reklama

Protest na sesji Rady Miejskiej Łodzi. Rodzice walczą o miejsca w przedszkolach

Opublikowano:
Autor:

Protest na sesji Rady Miejskiej Łodzi. Rodzice walczą o miejsca w przedszkolach - Zdjęcie główne
Autor: Iwona Spodenkiewicz | Opis: Rodzice głośno oprotestowali wyniki rekrutacji do przedszkoli

reklama
Udostępnij na:
Facebook
Wiadomości ŁódźGłośny protest na sesji Rady Miejskiej Łodzi. Rodzice trzylatków z przedszkola nr 100 i innych placówek zarzucają miastu nagłe zmniejszanie liczby miejsc po zakończeniu rekrutacji i „likwidację oddziałów telefonem”. Wiceprezydent odpiera zarzuty i podkreśla, że każdemu dziecku zapewniono miejsce w systemie, choć niekoniecznie w przedszkolu pierwszego wyboru.
reklama

Na XXX sesji Rady Miejskiej Łodzi pojawili się rozgoryczeni rodzice, których dzieci nie dostały się do przedszkola nr 100. Protestowali przeciwko - jak twierdzą  likwidacji oddziału dla 3-latków. Dołączyli do nich rodzice z innych placówek, m.in. PM nr 5 i 84, gdzie również po zakończeniu rekrutacji zmniejszono liczbę miejsc.
Na balkonie nad salą obrad wywiesili transparent i głośno manifestowali swoją obecność.

- Kiedy składałam wniosek, na stronie przedszkola była informacja o 29 wolnych miejscach. Tymczasem tuż przed ogłoszeniem wyników telefonicznie zmniejszono liczbę wolnych miejsc w przedszkolu o 25, czyli tak naprawdę zlikwidowano cały oddział! Dowiedziałam się o tym w dniu ogłoszenia wyników

reklama

- opowiada Aleksandra Rudzka, mama 3-letniego Olka, której starsze dziecko również chodziło do PM nr 100.

- Dzwoniłam do pani dyrektor. Przepraszała, powiedziała, że ona sama nie wie co ma robić. Co dla mnie istotne, że zlikwidowano oddział w najładniejszym, najlepiej wyposażonym przedszkolu w Śródmieściu, gdzie sama osobiście zdobyłam prawie 300 tysięcy złotych dotacji ze środków Urzędu Miasta Łodzi i Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska, a ulokowano moje dziecko w przedszkolu w kamienicy, bez ogródka, bez placu zabaw. Wydział edukacji po prostu usunął 25 miejsc z systemu.

Aleksandra Rudzka rozważa skierowanie sprawy do sądu

reklama

Cały oddział zniknął

Pani Aleksandra, która jest radcą prawnym i na co dzień pracuje w dużej korporacji, mówi, że jej zdaniem działania miasta przy rekrutacji do przedszkoli budzą poważne wątpliwości prawne. Podkreśla, że cały proces rekrutacyjny jest dokładnie opisany w prawie oświatowym i uchwale Rady Miejskiej w Łodzi, a przepisy nie dają urzędnikom możliwości likwidowania jednym telefonem miejsc w przedszkolu.

Według niej, w praktyce doszło do likwidacji oddziału przedszkolnego, choć Wydział Edukacji UMŁ unika tego określenia. Tłumaczy, że formalna likwidacja oddziału powinna wymagać m.in. konsultacji z kuratorem i związkami zawodowymi. Tymczasem, jak mówi, zrobiono to „tylnymi drzwiami”.

- W mojej opinii, było to niezgodnie z przepisami prawa. Ustawodawca w bardzo dokładny sposób wskazał, jak likwidować przedszkole. A to, co zrobił UMŁ, to jest działanie metodą spalonego pola.

reklama

Dodaje, że rozważa złożenie skargi do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego.

- Z praktyki wiem, że sprawa może trwać około roku. Za rok nie będzie już oddziału, nie będzie pracowników, nie będzie czego przywracać

- zaznacza.

- Moje dziecko zostało przesunięte z fajnego, zielonego, fajnego przedszkola, z ogromnym placem zabaw do placówki przy ulicy, w kamienicy, bez podwórka, bez placu zabaw. Oleczek pójdzie do przedszkola dwa kilometry dalej. Przez następne cztery lata będę go wsadzała do samochodu, wiozła w obie strony i jeszcze zwiększała korki. A do przedszkola nr 100 mam 20 metrów. W takiej samej sytuacji są inni rodzice

- dodaje Aleksandra Rudzka.

reklama

Do protestu dołączyli rodzice z innych placówek

To nie jest Montessori

Rodzice nie kryli frustracji i poczucia bezsilności. Niektórzy mówili wręcz, że czują się oszukani.

