsze okryta jest dwuznaczną sławą i pełna jest sprzeczności. Na przestrzeni dziesięcioleci uzbierało się na Bałutach mnóstwo anegdot i opowieści, a ta niżej jest jedną z nich. Dzięki uprzejmości Domu Wydawniczego Księży Młyn prezentujemy fragment książki Jerzego Krzywika Kaźmierczyka "Na Bałutach gryzą psy. Bałuckie opowieści".

– Panie Janku, kiedy kończycie remont?

– Szefie, zgodnie z terminem, jaki pan wyznaczył.

– No, mgliście to widzę. Nie będzie w terminie, nie będzie wiechy na ścianie.

Pan Janek nie chcąc chyba dalszych pytań na temat terminu oddania mieszkania pod klucz, po chwili milczenia, odezwał się:

– Przepraszam, ale wczoraj jak pan rozmawiał przez telefon słyszałem – zresztą przypadkowo, jak pan gadał o budynku szpitala Heleny Wolf na ulicy Łagiewnickiej. Wiesz pan, że ja tam robiłem w latach 1988 do 1990.

– A to ciekawe – odrzekł szef budowy. Ja tam kręciłem się i to właśnie w tych latach. Dużo pisali wtedy o kłopotach remontowych tego budynku. Władze miejskie przestały finansować i w końcu roboty budowlane wycofały się z placu budowy.

– Pyta pan: dlaczego? Po prostu. Miejska kasa była pusta, poza tym nastały inne czasy. Skończył się okres wydawania pieniędzy na nieuwarunkowane potrzeby ekonomiczne. Do tej pory „jedynie słuszna partia” decydowała, co i gdzie budować, nie licząc się zupełnie z kosztami. Przecież pieniądze były państwowe. No i panie Janku sprawa się rypła. Przeżywamy właśnie głupotę tamtej gospodarki. Teraz nastają takie czasy, że wszystko musi się opłacać.

– Ja tak gadam, ale może był pan w PZPR i budował państwo socjalistycznego dobrobytu?

– Szefie kochany, broń mnie Panie Boże, od tamtej zarazy. Ja, proszę pana, byłem w Solidarności! Teraz jestem na swoim – jak być powinno, i jestem sam sobie sterem, żeglarzem i okrętem. Ale nie rozumiem, dlaczego tak fajny szpital i tak potrzebny w tym miejscu, poszedł na zatracenie? Wiesz pan, że mnie jeszcze przed wojną Mamusia przynosiła tu, do tego szpitala na kwarcowe lampy, bo krzywicę miałem, jak wiele bałuckich dzieci.

– Naprawdę? Ale numer! Panie Janku, to my koledzy jesteśmy spod jednej lampy kwarcowej. Ja też, raz w tygodniu, przyprowadzany przez Mamę musiałem tu być, bo też miałem przepisane tak zwane lampy kwarcowe. Jeszcze do dzisiaj pa- miętam taki specyficzny zapach tych lamp. Nie mogłem doczekać się chwili, kiedy założą mi na oczy okulary, przez które nic się nie widziało – jedynie jasny punkt, gdy patrzyło się wprost na lampę.

– Aż trudno uwierzyć! Co za przypadek? Możliwe nawet, że leżeliśmy obok siebie pod tą samą lampą kwarcową. Muszę to opowiedzieć mojej kobicie.

Pozostali robotnicy pana Janka z wielka uwagą i zaciekawieniem słuchali dialogu dwóch już starszych panów.

– Ale, ale panie Janku! Mówił pan, że był pan tam w roku zakończenia prac remontowych?

– Oczywiście. Nawet dłużej. Zabezpieczaliśmy cały obiekt, bo chodziły słuchy, że ktoś ma zamiar ten budynek kupić. Co tydzień inne wiadomości docierały na plac budowy. Jedne, że będzie sprzedany, drugie, że będzie tu hotel, jeszcze inne, że będzie zburzony, albo będzie tu znów szpital.

– No i panie Janku, nic się nie zmieniło aż do dnia dzisiejszego. Mimo zabezpieczenia przed zbieraczami złomu i zwykłymi menelami, obiekt dalej jest dewastowany.

– A czy był panie Janku wtedy, kiedy specjalna i dość tajemnicza ekipa zabrała na samochody nie tylko stare drzwi, ale i cały portal?

– Jasne, że tak. To była sensacja. Kierownik budowy nakazał nam bardzo ostrożnie zdemontować istniejące główne drzwi wejściowe i zapakować je starannie. Mówił przy tym;

– Panowie! Ostrożnie, delikatnie jak z dzieckiem odbieranym z łona matki. Bo jak mi, kurwa, coś urwiecie, to ja wam też urwę tak, że będziecie długo grzebali w rozporku, aby siusiu zrobić. – Panowie! To wszystko jedzie do Nowego Yorku! To jest nasz eksport i musi być git!

– Prawdziwy cyrk to odbył się wtedy, kiedy przyjechała ekipa wprost z Londynu. Wszyscyśmy nic nie robili, tylko patrzyliśmy na cuda, które oni pokazywali – ciągnął dalej swoją opowieść pan Janek.

– Wyjęte drzwi, stojące pod ścianą, zostały pieczołowicie zapakowane. Zespół przystąpił do wykonania z dykty jakby skrzyni, w której znalazł się cały portal okalający otwór po drzwiach. Podjechał ciężarowy samochód, zainstalowali dwa grube węże i lali coś do środka skrzyni. Wlali, umyli dłonie, wyjęli stolik aluminiowy, postawili na nim duże butelki coca coli i duży rulon papierowych kubków. Rozsiedli się dookoła i bardzo uprzejmie zapraszali nas do stolika. Gdzieś tak po godzinie, rozebrali obudowę z dykty i wyjęli odwzorowany dokładnie portal. Musiał być lekki. W czterech chłopa spokojnie zapakowali do ciężarówki i ze słowami goodbye, odjechali.

– Szefie, to była robota! Aż miło było patrzeć.

– To byli, panie Janie, angielscy specjaliści od takiej roboty. Po prostu zrobili dokładny odlew tych gzymsów. Ten odwzorowany portal wraz z oryginalnymi drzwiami wejściowymi, będzie umieszczony w Muzeum Holocaustu w Waszyngtonie. Podobnie zrobiono z bramą cmentarną z Tarnowa oraz zniszczonym witrażem z synagogi w Krakowie. Te trzy rzeczy stanowić będą w muzeum waszyngtońskim taki swoisty tryptyk pamięci o getcie.

– Fajnie, ale jak pan myśli, zapłacili za to, czy tak za frajer, co?

– Panie Janku, z pana to już zrobił się biznesmen. Uspokoję pana. Zapłacili i to dużo.

– Patrz pan, a już mieliśmy te drzwi wyrzucić.

– Te drzwi, panie Janku, jak i ten portal nad nimi, wykonane były w stylu art déco, czyli to były cenne obiekty architektoniczne. W ogóle budynek szpitala zbudowany został w stylu klasystycznym i wielka byłaby szkoda, gdyby zniknął z panoramy miasta. Gdyby go odrestaurowali, mielibyśmy obiekt – zresztą wpisany do rejestru zabytków – który na pewno ozdo biłby nasze – jak dotąd zaniedbane – Bałuty.

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

Lubisz newsy na naszym portalu? Załóż bezpłatne konto, aby czytać ekskluzywne materiały z Łodzi i okolic.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.