Zasadniczą częścią jest laudacja o zmarłym
Spotykamy się na cmentarzu przy Ogrodowej w Łodzi. Dzień - choć mroźny - jest jasny i słoneczny. Stwierdzenie, że idealny na pożegnanie, będzie nie na miejscu, bo ci, którzy stracili kogoś bliskiego, na pewno woleliby odwlec ten moment tak mocno, jak tylko się da. Monika jest ubrana elegancko: ma czarny płaszcz i niewielki kapelusik na głowie. Duże oczy patrzą uważnie, widać w nich wielki szacunek i współodczuwanie.Monika prowadzi świeckie ceremonie pogrzebowe od pięciu lat. Za sobą ma setki uroczystości - każdą inną, każdą wyjątkową.
- Zasadniczą częścią każdej ceremonii jest laudacja o zmarłym. Żeby ją przygotować jak najlepiej i zebrać jak najwięcej informacji, wcześniej proszę rodzinę o wypełnienie specjalnej ankiety. Zapraszam też na spotkanie ze mną. Oczywiście bliscy przekazują mi wyłącznie to, co chcą. Pożegnanie to zamknięcie pewnego etapu, od tego, jak to zrobimy, bardzo wiele zależy - może to nam albo pomóc, albo pogrążyć w jeszcze większej rozpaczy
- mówi Monika Sawicka-Kacprzak.
Mistrzyni zaznacza, że każdy człowiek i każda relacja ma swoje dobre strony, i tego za każdym razem szuka. Największym zaszczytem i nagrodą jest dla niej to, kiedy po uroczystości rodzina osoby żegnanej podchodzi i dziękuje.
Świeckie uroczystości nie muszą być standardowe
Świeckie ceremonie pogrzebowe mają to do siebie, że nie muszą być standardowe.
- Kiedyś żegnałam członka zespołu muzycznego. Jego żona i córki poprosiły, żebym na koniec uroczystości puściła piosenkę "Wstawaj" grupy Kombi. Gdy zabrzmiały pierwsze dźwięki, zaczęły się śmiać. Koledzy z zespołu byli zaskoczeni, ale pomysł bardzo im się spodobał
- opowiada Monika.
Muzyka w tle czy na koniec to zresztą stały element ceremonii. Od woli bliskich żegnanego zależy, jaka będzie: można wybrać ulubiony utwór zmarłego albo piosenkę opisującą go.
Pierwszym etapem przygotowania się do uroczystości, już po spotkaniu z rodziną zmarłego, jest napisanie mowy pogrzebowej. Zwykle Monika robi to nocą, choć od jakiegoś czasu ma więcej czasu także za dnia. Kiedyś prowadzenie ceremonii pogrzebowych było jej dodatkowym zajęciem i nie miała czasu przygotowywać się do nich w dzień. Sytuacja jednak się zmieniła i świeckich pogrzebów przybywa. Monika prowadzi ich nawet 25 w miesiącu.
- Najwięcej ceremonii jest jesienią. Początek roku to ten spokojniejszy okres
- mówi mistrzyni.
"Umrzeć - tego nie robi się kotu"
Gdy laudacja jest gotowa, Monika szykuje ubranie. Jeśli rodzina zmarłego wyrazi taką wolę, może ubrać się inaczej niż zwykle.
- Czasem bliscy proszą o jeden kolorowy element stroju. Zdarzyło mi się prowadzić uroczystość buddyjską i miałam na sobie białe ubranie, udekorowane barwnym szalem
- przypomina sobie Monika.
Przy dużych ceremoniach, na których jest wiele osób, Monice przydaje się megafon. Ma też do dyspozycji pięć różnych rodzajów nagłośnienia.
Uroczystość, podczas której się spotkałyśmy, nie była aż tak wielka. Monika żegnała panią Ewę, pracownicę wyższej uczelni i miłośniczkę kotów. Podczas pogrzebu można było dołożyć się do zbiórki prowadzonej na rzecz Fundacji For Animals, pomagającej tym zwierzętom. Gdy wszyscy już zebrali się w cmentarnej kaplicy, Monika rozpoczęła ceremonię od odczytania wiersza Wisławy Szymborskiej "Kot w pustym mieszkaniu". Gdy w ciszy rozbrzmiały pierwsze wersy utworu -
"Umrzeć - tego nie robi się kotu"
- w wielu oczach zaszkliły się łzy. Monika opowiedziała o życiu, pracy i pozazawodowej działalności zmarłej. Mówiła cichym, kojącym głosem, jakby wspominała kogoś, kogo dobrze znała. Podkreśliła, że zmarła była dobrym, czułym człowiekiem, wrażliwym na los ludzi i zwierząt. Tych drugich uratowała około tysiąca.
Żyjemy w złudzeniu, że mamy czas
Później Monika zaprosiła obecnych na drugą część uroczystości. Pani Ewa była chowana w ekologicznej kwaterze "Drzewa Pamięci", gdzie nie ma tradycyjnych nagrobków. Zmarłych upamiętnia się na drewnianych tabliczkach, a przy wejściu na teren pochówku są dwa głazy, przy których można zostawiać żywe kwiaty i zapalać solarne znicze lub świece.Gdy urna była składana do ziemi, nad głowami uczestników ceremonii popłynęły takty dobrze znanej piosenki Czerwonych Gitar: "Nikt na świecie nie wie, że się kocham w Ewie". Choć w sercach było wiele smutku i żalu z powodu straty, w tym momencie wiele osób uśmiechnęło się i przytuliło do siebie. O bliskość zaapelowała też Monika.
- Żyjemy w złudzeniu, że mamy czas. Nie odkładajmy rzeczy na później. Niech odpowiedzią na śmierć będzie życie na 100 procent.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.