Reklama

Reklama

Poznaliśmy zwycięzcę. Ależ to były emocje!

Opublikowano: ndz, 19 sty 2020 01:56
Autor:

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości Łódź Zakończyły się prawybory w Konfederacji Wolność i Niepodległość. Elektorzy zdecydowali. Ależ to były emocje!

Reklama

Kandydat na Prezydenta RP wyłoniony!

Zakończyły się prawybory w Konfederacji Wolność i Niepodległość. Ostatni, decydujący zjazd rozpoczął się przed południem w sobotę 18.01 w Warszawie.

!reklama!

Elektorzy wybrani proporcjonalnie w trakcie wcześniejszych zjazdów w 16 miastach Polski, zdecydowali najpierw o tym, kogo zobaczymy w kolejnych rundach finałowej rozgrywki, a następnie o ostatecznym wyborze kandydata Konfederacji na Prezydenta RP. Prawybory zorganizowane na wzór prawyborów republikańskich w Stanach Zjednoczonych, były niezwykle emocjonujące i faktycznie przed ostatnim zjazdem wciąż nie było wiadomo, kto wygra.

Brak dyscypliny i nie tylko...

Elektorzy, aczkolwiek wskazani przez swoich kandydatów, nie byli jednak związani dyscypliną, więc teoretycznie mogli przekazać swoje głosy (kiedy ich kandydat już odpadł z rozgrywki) kandydatowi, który przekonał ich swoim programem najbardziej. Dlatego właśnie, choć na starcie rozgrywki finałowej dość wyraźnie prowadził Krzysztof Bosak, to suma głosów elektorskich innych kandydatów mogła ten wynik zmienić. Łącznie głosowało 314 elektorów, a po każdej rundzie odpadał jeden z kandydatów, który uzyskał najsłabszy wynik. Emocje rosły, ponieważ kiedy odpadali kolejni kandydaci partii Korwin, wciąż była możliwość, aby przekazane głosy wyeliminowały faworyzowanego Krzysztofa Bosaka.

Wiele mówiło się też o tym, że gdyby Grzegorz Braun odpadł wcześniej, to głosy właśnie jego elektorów mogą zadecydować czy przekażą swe typy na wolnościowca, czy na narodowca. Tymczasem, kiedy w przedostatnim głosowaniu odpadł Artur Dziambor, a Grzegorz Braun uzyskał 135 głosów, wydawało się, że w finale właśnie to on może zwyciężyć.

Napięcie sięgnęło zenitu

Na wniosek Artura Dziambora zarządzona została przerwa, aby przed finałowym głosowaniem mógł on porozmawiać ze swoimi elektorami. W tym momencie komentatorzy przewidywali, że najprawdopodobniej głosy odpadającego tuż przed finałem kandydata, wiceprezesa partii Korwin, elektorzy przekażą raczej Grzegorzowi Braunowi i to on ostatecznie okaże się zwycięzcą.

Po przerwie emocje doszły do zenitu. Ostatecznie jednak to Krzysztof Bosak wygrał głosami elektorów 163 do 146 i to on będzie kandydatem Konfederacji w wyborach prezydenckich w maju 2020.

Szanse prawdziwe, czy iluzoryczne?

Czy będzie miał szansę wejść do drugiej tury, o ile urzędujący Prezydent Andrzej Duda nie wygra już w turze pierwszej? Wszystko jest możliwe. Wydaje się, że spośród kandydatów startujących w prawyborach prezydenckich Konfederacji, to właśnie on jest tym liderem, który będzie w stanie poszerzyć elektorat Konfederacji, co może się okazać kluczowe w ostatecznej rozgrywce. Wydaje się dość mało prawdopodobne, aby Prezydent Andrzej Duda osiągnął ponad 50% już w pierwszej turze, a ponieważ głosy zwolenników opozycji wobec rządzącej partii będą się z pewnością rozkładały pomiędzy wielu kandydatów, wydaje się, że Krzysztof Bosak ma całkiem realne szanse, by uzyskać głosy nawet ponad 2,5 mln wyborców, co mogłoby dać wystarczającą liczbę głosów (około 14%) do wyeliminowania pozostałych kandydatów i zmierzyć się z urzędującym Prezydentem RP.  W praktyce, potrzebna liczba głosów może okazać się nawet mniejsza, co uzależnione jest głównie od frekwencji wyborczej, a warto pamiętać, że Konfederacja uzyskała w ostatnich wyborach ponad 1.250 tyś głosów, a potem jej notowania rosły (choć w ostatnim sondażu Kantar-a były niższe). Oczywiście, wiele będzie zależało od jakości kampanii wyborczej, którą Konfederacja rozpocznie już od poniedziałku.

