Nie wszyscy posprzątali po fajerwerkach
Pani Teresa mieszka na terenie łódzkiego Śródmieścia. Spacer po osiedlu w Nowy Rok skłonił ją do napisania do naszej redakcji i przesłania zdjęć.
– Wszędzie mówi się o tym, że zwierzęta się boją. Psy uciekają, koty chowają się w domach, a dzikie zwierzęta i ptaki często tego nie przeżywają. A mimo to ludzie dalej puszczają petardy, jakby nic się nie zmieniło. Liczą się dla nich chwilowe przyjemności
– napisała kobieta.
fot. Nadesłane
Jak dodała, problemem jest nie tylko huk.
– Nie wszyscy po sobie posprzątali. Opakowania po środkach pirotechnicznych widziałam na parkingach, trawnikach. Ktoś nawet, zamiast do zwykłego pojemnika, wyrzucił je do kosza na psie odchody
– relacjonuje łodzianka.
Nie brakuje jednak osób, które bronią tej formy świętowania. Zwolennicy petard podkreślają, że odpalanie fajerwerków to wieloletnia tradycja związana z powitaniem Nowego Roku.
– To jedna noc w roku. Każdy wie, że będą fajerwerki i można się na to przygotować. Dla wielu ludzi to element świętowania, z którego nie chcą rezygnować
– to głosy padające z drugiej strony.
Pani Teresa zauważa jednak, że problem nie dotyczy jednej nocy w roku. Wystrzały petard słyszała już dzień przed Wigilią. W Nowy Rok też ich nie brakowało. Dodajmy, że w Łodzi obowiązuje zakaz używania fajerwerków, petard, ogni sztucznych i innych materiałów pirotechnicznych w parkach i zieleńcach. Taką decyzję podjęli radni miejscy w lutym.
Schronisko publikuje zdjęcia "ofiar sylwestrowej nocy"
O to, by nie strzelać w sylwestra apelują nie tylko weterynarze, ale również celebryci czy samorządowcy.
"Z Hugo prosimy - nie strzelajcie w Sylwestra. Już dzisiaj na spacerze, gdy usłyszał huk, Hugo urwał się ze smyczy. Cudem nie wpadł pod auto. Zadbajmy o bezpieczeństwo naszych pupili i sprawmy, żeby Sylwester był spokojny dla wszystkich zwierząt"
– napisał w mediach społecznościowych wiceprezydent Adam Pustelnik.
O niestrzelanie apelowało też łódzkie Orientarium.
"Dla zwierząt fajerwerki to nie zabawa. To strach, panika i bezradność. Huk petard trwa nie jedną noc, a wiele dni przed i po Nowym Roku. Zwierzęta nie wiedzą, że „zaraz się skończy”. Czują tylko hałas i ogromny lęk. Prosimy - wybierzcie empatię"
- można było przeczytać na Facebook.
Łódzkie schronisko w Nowy Rok na bieżąco informowało o zagubionych zwierzakach "ofiarach sylwestrowej nocy". To między innymi kot z zapaleniem spojówek i katarem, znaleziony na Bartoka czy piesek Alex znaleziony na Prądzyńskiego.
"Posiada zarejestrowany czip, ale nr telefonu właścicieli jest wyłączony. Podany na czipie adres jest nieprawidłowy"
- podało schronisko w mediach społecznościowych.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.