My nie chcemy tutaj tej ścieżki
Spór o drogę rowerową przez Zielone Smulsko trwa od miesięcy. Planowana inwestycja ma połączyć Łódź z Konstantynowem Łódzkim. W dokumentacji przetargowej miasto wskazuje, że droga rowerowa i pieszo-rowerowa ma prowadzić od ul. Popiełuszki, przez park na Smulsku, do ul. Inwestycyjnej przy granicy Łodzi z Konstantynowem Łódzkim. Projekt jest związany z unijnym działaniem dotyczącym mobilności miejskiej w Łódzkim Obszarze Metropolitalnym.
Mieszkańcy od początku podkreślają jednak jedno: nie protestują przeciwko rowerom ani samej idei połączenia Łodzi z Konstantynowem. Nie chcą takiego przebiegu trasy.
Pięć miesięcy temu Stowarzyszenie Osiedle Smulsko wspólnie z Radą Osiedla Retkinia Zachód-Smulsko złożyło wniosek o wstrzymanie postępowania przetargowego. Były petycje do prezydent Hanny Zdanowskiej i wiceprezydenta Tomasza Piotrowskiego, pisma do urzędu i komisji Rady Miejskiej.
Mieszkańcy podkreślają, że przez 13 lat konsekwentnie zmieniali ten teren. Zrealizowano tu dziesięć ich projektów z Łódzkiego Budżetu Obywatelskiego, jedenasty właśnie jest realizowany.
- Gdybyśmy chcieli ścieżki rowerowej, to byśmy o nią poprosili. Uderza nas najbardziej fakt, że ktoś chce nam ją na siłę zbudować i w dodatku nie pyta nas o zdanie
- mówi jedna z mieszkanek.
Pierwsze spotkanie z mieszkańcami odbyło się 25 sierpnia na skwerze między ul. Hippiczną a Gimnastyczną. I właśnie ono do dziś wywołuje na Smulsku największe emocje.
Mieszkańcy mówią wprost: wiceprezydent przyszedł na rozmowę nieprzygotowany, a jego sposób prowadzenia dyskusji odebrali jako arogancki i lekceważący.
- Wysłaliśmy petycję, mnóstwo pism, a prezydent przyszedł na spotkanie i nie wiedział nawet, o co nam chodzi
- mówi kolejna mieszkanka Smulska.
- Najbardziej przykre było jednak to, że kiedy mu to wytknęliśmy, powiedział, że pism nie czyta, bo nie ma na to czasu. Padły też słowa: „Nikogo nie interesuje pani pismo”
- relacjonuje kobieta.
Mieszkańcy pokazują nam również sporządzony przez siebie zapis najbardziej burzliwych fragmentów tamtej rozmowy. Wynika z niego, że kiedy uczestnicy spotkania powiedzieli: „My nie chcemy tej ścieżki”, mieli usłyszeć odpowiedź:
- A my ją i tak wybudujemy.
Według relacji mieszkańców atmosfera szybko zrobiła się nerwowa. Kiedy kilka osób zaczęło mówić jednocześnie, prezydent miał odpowiedzieć:
- Teraz mówię ja, a nie państwo. Chyba zaraz skończę to spotkanie.
W nagraniach uczestników znalazło się również inne zdanie, które do dziś wywołuje na Smulsku ogromne emocje.
- Ja mogę wam tu zwieźć ludzi z całej Łodzi, bo oni mają w głębokim poważaniu, że wam się nie podoba
- takie słowa, według mieszkańców, miały paść podczas spotkania.
W pewnym momencie jedna z pań odparła, że mieszkańcy mogą doprowadzić do referendum, a politycy „przegrają wybory”, jeśli będą w tak arogancki sposób traktować ludzi.
- Ja nigdzie nie będę kandydował
- miał odpowiedzieć prezydent.
Pierwsze spotknie z wiceprezydentem wywołało ogromne emocje wśród mieszkańców Smulska. Fot. FB Stowarzyszenie "Osiedle Smulsko".
Drugie spotkanie miało uspokoić emocje. Mieszkańcy: pokazano nam praktycznie to samo
Mimo ostrego pierwszego starcia uzgodniono, że odbędzie się kolejne spotkanie. Doszło do niego 23 września w budynku ROD Pigwa przy ul. Popiełuszki. Tym razem było spokojniej. Tomasz Piotrowski zapewniał, że przeanalizował zgłoszone wcześniej uwagi i sprawdził propozycje zmian.
- Z uczciwości przejrzałem państwa uwagi
- powiedział podczas spotkania.
Miasto nie zamierza jednak rezygnować z inwestycji. Wiceprezydent tłumaczył, że projekt ma dofinansowanie, a odstąpienie od niego miałoby również konsekwencje dla Konstantynowa Łódzkiego.
Kiedy z sali padło pytanie: „Ale po co nam ta inwestycja?”, rozpoczęła się kolejna dyskusja.
Piotrowski odpowiadał, że mieszkańcy Łodzi korzystają z rowerów, miasto chce budować spójną sieć rowerową i nie należy wypowiadać się w imieniu osób, których na spotkaniu nie ma. W pewnym momencie zasugerował, żeby mieszkańcy „grali w otwarte karty” i powiedzieli wprost, że po prostu nie chcą ścieżki.
To wyraźnie ich zirytowało.
- My cały czas mówimy, że nie jesteśmy przeciwni ścieżce. Jesteśmy przeciwni temu przebiegowi
- odpowiadali.
Ich zdaniem można wykorzystać osiedlowe uliczki albo poprowadzić trasę inaczej, tak aby nie zamieniać spokojnej alejki spacerowej w trasę tranzytową.
„Niby nasze uwagi uwzględniono, ale... nic nie uwzględniono”
Po drugim spotkaniu emocje wcale nie opadły.