Co powiedział zwycięzca?

Finał prawyborów odbył się w iście amerykańskim stylu, a moment ogłoszenia zwycięzcy przypominał wręcz chwile wręczania pucharu w Lidze Mistrzów, kiedy sypią się na głowy zawodników błyszczące paski pociętej folii. Tutaj było bardzo podobnie.

"W pierwszej kolejności podziękowania należą się wszystkim naszym sympatykom, którzy nas wspierali. W drugiej, wszystkim kontrkandydatom." - powiedział Krzysztof Bosak po wcześniejszym, znakomitym przemówieniu Grzegorza Brauna i przyjęciu gratulacji od swojego finałowego kontrkandydata. - "Narodowcy chcą silnego państwa, a silne państwo, to nigdy nie jest państwo zadłużone." - mówił kandydat na prezydenta. - "Chcę wspomnieć także, co jak sądzę wszyscy przeżywaliśmy uczestnicząc w marszach niepodległości. O takim wspólnym doświadczeniu dumy narodowej. O przeżyciu bycia w dużej grupie ludzi, którzy nie wstydzą się swojego patriotyzmu. Nie wstydzą się swojej polskości, nie wstydzą się swojej tożsamości. Nie uważają, że podkreślanie tego, że bycie patriotą, że manifestowanie tego jest w jakimś sensie obciachowym. Przez lata media głównego nurtu robiły nam regularne pranie mózgu - próbowały nam wyperswadować dumę narodową, zawstydzić nas, że jesteśmy Polakami. Odebrać nam pamięć o tym, co w naszej historii było wielkie, odebrać nam pamięć o sukcesach. Przedstawić nam, że walka Polaków o niepodległość, o wolność, o zachowanie swojej wiary, języka, kultury, to była jakaś walka pełna niepotrzebnych poświęceń, może nieracjonalna. Marsze Niepodległości pokazały całej ogromnej rzeszy młodych Polaków, bo myślę, że bez szwanku dla prawdy można policzyć, że ponad milion ludzi przewinęło się przez Marsze Niepodległości, pokazały że jesteśmy w stanie przeżywać dumę narodową i więź narodową w sposób godny, w sposób wolny. Niezależnie od tego czy Policja, czy Rząd nam to utrudnia, czy nie. Jesteśmy w stanie to robić, bo po prostu taka jest nasza wola narodowa. I z tej dumy narodowej może wynikać trwałe dążenie do niepodległości, do odzyskania tej części niepodległości, którą oddaliśmy Unii Europejskiej." - dodał w dość długim wystąpieniu Krzysztof Bosak.

Warto może podkreślić, że to właśnie Konfederacja, jako partia, której liderzy często programowo wręcz podkreślają swoją niechęć do demokracji (Grzegorz Braun jest zdeklarowanym monarchistą, a poglądy Janusza Korwina-Mikke są ogólnie w tej kwestii znane od wielu lat), paradoksalnie jako jedyna pokazała jak w najbardziej demokratyczny sposób można i chyba nawet należy, wyłaniać swojego kandydata na prezydenta. Oddali po prostu tę kwestię w ręce swych wyborców, przekonując ich, że mają naprawdę realny wpływ na to, co się dzieje w partii. Konfederacja zawstydziła też przy okazji wszystkich tych, którzy mają hasła o demokracji na ustach, a swoich kandydatów brali niemal "z łapanki", bo jeśli udało się pokazać dwóch, to już uznawano to za sukces, a o faktycznym, demokratycznym wyłanianiu kandydata na prezydenta oczywiście nie mogło być tam mowy. Wszystko zostało uzgodnione znacznie wcześniej. Komentatorzy, którzy nie zagłębiali się dotąd w reguły republikańskiego systemu prawyborów, przekonywali się ze zdumieniem, że w Konfederacji naprawdę nie wiedzą, kto wygra! I to już z pewnością jest olbrzymim sukcesem tej, nowej na polskiej scenie politycznej, formacji.

Zapłacili, żeby zagłosować!

