reklama

Awantura o przedszkola w Łodzi trwa. Rodzice idą dalej, do gry wchodzi Zandberg

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

Awantura o przedszkola w Łodzi trwa. Rodzice idą dalej, do gry wchodzi Zandberg - Zdjęcie główne
Autor: Iwona Spodenkiewicz | Opis: Burza wokół rekrutacji do łódzkich przedszkoli nie słabnie

reklama
Udostępnij na:
Facebook
Wiadomości ŁódźSpór o rekrutację do łódzkich przedszkoli zamiast wygasać - robi się coraz większy. Rodzice trzylatków nie wierzą już w tłumaczenia magistratu o „niżu demograficznym” i „wolnych miejscach w systemie”. Po skargach do kuratorium oraz interpelacjach radnych Kosmy Nykiela (niezrzeszony) i Sebastiana Bulaka (PiS) sprawa zaczyna żyć już nie tylko wśród rodziców i lokalnych samorządowców. Teraz do gry wchodzi także partia Razem i poseł Adrian Zandberg. Tymczasem z danych, do których dotarliśmy, wynika, że choć liczba 3-latków w Łodzi spadła rok do roku spadła tylko o około 200, liczba miejsc przygotowanych dla nich w przedszkolach zmniejszyła się aż o 1476.
reklama

Rodzice nie odpuszczają

Po proteście podczas sesji Rady Miasta Łodzi, a później burzliwym spotkaniu w Wydziale Edukacji Urzędu Miasta Łodzi, emocje wokół rekrutacji wcale nie opadły. Rodzice dzieci z Przedszkola Miejskiego nr 100, PM nr 5 i innych śródmiejskich placówek zapowiadają dalszą walkę.

Nie przekonują ich tłumaczenia magistratu o niżu demograficznym, „potencjale organizacyjnym” i setkach wolnych miejsc rozsianych po całym mieście. Ich zdaniem problem polega na czymś innym. Rodzice wybierali placówki na podstawie oficjalnej oferty miasta, a później okazywało się, że część miejsc lub całe oddziały po prostu znikają.

- To nie są pojedyncze przypadki. Rodzice z różnych przedszkoli opowiadają dokładnie o tym samym mechanizmie. Najpierw są miejsca w systemie, a potem okazuje się, że oddział jednak nie powstanie

reklama

- mówią osoby zaangażowane w protest.

Rodzice wyszli jeszcze bardziej rozgoryczeni

19 maja odbyło się zapowiadane wcześniej spotkanie rodziców z przedstawicielami Wydziału Edukacji UMŁ. Rozmowy trwały około 2,5 godziny. Uczestniczyli w nich rodzice dzieci aplikujących m.in. do PM 100, PM 5 i PM 163, przedstawiciele kadry przedszkoli oraz radny Kosma Nykiel.

Ze strony urzędu obecni byli dyrektor Wydziału Edukacji Jarosław Pawlicki oraz wicedyrektor Elżbieta Płaszczyk. Nie pojawiła się natomiast wiceprezydent Małgorzata Moskwa-Wodnicka.

Podczas spotkania urzędnicy mieli tłumaczyć, że opublikowana wcześniej liczba miejsc była jedynie „potencjałem organizacyjnym”, a nie gwarancją utworzenia oddziału. Rodzice usłyszeli jednak również, że nie istnieje minimalny próg liczby dzieci wymagany do uruchomienia grupy.

reklama

Największe emocje wzbudziła jednak odmowa przeprowadzenia rekrutacji uzupełniającej do PM nr 100, mimo że - jak podkreślają rodzice - przepisy dopuszczają ją aż do końca sierpnia.

„To iluzja wyboru”

Rodzice po spotkaniu coraz częściej używają jednego określenia: „iluzja wyboru”.

Ich zdaniem system sprawia wrażenie, jakby rodzice mogli realnie decydować o wyborze przedszkola, ale ostateczne decyzje i tak zapadają później - już po zakończeniu pierwszego etapu rekrutacji.

- Najważniejszy problem polega na tym, że mimo 16 dzieci wskazujących PM 100 jako placówkę pierwszego wyboru (oraz 34 kandydatów ogółem), miasto zakończyło rekrutację dla tej placówki i odmówiło uruchomienia naboru uzupełniającego

- podkreśla Bartłomiej Bartczak, jeden z rodziców.

reklama

- W praktyce oznacza to, że podejmowaliśmy decyzje rekrutacyjne w oparciu o ofertę, która po zakończeniu pierwszego etapu naboru przestała istnieć. To właśnie budzi największe poczucie niesprawiedliwości

- dodaje.