- Niby nasze uwagi zostały uwzględnione, ale... nic nie zostało uwzględnione. Pokazano nam właściwie ten sam projekt co w sierpniu
- mówi nam młoda mieszkanka Smulska.
- Jedyny postęp po fatalnym spotkaniu w sierpniu jest taki, że tym razem wiceprezydent hamował emocje. Ale to wszystko. Nadal nas nie słucha i próbuje nas uszczęśliwiać na siłę.
Kobieta podkreśla, że właśnie to boli mieszkańców najbardziej.
- Nasze osiedle to chyba ewenement na skalę Łodzi. W ciągu 13 lat złożyliśmy dziesięć wniosków do Budżetu Obywatelskiego i wszystkie zostały zrealizowane. Właśnie realizowany jest jedenasty. Gdybyśmy chcieli drogi rowerowej, to byśmy o nią poprosili. Tymczasem ktoś przychodzi i mówi nam, że wybuduje ją tutaj bez względu na to, czy nam się to podoba.
Mieszkańcy przypominają, że sami walczyli m.in. o chodniki, zieleń, drzewa czy solarne latarnie. Teraz część tej infrastruktury ma zostać dostosowana do nowej trasy.
- No nie po to o te latarnie walczyliśmy. Tam odbywa się przede wszystkim ruch pieszy. Ludzie chodzą tam na spacery. Po to sobie tak zagospodarowaliśmy osiedle, żeby właśnie tak było
- mówi kolejny mieszkaniec.
- Rowerzyści oczywiście też tam jeżdżą, ale sporadycznie. Jeżeli powstanie prosta trasa, połączy nas dodatkowo z terenami przemysłowymi, od których od lat chcemy być oddzieleni zielonym buforem.
Mieszkańcy obawiają się, że droga zmieni charakter miejsca, które dziś jest przede wszystkim spokojnym terenem rekreacyjnym.
- To przykre, bo tyle się mówi, że ludzie żyją tylko w internecie, a nasze osiedle jest żywym przykładem, że potrafimy coś robić wspólnie. Zadbać o swoje otoczenie. Liczba projektów, które udało nam się zrealizować, najlepiej o tym świadczy. Potem sami o to dbamy, wyrywamy chwasty, sprzątamy, mieszkańcy dosadzają kwiaty. A teraz przychodzi miasto i chce nam zmienić to, co wspólnie budowaliśmy
- mówi mieszkanka.
Jej zdaniem zapewnienia, że inwestycja nie wpłynie znacząco na Zielone Smulsko, mieszkańców nie przekonują.
- My po prostu w to nie wierzymy. Ta droga zmieni spokojny charakter tego miejsca. Pojawi się szybki ruch rowerów i hulajnóg, a tutaj spacerują dzieci, starsi ludzie, ludzie z psami. Nie jesteśmy przeciwko drodze rowerowej. Mówimy tylko: nie tędy. I chcielibyśmy wreszcie zostać potraktowani jak partnerzy do rozmowy, a nie przeszkoda, którą trzeba przekonać do czegoś, co i tak już postanowiono.
Prywatna działka na trasie. „My to oczywiście wywłaszczymy”
Podczas wtorkowego spotkania pojawił się także temat prywatnej działki znajdującej się na drodze planowanej inwestycji. Mieszkańcy dopytywali, na jakim etapie znajduje się cała procedura.
- Zrobiliście państwo projekt, a nie macie terminu?
- padło z sali.
- Nie. Nie mamy
- przyznał Tomasz Piotrowski.
- Tutaj procedura wygląda w taki sposób, że żeby komuś zabrać działkę na realizację takiego projektu, musi się odbyć wywłaszczenie przez procedurę ZRID. Ta procedura chwilkę musi potrwać. Jesteśmy na etapie projektowania tej trasy, ale ona nie jest zaprojektowana
- mówił.
- Przyszliśmy do was w takim momencie, że mamy wyłonioną firmę projektową i firmę realizacyjną tego projektu, ale nie występowaliśmy jeszcze o ZRID. To, co państwu mówiliśmy o tamtej działce, no my to oczywiście wywłaszczymy, tylko to się odbędzie w momencie uzyskania przez nas pozwolenia na budowę i złożenia wniosku o procedurę ZRID
- powiedział Piotrowski.
Nadal nie pokazano nam alternatywy
Już po spotkaniu swoje stanowisko opublikowało Stowarzyszenie Osiedle Smulsko. Jego przedstawiciele podsumowali, że mimo wcześniejszych deklaracji nie zobaczyli konkretnego rozwiązania sporu.
- Niestety nie usłyszeliśmy o żadnym alternatywnym przebiegu tej trasy. Mamy nawet wrażenie, że właściwie nikt zbytnio ich nie analizował. Po raz kolejny usłyszeliśmy tylko, że przedstawiciele miasta są bardzo zaskoczeni naszym sprzeciwem wobec tej inwestycji. Nie ma się co dziwić. Nikt nie czyta petycji mieszkańców, nikt nie słucha ich merytorycznych uwag lub je trywializuje, to skąd ma wiedzieć, o co tym ze Smulska chodzi
- napisali przedstawiciele stowarzyszenia.
Podkreślili jednocześnie, że nie sprzeciwiają się samym drogom rowerowym. Ich zdaniem inwestycje powinny być jednak planowane z uwzględnieniem potrzeb lokalnej społeczności i z szacunkiem dla jej wieloletniego zaangażowania w zagospodarowanie osiedla.
Poprosiliśmy wiceprezydenta Tomasza Piotrowskiego o odniesienie się do zarzutów mieszkańców i informację, czy planowane są kolejne spotkania. Do momentu publikacji nie odpowiedział na telefon ani wiadomość.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.