reklama

Błoto, tłumy i zamieszki na Łódź Summer Festival. To nie przeszkodziło w dobrej zabawie [KOMENTARZ]

Opublikowano:
Autor:

Błoto, tłumy i zamieszki na Łódź Summer Festival. To nie przeszkodziło w dobrej zabawie [KOMENTARZ] - Zdjęcie główne
Autor: Patryk Kwieciński | Opis: Koncert Braci Kacperczyk na Łódź Summer Festival.

reklama
Udostępnij na:
Facebook
Wiadomości ŁódźŁódź Summer Festival wzbudził wiele kontrowersji w przestrzeni publicznej. Niektórzy stwierdzili, że impreza ta jest dosłownym wyrzuceniem pieniędzy Łodzian w błoto, które pojawiło się pierwszego dnia wydarzenia na Łódzkich Błoniach. Miałem okazję jako reporter i uczestnik taplać się w nim przez wszystkie trzy dni. Błoto okazało się być wyjątkowo słodkie, co skłoniło mnie do skonfrontowania się z niepochlebnymi opiniami.
reklama

Zdanowska brudzi Łodzianom buty

Odnoszę wrażenie, że na błoto, które powstało w wyniku deszczu, narzekali wyłącznie ludzie, którzy nie byli tego dnia na terenie festiwalu. Festiwalowicze przygotowali się na taką aurę, przychodząc w kaloszach albo - jak ja - w starych butach, które można ubrudzić i potem umyć. Niektórzy wyczyścili je zresztą tuż po wyjściu z terenu imprezy. Pomocna okazała się... myjnia samochodowa zlokalizowana przy głównej bramie.

Festiwale na świeżym powietrzu są uzależnione od pogody i chyba każdy taki event ma swoją bolączkę. W Łodzi mamy błoto, co w porównaniu do burzowego Open'era wypada całkiem solidnie. Jednak dopóki nie znajdziemy odpowiedzi na to, kto steruje pogodą, za deszcz, wiatr, błoto czy upał obwiniać trzeba organizatorów. W przypadku ŁSF słowa krytyki należało więc skierować w stronę Urzędu Miasta Łodzi - bo jak powszechnie wiadomo, magistrat chce, aby Łodzianie chodzili w brudnych butach.

reklama

Szacunek do policji - tak zostałem wychowany

Łódź Summer Festival był największą imprezą masową, na jakiej byłem w całym swoim życiu. Zdjęcia z drona zamieszczone przez Urząd Miasta robią ogromne wrażenie: limit 150 tysięcy osób został przekroczony, ale nikt chyba nie wie, o ile. Organizatorzy podjęli słuszną decyzję o zamknięciu bramek - w środku było już ciasno, momentami duszno, a niektórzy mdleli. Większa liczba uczestników nie tyle zmniejszyłaby komfort, ile wręcz zacząć mogła stwarzać realne zagrożenie.

Zamknięcie bramek pozwoliło uchronić nas przed powtórzeniem się tragedii z 5 listopada 2021 roku, kiedy podczas festiwalu Astroworld w Houston napór tłumu w kierunku sceny spowodował ścisk, w wyniku którego zmarło 10 osób. Niezadowoleni byli tylko ci, którzy postanowili przyjść na ostatnią chwilę - o 19:30 wejście na teren wydarzenia zajmowało zaledwie 5 minut.

reklama

Ludzie, którzy przyszli na ostatnią chwilę, nie potrafili zrozumieć komunikatu przekazywanego w mediach społecznościowych oraz wygłaszanego na miejscu przez megafon, i tłumnie szturmowali bramy festiwalu. Do akcji musiała wkroczyć policja. Osoby niegrzeszące inteligencją rzucały butelkami i kamieniami w funkcjonariuszy. Żeby tak robić, trzeba być strasznym prymitywem, który poza wulgaryzmami i „uga buga” za wiele nie potrafi powiedzieć. Prawdopodobnie przez te braki w słownictwie nie zrozumieli komunikatu „dziś już nie wpuszczamy”, co wiązało się z nieprzyjemnymi konsekwencjami. Niektórzy dostali gazem, inni zostali spałowani, a 6 osób zatrzymano. I bardzo dobrze! Brawo dla łódzkich oddziałów prewencji, które poradziły sobie wyśmienicie z roztańczonymi neandertalczykami.