Ponad 7000 osób było skłonne wydać 30zł, aby zagłosować, na swojego kandydata. Okazało się, że niewielka kwota, która zabezpieczała w ten sposób prawybory przed trollingiem i kompromitacją (możliwe tysiące fałszywych głosów, itd), nie stanowi bariery dla ludzi, którzy chcą mieć realny wpływ na to, kto będzie ich kandydatem w wyborach. Zatem, choć oficjalna kampania rozpocznie się dopiero teraz, to konwencje w 16 miastach z pewnością poszerzyły elektorat partii i były świetnym zabiegiem marketingowym, który ma szansę zaprocentować wiosną.

Myślę, że pierwsze w historii polskiej demokracji prawybory prezydenckie w takim systemie, przeprowadzone bardzo sprawnie organizacyjnie, mogą stać się w przyszłości wzorem, także dla innych partii. Przy okazji bowiem Konfederacja mogła zaprezentować swoich kandydatów w liczbie aż dziewięciu, pokazując przy tym potencjał intelektualny i osobowościowy całej formacji, co może mieć spore znaczenie, także w kontekście kolejnych wyborów, nie tylko prezydenckich. Dla samego Krzysztofa Bosaka, który jest już politykiem dość rozpoznawalnym, z pewnością ta rozpoznawalność jeszcze się powiększy. Wśród kandydatów jest też chyba postacią, która wyróżnia się bardzo koncyliacyjną postawą w rozmowach liderów oraz wysoką kulturą prowadzenia sporów, co wielokrotnie pokazywał w swoich krótkich wprawdzie, ale treściwych i przemyślanych wystąpieniach medialnych.

Zdaniem wielu komentatorów, wygrał też debaty przedwyborcze, w kórych brał udział i to w sposób dość zdecydowany. To właśnie jego wystąpieniom niektórzy przypisują ostateczny sukces Konfederacji, jakim było przekroczenie progu wyborczego i możliwość wejścia do Sejmu skromnej, 11-osobowej reprezentacji konfederatów. Trudno byłoby chyba wyobrazić sobie jednak możliwość poszerzenia elektoratu partii przez Janusza Korwina-Mikke, który choć jest niezwykle barwną postacią, ma bardzo duży elektorat negatywny. Podobnie, choć uzyskane 12% w wyborach samorządowych w Gdańsku mogłoby temu przeczyć, ma sporo przeciwników Grzegorz Braun. Erudyta, "patentowany polonista" - jak mówi o sobie, jest mówcą znakomitym i prezentuje często w dyskusjach argumenty, którym racji odmówić nie sposób, to jednak jego niezwykle konserwatywne poglądy, kóre podkreśla przy każdej okazji, mogłyby jednak okazać się gwoździem do trumny już na wstępie. Nie bez kozery, mówi się nawet, że obecnie to już nie od Korwina, ale właśnie od Grzegorza Brauna, na prawo jest już tylko ściana...

Można i należy naśladować

Muszę przyznać, że transmisja z prawyborów w systemie, który przyjęła Konfederacja, była niezwykle wciągającym widza widowiskiem i gdyby transmitowały ją największe telewizje, zwłaszcza w przypadku przyjęcia takiej formuły przez większe partie, to na oglądalność nie mogłyby narzekać, a reklamy sprzedawałyby się przy tym jak ciepłe bułeczki. Amerykański styl prawyborów sprawdził się, a goście, którzy wypowiadali się na gorąco tuż przed ropoczęciem głosowań, wśród nich także Tomasz Grabarczyk - kandydat Konfederacji w wyborach do Sejmu RP z naszego miasta, podkreślali wyjątkowość tego wydarzenia w skali naszego kraju i często sami byli zdziwieni aż tak dużym zainteresowaniem.

Jedyne czego mi zabrakło, to może faktycznie, jak zasugerował jeden z komentatorów telewizji wRealu24, bezpośredniej debaty finałowej - jeden na jednego, czyli Grzegorza Brauna z Krzysztofem Bosakiem tuż przed ostatecznym głosowaniem elektorów. Nawet gdyby trwała ona tylko 20-30 minut, to byłaby to z pewnością wisienka na torcie. Aż szkoda, że kolejna taka szansa dopiero za pięć lat...

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

Lubisz newsy na naszym portalu? Załóż bezpłatne konto, aby czytać ekskluzywne materiały z Łodzi i okolic.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.