Reklama

Reklama

Czy to możliwe, że jesteśmy aż tak uczciwi?

Opublikowano: Ostatnia modyfikacja:
Autor:

Czy to możliwe, że jesteśmy aż tak uczciwi?  - Zdjęcie główne

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości Łódź Kilka tygodni temu Polskę obiegła informacja, że mieszkańcy naszego kraju należą do grona najuczciwszych znalazców portfeli na świecie. Naprawdę?

Polacy na 6 miejscu, czy może jednak zwyciężamy?

Z opublikowanego w “Science” badania wynika, że pod tym względem najbardziej uczciwą nacją są Szwajcarzy, zaś Polacy uplasowali się na szóstym miejscu.

Mhm, całkiem nieźle, prawda? Postanowiłem jednak podrążyć temat, podążając tropem news-a i sprawdzić jak wyglądały rzeczywiście eksperymenty prowadzone w tak delikatnej materii, „kto za nimi stoi?” i czy przypadkiem nie brali w nich udziału łodzianie.

Koordynatorem przeprowadzonych przez naukowców z kilku szwajcarskich uczelni badań był Michel André Maréchal, ekonomista z uniwersytetu w Zurychu, a motywem ich podjęcia był fakt, jak napisali autorzy we wstępie pracy, że uczciwość obywatelska ma zasadnicze znaczenie dla kapitału społecznego i rozwoju gospodarczego, mimo, że przeważnie jest sprzeczna z interesem własnym, rozumianym sposób materialny.  Dlatego też metodologia badań została skonstruowana tak, żeby sprawdzić na jakiego rodzaju kompromis pomiędzy uczciwością a interesem własnym, są skłonni pójść biorący udział w badaniu.

Eksperymenty przeprowadzono w 355 miastach, w 40 krajach na całym świecie. W badaniach wykorzystano ponad 17 000 utraconych portfeli, które zawierały różne kwoty pieniędzy. Testowanie uczciwości miało miejsce w instytucjach zarówno publicznych, jak i prywatnych. Miały one na celu sprawdzenie czy i ilu odbiorców portfela skontaktowało się z ich właścicielami, aby zwrócić zgubę. Piszę „odbiorców”, a nie znalazców, co wynika z metodologii samego badania, ale do tego wrócę za chwilę. To, co w pewnym sensie mogło zdziwić autorów, ale także każdego przeciętnego człowieka, to fakt, że we wszystkich krajach obywatele częściej zwracali portfele, które zawierały więcej pieniędzy.

O co tutaj chodzi?

Już przytoczony wstęp wzbudził moją ciekawość, bo przecież sam również spodziewałbym się wyników nieco innych. Złośliwiec mógłby w tym miejscu powiedzieć „Każdy sądzi według siebie”… No, tak. W istocie nie jestem chyba jakimś szczególnym legalistą, chociaż portfel akurat bym oddał. Jednak dla skomplikowania eksperymentu część portfeli nie zawierała pieniędzy, ani żadnych dokumentów, prócz listy zakupów. Zatem można sobie dość łatwo wyobrazić sytuację, w której ktoś widząc tego rodzaju przedmiot (bo jak można zobaczyć na zdjęciu, jest on plastikową, przezroczystą okładką, a nie portfelem ze skóry, czy tkaniny, który sam w sobie byłby nośnikiem jakiejś wartości), nie chciałby sobie zawracać głowy poszukiwaniem właściciela. Jak zatem wyglądały badania? O tym za chwilę, ponieważ najpierw dość istotne jest także pewne tło, na które zwrócili uwagę autorzy, a przeważnie o tym nie myślimy w taki sposób. Prawdą jest jednak, że  uczciwość jest ważną, a być może nawet główną cechą życia gospodarczego i społecznego. Nie chcemy przecież prowadzić żadnego biznesu z ludźmi, którzy nie dotrzymują obietnic, nie wywiązują się ze zobowiązań czy umów. W wielu krajach bardzo źle patrzy się na osoby, które w jakikolwiek sposób próbują „optymalizować” płacenie podatków. W Polsce może akurat ten temat traktowany jest w odczuciu społecznym nieco łagodniej, bo oszukiwanie „komuny” było w wielu środowiskach w dobrym tonie, a nawet dziś, kiedy czasy się zmieniły, nie każdy postrzega drobne oszustwa podatkowe, jako nieuczciwość w stosunku do ogółu obywateli.  Ale przecież nieuczciwość rodzi także korupcję na niższych i wyższych szczeblach władzy.