reklama

Brak paragonów grozy

Festiwal został zorganizowany zaskakująco dobrze, biorąc pod uwagę ogromną skalę wydarzenia. Dojazd transportem publicznym nie był wyzwaniem nawet dla osób, które w Łodzi znalazły się po raz pierwszy w życiu. Owszem, wszystkie tramwaje i autobusy specjalne jeździły przepełnione, ale przy takim tłumie nie powinno to dziwić. Co najważniejsze - wszystko kursowało często i regularnie. Organizacja dojazdu i powrotu nie stwarzała problemów i ani przez chwilę nie pomyślałem o zamawianiu Ubera. Wejście na teren wydarzenia, mimo dużych kolejek, odbywało się sprawnie. Zaledwie po kilku minutach od przyjazdu było się już po drugiej stronie bramy.

Dobrze rozmieszczono też toalety - były w każdym zakątku festiwalu. Pisuary, obśmiane przez „krytyków bycia krytycznym dla krytycznej zasady” ze względu na swój dziwaczny kształt, okazały się bardzo komfortowe w użytkowaniu i skracały kolejki do zwykłych Toi Toi-ów.

reklama

Strefa food trucków umieszczona na torowisku (tu byłem zdecydowanym sceptykiem) była zróżnicowana. Duży wybór sprawił, że na jedzenie nie trzeba było długo czekać. Ceny - festiwalowe, czyli trochę drożej niż na Piotrkowskiej, ale nie można tu mówić o paragonach grozy. Trzeba też oddać organizatorom, że pozwolili wnieść swoją butelkę do 0,5 l, do której można było bezpłatnie nalać wodę z beczkowozu.

„Festiwal nie jest darmowy, bo Łodzianie zapłacili ze swoich podatków!”

No i okej, ale o Łodzi mówiło się przez trzy pełne dni w każdej części kraju. Mieszkańcy innych miast zazdrościli organizacji tak spektakularnego wydarzenia, które jest darmowe dla Łodzian, ale i dla przyjezdnych, którzy wyczyścili niemal wszystkie miejsca noclegowe w mieście. Wydarzenie to było szansą na zyski dla zwykłych mieszkańców oferujących płatny nocleg, miejsce parkingowe czy transport. Przyjezdni zostawili też mnóstwo pieniędzy w sklepach, barach i restauracjach - takiego ruchu turystycznego nie miało żadne polskie miasto w miniony weekend.

Biorąc pod uwagę, że w szczytowym momencie na terenie festiwalu przebywało około 220 tys. osób, można pokusić się o stwierdzenie, że w ciągu trzech dni przez Łódzkie Błonia przewinęło się więcej osób niż Łódź ma mieszkańców. Jako osoba, która nie jest rodowitym Łodzianinem, nie mogę zgodzić się z zarzutem, że magistrat „wyrzucił pieniądze w błoto”. Wydarzenie spełniło swoje zadanie, będąc  promocją dla miasta i nie zdziwię się, jeśli inne samorządy będą chciały stworzyć własny Łódź Summer Festival. Takie wydarzenia przyciągają ludzi i ocieplają wizerunek - a „wiecznie dziurawa” i kojarzona z niebezpiecznymi Bałutami Łódź potrzebuje tego jak wody na pustyni. 

Fakt, Łódź Summer Festival mógł być uciążliwy dla mieszkańców, ale gdyby nic nie zostało zorganizowane, to krytyczni Łodzianie stwierdziliby, że „w Łodzi nic się nie dzieje” - niektórym nigdy nie dogodzisz.

Panie wiceprezydencie Piotrowski - z racji tego, że jest Pan za to wydarzenie odpowiedzialny, gratuluję dobrej organizacji tego eventu. Nie miałem się do czego przyczepić, więc stanąłem w obronie Łódź Summer Festivalu. Proszę się jednak nie przyzwyczajać, bo od jutra znów wracam do pisania o remontach. 

reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy
logo