Reklama

Reklama

#TuFelieton - Z Maliną o Sporcie: Odkrycie po latach

Opublikowano: czw, 4 cze 2020 21:30
Autor:

#TuFelieton - Z Maliną o Sporcie: Odkrycie po latach - Zdjęcie główne

#TuFelieton - Z Maliną o Sporcie: Odkrycie po latach

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości Łódź Dzisiaj zacznę nietypowo, bo „kulturalnie”. Kilka dni temu przeczytałem bowiem wywiad, a dalej już mój mózg uruchomił opcję "wspomnienia"…

Poniższy tekst pochodzi z rozmowy Michała Misiorka z Adamem Sztabą, przeprowadzonej dla Plejady.

Zdaje się, że przeżyłeś też z Edytą epizod związany z hymnem w Korei.

Oczywiście, że tak, ale nie byłem jego bezpośrednim świadkiem, bo siedziałem wtedy schowany w jakiejś szatni. Wszystko zaczęło się od tego, że Edyta została zaproszona przez międzynarodową FIFĘ do wykonania polskiego hymnu. Zgodziła się i zaproponowała zaśpiewanie go w towarzystwie orkiestry symfonicznej. Pomysł wszystkim się spodobał, więc powstała symfoniczna wersja naszego hymnu narodowego. W dniu wylotu do Korei dostaliśmy informację, że na miejscu będzie jednak amatorska wojskowa orkiestra dęta. Zasugerowałem Edycie, żeby absolutnie nie wykonywać hymnu w takiej oprawie. Całość była rozpisana przecież na skład symfoniczny, a nie dęty, do tego mieli to zagrać amatorzy. Edyta postanowiła jednak, że zaśpiewa. Wiem, że nie chciała zawieść fanów i rezygnować w ostatniej chwili, wystawiając się na krytykę. O jej występie w Korei mówiło się przecież od dawna.

W zderzeniu z tą orkiestrą, fatalnym nagłośnieniem, odległością Edyty od muzyków oraz dyrygentem, który nie mówił po angielsku, wyszło tak, jak wyszło. Nawet nie wiem, jak to nazwać. Hymn na pewno nie został wykonany w pierwotnym zamyśle brzmieniowym. Ten aranż opierał się na smyczkach, a tam nie było nawet ich cienia. Masa czynników miała wpływ na tę sytuację. Oczywiście, cały żal i hejt spadł na Edytę. Ja byłem jeszcze przed "Idolem", nie należałem do specjalnie rozpoznawalnych osób.

Rozumiem, że do ciebie nikt nie miał pretensji?

Wtedy nie. Chociaż po jakimś czasie pojawiły się pytania o to, kto zrobił aranżację. Myślę, że gdyby wydarzyło się to trzy lata później, po "Idolu", bardziej bym to odczuł. Natomiast ja nigdy nie miałem problemu, żeby o tym mówić. Zresztą, tak naprawdę nie mam do siebie pretensji, bo ta aranżacja nie została wykonana w moim zamyśle. W życiu nie przeniósłbym tego na orkiestrę dętą. Nie miałem na to żadnego wpływu. Poszedłem na próbę, licząc, że coś jeszcze uratuję. Wiele osób pytało, dlaczego hymn grany był tak wolno. A no dlatego, że tamten dyrygent tak to czuł i nie był w stanie swojego amatorskiego zespołu pchnąć do przodu, by zagrali choć odrobinę szybciej. Więc wszystko się rozwlekło, doszły akustyczne odbicia ze stadionu i zrobiła się z tego niezrozumiała magma.

Teraz już doskonale wiecie, o czym będzie ;-)

4 czerwca 2002 roku. Polska reprezentacja wracała z piłkarskiego niebytu na światowe salony. Ekipa Engela rozpoczynała walkę na mistrzostwach świata. Dzisiaj to wydarzenie „osiąga pełnoletność”.

To było długie szesnaście lat czekania, półtorej dekady trwania klątwy Bońka. Dla mnie osobiście trochę mniej, bo mój sportowy i futbolowy świat „wystartował” w 1992 roku, ale to i tak było długie dziesięć lat. Okres porażek naszych Orłów. Owszem czasem mieli szansę, niekiedy tylko mieli szansę mieć szansę. Tak czy inaczej duże turnieje odbywały się bez nas. Aż tu nagle: pach – Ukraina, pach – Białoruś, pach – Norwegia. Nie przeszkodził nam nawet remis w Armenii, bo wtedy wszyscy solidarnie poremisowali… 1 września 2001 roku, na Stadionie Śląskim w Chorzowie świętowaliśmy awans na koreańsko-japoński mundial.

Jeszcze przed mistrzostwami byłem na towarzyskim meczu w Łodzi. Polacy podejmowali Japonię. Już wtedy to nie wyglądało dobrze, ale każdy się łudził, że to tylko wypadek przy pracy…

A później już tylko człowiek czekał, kombinował – bo przecież mecze Polaków nie były transmitowane w ogólnodostępnej telewizji – i trzymał kciuki. No i się zaczęło. Najpierw hymn w wykonaniu Edyty Górniak – wszystko macie opisane powyżej. Przyznam, że jeszcze kilka dni temu nie miałem pojęcia, że takie były realia. Co oczywiście nie zmienia faktu, że nasi piłkarze patrzyli na siebie wzajemnie, jakby nie wiedzieli, co jest grane, a powinien być przecież „Mazurek Dąbrowskiego”. Gdyby to był teleturniej "Jaka to melodia?" to zapewne nikt nie odważyłby się wcisnąć guzika…

Później było już tylko gorzej. Dziwna taktyka Biało-Czerwonych, Koreańczycy skaczący wyżej od naszych, choć byli zdecydowanie niżsi. I ostatecznie 0:2. Tyle lat czekania na występ Polaków na mundialu, tyle miesięcy nadziei już po awansie i w ciągu 90 minut jest po wszystkim. Tzn. wtedy jeszcze nie było, bo znowu mieliśmy nadzieję, że to tylko przykra wpadka i z Portugalią będzie lepiej. A jak było każdy doskonale wie…

Przyznam, że nie pamiętam, czy to już wówczas ukuło się znane polskie piłkarskie porzekadło „mecz otwarcia, mecz o wszystko i mecz o honor” czy też dopiero powtórka azjatyckiego scenariusza cztery lata później, na mundialu w Niemczech, sprawiła, że weszło ono do kanonu, ale bez wątpienia nasi zagrali tam „po polsku”.

I w sumie przyznać trzeba, że choć futbol przez te 18 lat zmienił się w każdym niemal aspekcie, że choć nasi częściej meldują się na wielkich turniejach (w czym pomaga też oczywiście na przykład rozbudowana formuła mistrzostw Europy) to jednak realia dla polskiego kibica są niemal niezmienne (z małymi wyjątkami). Są rozdmuchane nadzieje, jest dobre losowanie, wszystko jest dopięte na ostatni guzik i… lipa ;-)

Od tamtego wieczoru w Pusan zagraliśmy jeszcze pięć meczów otwarcia. Wygraliśmy tylko jeden – z Irlandią Północną w 2016 roku. Ot, polska futbolowa rzeczywistość :-D

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

Lubisz newsy na naszym portalu? Załóż bezpłatne konto, aby czytać ekskluzywne materiały z Łodzi i okolic.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.