Jeśli nie wiadomo, o co chodzi to…

Właśnie tak! Autorzy zwrócili już na początku swej pracy uwagę, że takie naruszenia uczciwości są w swej istocie kosztowne tak dla osób fizycznych, jak i dla organizacji oraz całych społeczeństw. Na przykład nie każdy wie, że straty tylko z tytułu uchylania się od płacenia podatków w Stanach Zjednoczonych szacowane są na setki miliardów dolarów rocznie, zaś koszty korupcji i nielegalnych przepływów finansowych w krajach rozwijających się to już około 1,3 biliona USD rocznie, a więc kwota mniej więcej równa wielkości produktu krajowego brutto Australii.

Istnieje dość solidna literatura badawcza w kwestii warunków, które mają wpływ na uczciwe zachowanie jednostek, ale niewiele wiadomo na temat tego, jakie jest oddziaływanie bodźców materialnych na tak zwaną „uczciwość obywatelską”, zwłaszcza w warunkach polowych. Autorzy uznali, że zrozumienie - "czy" oraz "jaki" jest związek pomiędzy uczciwością obywatelską a zachętami materialnymi jest nie tylko istotny w praktyce, ale także ma znaczenie teoretyczne, które można dalej rozwinąć.

Kiedy się nad tym głębiej zastanowić, to istotnie uczciwość obywatelska jest z pewnością jednym z czynników, który ma wpływ na jakość naszego życia, nawet jeżeli pominiemy aspekt związany choćby z płaceniem podatków, czy innych danin należnych państwu. Nie lubimy przecież, gdy ktoś nas, kolokwialnie pisząc, „rąbnie” w sklepie nawet na 2 złote, albo dostarczona po zamówieniu przez Internet przesyłka zawiera coś zupełnie innego, niż zamawialiśmy. Autorzy zwrócili uwagę, cytując obficie liczne prace naukowe, na socjologiczne i psychologiczne uwarunkowania, które kierują ludźmi. I rzeczywiście, nieco upraszczając, modele ludzkich zachowań, które zawierają swego rodzaju preferencje altruistyczne czy inne, przewidują, że nieuczciwość będzie rosła wraz ze wzrostem zachęty materialnej (bądź innej), jako że interes własny, w ujęciu ogólnym, zawsze będzie przeważał nad troską o dobro innych. To dość logiczne, bo wprawdzie nawet dość często dbamy o kogoś innego, ale nie tak bardzo, jak o siebie. Zatem, przekładając to na najprostszy język, jeśli ktoś będzie miał do wyboru np. oddanie teczki z dokumentami, a oddanie teczki, w której znajdzie pół miliona złotych, to zgodnie z teorią, częściej odda tę z dokumentami, niż tę, której zawartość może „ustawić mu” nawet kilka lat życia.

Ale pieniądze, to nie wszystko

Jednak są też modele psychologiczne oparte na właściwym postrzeganiu własnego wizerunku, które zakładają, że ludzie będą oszukiwać dla zysku tylko o tyle, o ile ich zachowanie nie będzie wymagało od nich istotnej zmiany postrzegania siebie w negatywnym świetle. 

Innymi słowy, ktoś może oszukiwać np. w kwestii podatków, czy drobnych oszustw w miejscu pracy, np. wykorzystując służbowe ksero do kopiowania prywatnych dokumentów itd. (no, bo przecież inni też tak robią), aż do momentu, w którym patrząc rano w lustro nie powie sobie: „No, nie… tego zrobić nie mogę, bo będę straszną świnią”.