- Nie wyobrażam sobie mieszania grup wiekowych, a do tego dochodzi. Trzylatki będą w jednej grupie z pięciolatkami? To nie jest przedszkole Montessori. Gdybym chciała taką placówkę, to bym ją wybrała świadomie

- denerwowała się mama dziecka z PM nr 5, w którym również ogłoszono rekrutację, ale nowy oddział nie powstał.

- Nie dostaliśmy żadnego maila, żadnego pisma. W praktyce jedynym komunikatem była lista wywieszona w przedszkolu, że dzieci się nie dostały. Na 30 miejsc przyjęto zaledwie 6 dzieci

- relacjonuje kobieta.

Rodzice bez głosu na sesji

Łodzianie przyszli na sesję, bo chcieli, by sprawa trafiła pod dyskusję rady miejskiej. Wniosek o dodanie punktu obrad złożył w ich imieniu radny Kosma Nykiel (niezrzeszony).

- Są dziś z nami mieszkańcy i sądzę, że warto zaprezentować jasną informację

- argumentował.

Na co głos zabrał Krzysztof Makowski (Nowa Lewica), który złożył... kontrwniosek. Argumentował, że dzień wcześniej odbyła się komisja wydziału edukacji i - jego zdaniem - gdyby radny Nykiel był zainteresowany wyjaśnieniem sprawy, byłby na posiedzeniu.

Wniosek nie przeszedł. 10 radnych było „za”, 16 „przeciw”, jeden wstrzymał się od głosu.

Tak głosowali radni Fot. Screen Rada Miasta

Po głosowaniu Aleksandra Rudzka próbowała zabrać głos jako osoba składająca skargę, jednak nie została dopuszczona do mównicy. Przewodniczący rady Bartosz Domaszewicz odmówił, wskazując na inne punkty porządku obrad oraz możliwość rozmowy podczas spotkania w wydziale edukacji zaplanowanego na 19 maja.

Kosma Nykiel nie krył rozczarowania.

- Skoro rodzice pofatygowali się, wzięli dzisiaj wolne z pracy, żeby przyjść na sesję Rady Miejskiej, powinniśmy ich uszanować i wysłuchać. I jeśli miasto nie ma nic do zarzucenia, intencje są jasne, to ja nie widzę problemu, dla którego nie mogłaby paść pewna deklaracja z mównicy, że miasto nie planuje likwidacji tego przedszkola. A warto wspomnieć, że przedszkole nr 100 jest jednym z najlepszych przedszkoli w okolicy

- powiedział nam radny.

- Rozumiem, że w obecnej sytuacji demograficznej najprawdopodobniej część przedszkoli będzie musiała być zlikwidowana. Ale powinniśmy podchodzić do tego rozsądnie i w pierwszej kolejności, jeśli musimy zlikwidować jakieś przedszkole, to wybierajmy te, które oferują najgorszy standard dla łódzkich dzieci. A nie te, które oferują najlepsze warunki w Śródmieściu, gdzie brakuje zieleni

- dodał

Miasto: wszystko jest w porządku

Urzędnicy zapewniają też, że rekrutacja przebiegła zgodnie z procedurami. 

- Zgodnie z ustawą Prawo oświatowe gmina ma obowiązek zapewnić dziecku miejsce. W systemie rodzice wskazują trzy preferencje. Część dzieci - z tego, co wiem, choć nie znam dokładnej liczby - otrzymała miejsce w przedszkolu drugiego wyboru, ponieważ rodzice sami zaznaczyli taką możliwość. W związku z tym obowiązek gminy został spełniony. Nigdy nie obiecywaliśmy i nie mamy takiego obowiązku, by każde dziecko dostało się do przedszkola pierwszego wyboru. Mamy jeszcze ponad 700 wolnych miejsc w systemie

- powiedziała tylko wiceprezydent Małgorzata Moskwa-Wodnicka.
Argumenty, że rodzice zwykle wybierają drugą i trzecią placówkę „na wszelki wypadek” zdają się jej nie przekonywać.

- To nie jest tak, że spełniamy indywidualne oczekiwania każdego rodzica w zakresie pierwszej preferencji. Podobnie wygląda to w rekrutacji do szkół ponadpodstawowych. Nie każde dziecko dostaje się do wymarzonej szkoły

- skwitowała, nie dając tym nadziei rodzicom, że coś osiągną na spotkaniu 19 maja. Na pytanie, czy jeśli przyprowadzą na nie 15 rodziców trzylatków, którzy chcieliby zapisać dziecko do PM 100 - pani prezydent uśmiechnęła się, jednak odpowiedziała wymijająco, znów powołując się na system.

 

reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy
logo