Nordea ponownie redukuje zatrudnienie w Łodzi. Zwolnienia są częścią znacznie większej restrukturyzacji skandynawskiej grupy, która w latach 2026-2027 ma objąć około 1500 pracowników na całym świecie.
Łódź od lat jest jednym z najważniejszych miejsc działalności Nordei w Polsce. To tutaj znajduje się główna siedziba polskich struktur banku oraz centrum, w którym pracują zespoły wspierające działalność grupy na zagranicznych rynkach.
Teraz pracownicy łódzkiego oddziału ponownie muszą mierzyć się z perspektywą redukcji zatrudnienia.
Pierwsza fala zwolnień objęła pracowników IT
Pierwsze informacje o zwolnieniach grupowych w polskich strukturach Nordei pojawiły się już na początku 2026 roku. Bank zapowiedział wówczas redukcję obejmującą maksymalnie 105 pracowników, przede wszystkim specjalistów IT. Zwolnienia dotyczyły osób pracujących w Łodzi, Warszawie oraz Trójmieście.
Nordea tłumaczyła decyzję nowym etapem strategii i koniecznością dostosowania struktury organizacyjnej do zmieniających się potrzeb biznesowych.
Styczniowe zwolnienia w Polsce nie są jednak odosobnionym przypadkiem. W marcu Nordea oficjalnie poinformowała o szeroko zakrojonych działaniach restrukturyzacyjnych związanych z realizacją strategii do 2030 roku.
Bank zapowiedział, że w latach 2026-2027 zmiany mogą objąć około 1500 pracowników całej grupy. Nordea zamierza przeznaczyć na restrukturyzację około 190 mln euro, a po zakończeniu zmian oczekuje co najmniej 150 mln euro rocznych oszczędności od 2028 roku.
Jednym z głównych elementów strategii jest wykorzystanie technologii, danych i sztucznej inteligencji. Bank chce upraszczać i modernizować systemy oraz zwiększać skalę automatyzacji.
Nordea wprost przyznaje, że efektem tych zmian będzie mniejsza liczba pracowników niż obecnie. Jednocześnie zapowiada inwestowanie w przekwalifikowanie i podnoszenie kwalifikacji zatrudnionych osób.
Ile osób straciło pracę w Łodzi?
O kolejnej fali zwolnień w łódzkiej siedzibie Nordea informowała w sierpniu "Gazeta Wyborcza". Z relacji cytowanych przez dziennik pracowników wynikało, że w firmie narasta zmęczenie, frustracja i poczucie niepewności.
Na początku sierpnia zapytaliśmy biuro prasowe giganta, ile osób z Łodzi otrzymało wypowiedzenie. Do tej pory nie otrzymaliśmy odpowiedzi.
Z redakcją skontaktowała się osoba związana z firmą i poinformowała nas, że pracę straciło już kilkanaście osób, a łącznie z bankiem ma pożegnać się przeszło 40 pracowników.
Podkreślamy, że informacji tych nie potwierdziło nam biuro prasowe Nordea.
Paradoksalnie restrukturyzacja nie oznacza jednak wycofywania się banku z inwestycji technologicznych. Jest wręcz odwrotnie. Nordea zapowiada dalsze inwestowanie w technologię, dane i sztuczną inteligencję.
Zwolnienia grupowe. Czy pracownik może się bronić?
O sytuacji osób tracących pracę, roli urzędów pracy oraz zawodach, w których wciąż brakuje rąk do pracy, rozmawialiśmy z prof. UŁ dr. hab. Krzysztofem Stefańskim.
Jak nam mówi, otrzymanie wypowiedzenia w ramach zwolnień grupowych nie zawsze oznacza, że pracownik jest całkowicie bezbronny. Kluczowe znaczenie ma prawidłowe przeprowadzenie procedury przez pracodawcę.
W przypadku zwolnień grupowych pracodawca przed wręczeniem wypowiedzeń powinien przeprowadzić konsultacje ze związkami zawodowymi. Jeżeli procedura została przeprowadzona prawidłowo, możliwości zakwestionowania samego wypowiedzenia są jednak ograniczone.
- Jeżeli pracodawca wszystkie procedury dopiął, pracownik nie ma specjalnie tutaj dużych możliwości
- tłumaczy ekspert.
Nie oznacza to jednak, że osoba zwolniona pozostaje bez żadnych praw. W przypadku zwolnień grupowych pracownik może mieć między innymi prawo do odprawy.
Po otrzymaniu wypowiedzenia warto przede wszystkim sprawdzić, czy pracodawca dochował wszystkich wymaganych procedur.
Nie ma zawodu, który daje stuprocentowe bezpieczeństwo
Osoba, która straciła pracę, może skorzystać między innymi ze wsparcia urzędu pracy. Pomoc może obejmować szkolenia, staże czy inne formy aktywizacji zawodowej.
- Urzędu Pracy nie traktowałbym jako wroga, tylko jako kogoś, kto może nam coś zaproponować
- mówi prof. Stefański.
Jednocześnie ekspert zwraca uwagę, że urząd nie znajdzie rozwiązania za każdego bezrobotnego.
- Rynek pracy niestety polega na tym, że powinniśmy się sami zaopiekować sobą
- podkreśla.
Zdaniem eksperta nie ma dziś zawodu, który dawałby stuprocentową gwarancję bezpieczeństwa.
Sytuacja na rynku pracy może zmieniać się bardzo szybko. Jeszcze niedawno za jedną z najbardziej perspektywicznych branż uważano IT.
- Dziesięć lat temu wszyscy uważali, że jeżeli będę informatykiem, to do końca życia będzie fantastycznie, a teraz już wiadomo, że nie
- zauważa ekspert.
Jedną z branż, w których nadal brakuje pracowników, pozostaje medycyna. Potrzebni są także wysoko wykwalifikowani specjaliści, a w niektórych zawodach nadal widoczny jest wyraźny niedobór rąk do pracy.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.