Wracając do badań, ich metodologia była niezwykle ciekawa. Nie zdradzając jeszcze szczegółów „scenariusza”, warto wspomnieć, że prócz „eksperymentów polowych”, zaproszono losowo wybraną grupę ochotników, którzy odpłatnie mieli wypełnić ankietę, zawierającą szereg pytań teoretycznych i praktycznych związanych z uczciwością. Na przykład, czy uważasz, że oszustwa podatkowe są czymś złym? Albo, czy zdarzyło ci się znaleźć kiedyś portfel z pieniędzmi i czy go zwróciłeś? Jak sądzisz jaki procent ludzi w twoim mieście oddałby portfel w takiej sytuacji i czy kwota pieniędzy wewnątrz miałaby na to jakiś wpływ? Czy w twoim kraju istnieją przewidziane prawem nagrody (znaleźne) za oddanie zgubionej własności, albo kary za nie oddanie? Itd… Tę samą ankietę wypełnili również zaproszeni naukowcy (w randze profesora) wydziałów ekonomicznych różnych uczelni, a więc osoby o określonym, wysokim statusie społecznym i naukowym.

I tutaj niespodzianka.  Ani eksperci, ani profesjonalni ekonomiści nie byli w stanie przewidzieć tego wyniku. Jak wspomniałem na początku, na potrzeby studium wykorzystano ponad 17 tys. portfeli. Ale to nie wszystko. Oddajmy głos jednemu z badaczy:

„Część z nich była pusta, zaś pozostałe miały we wnętrzu od 13 do 94 dolarów. Podział zawartości portmonetek na puste, te z niewielką oraz pozostałe - z dużą ilością pieniędzy miał służyć potwierdzeniu, skądinąd wydawałoby się logicznej hipotezy, że uczciwość wzrasta wraz z mniejszą zawartością znalezionych środków. Nieoczekiwanie otrzymaliśmy odwrotny wynik” - komentuje André Maréchal  – „częściej zwracane portfele posiadały w swoim wnętrzu pieniądze.”

I znów w tym miejscu nasuwa się pytanie „O co chodzi?” Tak mógłby spytać zwłaszcza ktoś, kto być może w swoim życiu doświadczył „uczciwości” polegającej na zwrocie portfela wprawdzie z dokumentami, ale bez gotówki. Wróćmy jednak do początku.

Dobry scenariusz to podstawa

Jak dokładnie wyglądał scenariusz badań? W branży filmowej mówi się, że można zrobić słaby film na podstawie bardzo dobrego scenariusza, ale nigdy odwrotnie. W tym przypadku scenariusz również był kwestią bardzo ważną, więc trzeba o nim napisać kilka słów.  Przypomnijmy, że badania wykonano w 355 miastach, w 40 krajach i w sumie od lipca 2013 r. do grudnia 2016 r. „zgubiono” w każdym z miejsc aż 173 portfele. Ale co to znaczy „zgubiono”? Wyobraź sobie następującą sytuację.: Jesteś recepcjonistą w hotelu. Duży ruch. Przed chwilą wyszli jacyś ludzie, a tu nagle wpada ktoś z ulicy i mówi. „Przepraszam bardzo, ale strasznie się spieszę. Przed drzwiami hotelu ktoś zgubił portfel. Chyba musiał mu wypaść z kieszeni” I tutaj gość kładzie portfel na ladzie i popycha w twoim kierunku dodając – „ Pan się tym jakoś zajmie. Ja muszę lecieć” – po czym błyskawicznie opuszcza budynek. No i co? Nie pytam, co robisz, bo zakładam, że sprawa jest dość prosta. Czemu? Otóż słowo „portfel” jest swego rodzaju eufemizmem, ponieważ w rzeczywistości, dla ułatwienia (a także pewnie i dla obniżenia kosztów badań) portfelem były w każdym wypadku przezroczyste okładki, dokładnie takie, jak stosujemy przy zabezpieczeniu dowodu rejestracyjnego auta, legitymacji czy podobnych dokumentów.
portfel