Dodatkowe kontrowersje wywołał temat grup mieszanych dla dzieci w wieku od 3 do 6 lat. Rodzice alarmowali, że takie rozwiązania powinny być świadomym wyborem rodziców, a nie skutkiem reorganizacji systemu.

- Nie wyobrażam sobie mieszania grup wiekowych. Trzylatki z pięciolatkami? To nie jest przedszkole Montessori. Gdybym chciała taką placówkę, wybrałabym ją świadomie

- mówiła jedna z mam.

Dzieci ubyło niewiele, miejsc - prawie półtora tysiąca

Największe pytania budzą jednak liczby, do których dotarliśmy.

reklama

Z informacji uzyskanych w Urzędzie Statystycznym w Łodzi wynika, że na 31 grudnia 2024 roku w Łodzi było 5231 trzylatków. W rekrutacji na kolejny rok przygotowano dla nich 5313 miejsc, czyli nawet więcej niż wynosiła liczba dzieci.

Rok później trzylatków było już mniej - 5029. Spadek wyniósł więc 202 dzieci. Tymczasem liczba miejsc przygotowanych dla trzylatków w rekrutacji 2026 spadła do 3837. To oznacza, że ubyło aż 1476 miejsc!

Innymi słowy: liczba trzylatków zmniejszyła się o około 200, ale liczba miejsc dla nich - o prawie półtora tysiąca. Dlaczego? Pytaliśmy o to prezydent Moskwę-Wodnicką podczas protestu rodziców w UMŁ, ale odpowiedzieła tylko, że dla każdego 3-latka znajdzie sie miejsce w przedszkolu.

A to właśnie ta dysproporcja najbardziej oburza rodziców.

- Gdyby dzieci ubyło o półtora tysiąca, można byłoby to zrozumieć. Ale tutaj dzieci jest mniej o około dwieście, a miejsc znika siedem razy więcej. Jak mamy wierzyć, że to tylko kwestia demografii?

- pytają.

Miasto: „To racjonalizacja systemu”

Również odpowiedź na interpelację radnego Sebastiana Bulaka nie przynosi konkretów. Magistrat tłumaczy, że liczba miejsc i oddziałów jest dostosowywana do „potrzeb społecznych” i analiz całej sieci przedszkoli w Łodzi.

Miasto podkreśla, że w systemie nadal pozostaje około 700 wolnych miejsc i obowiązkiem gminy jest zapewnienie dziecku miejsca w przedszkolu, ale niekoniecznie w placówce pierwszego wyboru.

W odpowiedzi urząd zaznacza również, że liczba oddziałów jest „wypadkową zmian demograficznych”, a organizacja sieci przedszkoli ma zapewniać „racjonalne i równomierne wykorzystanie zasobów oświatowych miasta”.

Jednocześnie magistrat nie odnosi się wprost do najważniejszego zarzutu rodziców - że oferta miejsc opublikowana przed rekrutacją została później zmieniona już po złożeniu wniosków. A m.in. ten punkt rodzice uważają za niezgodny z prawem oświatowym.

To nie uspokaja rodziców.

- Jedno przedszkole ma ogród, plac zabaw i nowoczesne sale, a drugie mieści się w kamienicy bez podwórka. Dla urzędników to może być tylko „miejsce w systemie”, ale dla rodzin to codzienne życie przez kolejne lata

- mówią.

Sprawa robi się polityczna

Konflikt zaczyna wykraczać poza lokalny spór rodziców z urzędnikami. Do Kuratorium Oświaty wpłynęły już skargi dotyczące przebiegu rekrutacji i ograniczania liczby miejsc. Kolejną interpelację złożył również radny Kosma Nykiel, który od początku wspiera protestujących rodziców.

Teraz sprawą zajmie się także partia Razem. Okręg łódzki ugrupowania zapowiedział konferencję prasową dotyczącą sytuacji łódzkich przedszkoli oraz interwencji poselskiej. W wydarzeniu mają uczestniczyć poseł Adrian Zandberg, Adam Kępiński i Martyna Urbańczyk z zarządu okręgu łódzkiego.

reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy
logo