Razem z Kamilem C. w sprawie odpowiada pięć osób: Małgorzata R., Dominik W., Sebastian K., Przemysław W. i Artur W. Nie przyznają się do winy. Grozi im do pięciu lat więzienia. Zwłoki 30-latka znaleziono 2 kwietnia 2021 roku przy leśnej drodze niedaleko Piątku. Wcześniej, po interwencji w jego domu, poza miejscowość miał go wywieźć i zostawić właśnie Kamil C. Według śledczych, oskarżony był znany z dość brutalnych metod postępowania z zatrzymywanymi.
Świadkowie dostali kary za niestawienie się przed sądem
Dariusz P. razem z dwoma innymi świadkami: 57-letni Włodzimierzem C. i 32-letnim Grzegorzem T., zostali na piątkową rozprawę doprowadzeni przez policję. Wcześniej nie stawili się przed sądem mimo dwukrotnego wezwania. Sędzia Anna Szeliga ukarała ich za to karami pieniężnymi po 1 tys. zł. Czwarty zeznający, 30-letni Kamil A., przybył na rozprawę samodzielnie.
CZYTAJ TAKŻE: Były prezes Widzewa na wojnie z miastem. "Ten film szkaluje moje dobre imię" [ZDJĘCIA]
"Siedziałem na ławce i piłem piwo"
- Siedziałem na ławce i piłem piwo. Podszedł do mnie policjant - mógł to być oskarżony - i kazał wsiadać do radiowozu. To wsiadłem. Był z nim drugi, też wysoki, ale tęższy. Skuli mnie kajdankami i posadzili na tylnym siedzeniu. Nie bili mnie ani nie wyzywali. Wyjechaliśmy około 7 kilometrów poza Piątek i kazali mi wysiadać. Do domu wróciłem na pieszo
- zeznawał Dariusz P.
Dariusz P. nie ma żalu do policjantów
Gdy policjanci mieli po raz drugi wywieźć świadka poza miasto, przewinienie było innego kalibru.
- Załatwiałem się w miejscu niedozwolonym, na ulicy niedaleko komisariatu. Policjant zobaczył mnie przez okno. Za chwilę podjechał do mnie radiowóz, w środku siedzieli dwaj policjanci, chyba ci sami, co za pierwszym razem. Znów kazali mi wsiadać. Tym razem wywieźli mnie do lasu w Giecznie. Znów musiałem wracać do domu na nogach. Nikomu o tym nie mówiłem, bo po co? Czym tu się chwalić? Policjanci nic mi nie zrobili. Nie mam do nich żalu
- mówił Dariusz P.
Świadek słyszał plotki, że na 30-letnią ofiarę napadli Ukraińcy
Zapytany o śmierć 30-letniego Marcina K., mężczyzna stwierdził, że go nie znał. Słyszał jednak plotki, że tego dnia, kiedy zginął, mieli też na niego napaść trzej Ukraińcy.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.