Zatem zarówno kwota, jak i pozostała zawartość była od razu widoczna. Co więcej, w jednej z przegródek była zawsze dołączona wizytówka zawierająca imię i nazwisko oraz adres mailowy właściciela portfela. Założenie było bowiem takie, że w każdym większym mieście (a takie zostały wybrane do badań), dostępna jest bez problemu poczta elektroniczna, a Internet jest podstawą łączności, zatem każdy odbiorca bez problemu może wysłać wiadomość o zgubie. Właśnie – odbiorca, a nie znalazca, jak napisałem wyżej, bo testom poddani zostali zgodnie z opisanym wyżej scenariuszem odbiorcy.

Oczywiście, to nie był jedyny element metodologiczny, ponieważ dodatkowo dość starannie selekcjonowano miasta, wybierając z dłuższej listy pięć do ośmiu większych, najbardziej reprezentatywnych dla danej społeczności. Słusznie też zakładając, że w dużych aglomeracjach jest też spory przekrój różnych warstw społecznych, jak choćby ludzie o różnych zasobach finansowych, statusie społecznym, pochodzeniu itd. Ponadto kwoty umieszczone w widocznej zakładce były zróżnicowane i dostosowane do siły nabywczej pieniądza w każdym z badanych państw. I tak np w USA za kwotę niewielką uznano nieco ponad 13 dolarów, a za dużą niecałe 100 dolarów. W Polsce było to odpowiednio poniżej 20 zł i nieco powyżej 175 zł. Dodatkowo, część portfeli zawierała jeszcze klucz od mieszkania. Badania prowadzono, jak wspomniałem, w instytucjach zarówno państwowych, jak prywatnych, a wśród nich były m.in. biblioteki, hotele, urzędy pocztowe, a nawet posterunki policji.

Co więcej, analizowano takie czynniki, jak język danego kraju, nawet z uwzględnieniem składni i zaimków np. pod kątem zwrotów z wiązanych z uprzejmością (ty, pan, pani), co mogło by mieć wpływ na łatwość w komunikacji, formalizm etc. Analizowano też historię państwa, siły demokracji (autokracji), zasobów naturalnych, a nawet ukształtowania terenu, stosunków własnościowych, systemu wyborczego, sądownictwa i szkolnictwa. Wreszcie siły powiązań rodzinnych, systemu wartości, oparcia go na religii, etc. Przypisując określone punkty i wagi dla poszczególnych elementów. Tak więc badanie w istocie było niezwykle złożone, a przedstawione w Science samo omówienie wyników zawiera niemal 100 stron.

Czy zatem można uznać, że w tym „szaleństwie” jest metoda?

No, właśnie, ale czy w istocie badanie uczciwości w taki sposób jest pomysłem szalonym? Zarzut, że przecież to wciąż zbyt mała próbka oraz, że być może metodologia zbyt skomplikowana, akurat nie będzie pewnie jedyny. Ktoś mógłby wpaść na pomysł, że wystarczyłoby przecież położyć gdzieś na chodniku zwitek banknotów częściowo owinięty np. kartką papieru z zapisanym numerem telefonu i po prostu poczekać ile osób pod ten numer zadzwoni, rejestrując eksperyment ukrytą kamerą, prawda? Chyba nie koniecznie. Bardzo trudno byłoby dowiedzieć się czegoś o zupełnie anonimowych osobach. Ponadto, tutaj oczywiście w grę wchodziły również zagadnienia dodatkowe, na które autorzy pracy (Alain Cohn, Michel André Maréchal, David Tannenbaum i Christian Lukas Zünd) starali się znaleźć odpowiedź, a więc np. liczba potencjalnych świadków zdarzenia, obecność monitoringu, kwestie wartości „znaleziska” w odniesieniu do średniej zamożności społeczeństwa danego kraju, czy możliwe zyski w przypadku zwrotu pieniędzy (portfela). Istotne mogły być także kwestie psychologiczne, jak choćby wzrost prestiżu w ocenie dokonującego zwrotu. Na przykład założenie, że im wyższa kwota, tym bardziej korzystne postrzeganie i stopniowanie uczciwości osoby, która co najmniej próbowała znaleźć właściciela zguby. To wszystko prawda, ale kiedy zabierałem się do lektury opisu badań, przeprowadzonych przez wymienionych wyżej autorów, zastanawiałem się nawet nie „jak”, ale „czy” w ogóle możliwe jest zbadanie uczciwości konkretnej społeczności? Jakie warunki musiałyby zostać spełnione, aby tego rodzaju doświadczenia uznać za wiarygodne?

