Reklama

Reklama

Hanna Zdanowska powiedziała NIE! Grzegorzowi Schetynie i opuściła jego sztab. Poszło o Tomasza Zimocha

Opublikowano: wt, 30 lip 2019 21:59
Autor:

Hanna Zdanowska powiedziała NIE! Grzegorzowi Schetynie i opuściła jego sztab. Poszło o Tomasza Zimocha - Zdjęcie główne

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości Łódź W miniony wtorek  Hanna Zdanowska niespodziewanie wycofała się ze sztabu wyborczego Koalicji Obywatelskiej po tym, gdy przewodniczący PO Grzegorz Schetyna podczas Zarządu Krajowego PO ogłosił kandydatów na czołowe pozycje na listach koalicji. Sam fakt odejścia Zdanowskiej  mocno zaskoczył przewodniczącego Schetynę. 

Asem w rękawie Schetyny i jednocześnie kością niezgody ze Zdanowską jest jedynka KO w Łodzi, znany komentator sportowy Tomasz Zimoch. Stawi on czoła m.in. jedynce PiS wicepremierowi Piotrowi Glińskiemu. Zdanowska liczyła zapewne, że jej udział w kampanii wyborczej, jako symbolu samorządowego sukcesu PO, pozwoli jej wprowadzić swoich ludzi mocno związanych z miastem. Jednym z nich na pewno miał być Krzysztof Piątkowski, obecnie jeden z jej zastępców na urzędzie prezydenta miasta, który znalazł się dopiero na czwartej pozycji na łódzkiej liście KO. Innym ważnym kandydatem w Łodzi miał być Cezary Grabarczyk, który ostatecznie wystartuje jako jedynka w Piotrkowie Trybunalskim. Schetyna jednak postawił na swojego kandydata, mocnego nie tyle merytorycznie, co wizerunkowo. Zdanowska więc odwróciła się na pięcie i ze sztabu wyborczego zwyczajnie wyszła. 

- Próbowałam zarazić Schetynę innym podejściem do polityki, bardziej otwartym i samorządowym. Niestety wizja nie zyskała akceptacji. Rezygnuję z udziału w sztabie wyborczym. Jestem politykiem tylko wtedy, gdy jest to dobre dla miasta i Łodzian. Dalej będę wspierała moje koleżanki i kolegów z PO - deklaruje w swoim oświadczeniu Hanna Zdanowska. 

Przewodniczący PO w wypowiedziach medialnych nie krył zdziwienia faktem odejścia Zdanowskiej. Na pewno liczył na jej pozycję, rozgłos i doświadczenie wyborcze. Forsując jednak Zimocha nie docenił zapewne jej silnego poczucia niezależności i pewności siebie. Wszak to ona wygrała wybory samorządowe w Łodzi i czuła zapewne moralne prawo do forsowania swoich, łódzkich kandydatów. Nie należy zapominać, że dzisiejsze decyzje Schetyny to kolejny policzek dla Zdanowskiej po tym, jak w wyborach do Parlamentu Europejskiego Joanna Skrzydlewska, kandytatka mocno forsowana przez Zdanowską, znalazła się dopiero na trzecim miejscu listy Koalicji Europejskiej. A wtedy, jeszcze przed wyborami było praktycznie przesądzone, że do PE wejdą ewentualnie tylko jedynki.

Grzegorz Schetyna w programie telewizyjnym "Fakty po faktach" tak uzasadniał swój wybór:

- Taka postać kultowa, dziennikarz, komentator wyrzucony z Publicznego Radia.
To jego kwalifikacja? — zapytała dziennikarka Katarzyna Kolenda-Zaleska
Nie, jest bardzo dobrym dziennikarzem, menadżerem. Symboliczną postacią. Zawsze będę stał po stronie dziennikarzy wyrzuconych przez PiS - wyjaśniał Schetyna.

Dodajmy jeszcze, że inne mocne nazwisko koalicji, łodzianka Katarzyna Lubnauer, która zapowiadała swój start z Łodzi, będzie dwójką w Warszawie, zaraz po Schetynie. Tak zatem przedstawia się pierwszych pięć miejsc na liście KO w Łodzi:

  1. Tomasz Zimoch - komentator sportowy
  2. Małgorzata Niemczyk - siatkarka 
  3. Dariusz Joński - polityk, wiceprezes Aquapark Fala
  4. Krzysztof Piątkowski - wiceprezydent Łodzi
  5. Antonina Majchrzak - radna Rady Miejskiej w Łodzi
Źródło: WP.pl / TVN / WPolityce.pl

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

Lubisz newsy na naszym portalu? Załóż bezpłatne konto, aby czytać ekskluzywne materiały z Łodzi i okolic.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.