Czy da się w sposób wiarygodny zbadać uczciwość ludzi?

Zacznijmy od tego, że metodologię musiał najpierw zatwierdzić Komitet ds. Społecznych Wydziału Ekonomii, Administracji Biznesowej i Technologii Informacyjnych na Uniwersytecie w Zurychu.

Wybór krajów i miast zależał od kilku czynników, z których najważniejszym był ten, że kraj ma wystarczającą liczbę dużych miast, powyżej 100.000 mieszkańców. Poza wielkością miasta, kraj musiał być stosunkowo łatwo dostępny dla turystów i wystarczająco bezpieczny, aby asystenci naukowi mogli wykonywać kontrolowane „zgubienia” portfela. Istotną rolę odegrały też przepisy celne, imigracyjne i bankowe, etc, jako że asystenci naukowi musieli mieć możliwość wymiany walutowej i wystarczającą ilość pieniędzy, aby umieścić je w portfelach. Ponieważ miasta różniły się wielkością, aby uniknąć dominacji jednego miasta w szacunkach wskaźnika odpowiedzi danego kraju, przyjęto specjalny klucz (wzór), który określał proporcje liczby eksperymentów dla konkretnego miasta, w zależności od populacji. Pozwalał jednocześnie zwiększyć wagę wyników dla bardziej zaludnionych miast, bo przecież reprezentują one większą część populacji ogółem w całym kraju (a więc są bardziej wpływowe politycznie, kulturowo i ekonomicznie). Średnio przypadało około 400 obserwacji na kraj z odchyleniem, które czasem wynikało bądź to z nieprzewidzianych okoliczności, czy błędów w przeprowadzeniu badania.

Trzy kraje wyróżnione

Ciekawostką jest fakt, że w Stanach Zjednoczonych AP, Wielkiej Brytanii i w Polsce przeprowadzono znacznie więcej eksperymentów, ponieważ wykonano specjalne badania dodatkowe z portfelami, które nie zawierały kluczy do mieszkania i zawierały większą ilość gotówki. Tak więc w USA próbka obserwacji wyniosła 1000, w Polsce 800, a w Wielkiej Brytanii ponad 1100. Wyniki opisane zostały w specjalnym załączniku do badań.  Mniejsze liczby obserwacji (około 300) w krajach takich jak Chorwacji, Danii, Ghanie, Izraelu, Kenii, Norwegii, Serbii i Rosji, wynikały  albo z powodu bezpieczeństwa, albo niedostatecznej liczby miast spełniających kryteria eksperymentu. Jak pisze komentator – na przykład w Indiach trzeba było w trakcie badań zmienić jedno z miast z powodu powodzi, a w Kenii liczba porzucanych portfeli spadła, ponieważ niespodziewanie wojsko aresztowało jednego z asystentów naukowych biorących udział w badaniach w mieście Malindi. Odchylenia zostały jednak uwzględnione w metodologii prowadzonego eksperymentu i nie miały one wpływu na ogólne wyniki.

O łyżeczce dziegciu, meandrach metodologii, ucziwości Polaków w innych badaniach oraz o tym, co to wszystko ma wspólnego z Łodzią, już w 2 części.

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

Lubisz newsy na naszym portalu? Załóż bezpłatne konto, aby czytać ekskluzywne materiały z Łodzi i okolic.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy