Dziś maluch ma już kogoś, kto go pokochał
Na szczęście sytuacja radykalnie się zmieniła i dziś maluch ma już kogoś, kto go pokochał. Rodziną zastępczą dla Wiktorka postanowiło zostać małżeństwo z czwórką własnych dzieci.
- O zostaniu rodziną zastępczą pierwszy raz pomyśleliśmy 8 lat temu. Ale wtedy trochę przeraziły nas formalności. Wydawało nam się, że potrzebny jest duży dom, wysokie dochody i może jeszcze jakieś inne wygórowane oczekiwania. Odpuściliśmy
- mówi pani Joanna, która zaopiekowała się Wiktorkiem.
Gdy po kilku latach urodził się czwarty syn, Jan, okazało się, że jest chory. Potrzebował opieki medycznej, np. wsparcia koncentratora tlenu czy odsysania wydzieliny. Często trafiał do szpitala. Podczas jednej z wizyt dzielił salę z Alanem, mieszkańcem hospicjum stacjonarnego Fundacji Gajusz, dla którego rodzinę zastępczą stworzyła Agnieszka, była wolontariuszka organizacji.
"Zobaczyłam w nim mojego Janka"
Rozmowy między paniami szybko zeszły na tematy rodzicielskie. Tak pani Joanna dowiedziała się więcej o praktycznych stronach bycia specjalistyczną rodziną zastępczą. Wtedy pomyślała, że to coś dla nich. Ostatnio znów zaczęli rozmawiać z mężem o powiększeniu rodziny.Zapadła decyzja - małżeństwo zaczęło gromadzić potrzebne dokumenty oraz poszukiwać informacji o dzieciach potrzebujących rodziny. I tak trafili na facebookowy post Fundacji Gajusz. Pani Joanna napisała mejl, zgłaszając chęć stworzenia domu dla Wiktorka.
- Zobaczyłam w nim mojego Janka. On też miał nie chodzić, a biega. Jest chory, ale przecież bardzo szczęśliwy, bo ma kochającą rodzinę. Tego samego zapragnęłam dla Wiktorka. Pokazałam mężowi zdjęcia malucha. On na to: No fajny. Chyba nie sądził, że to może być nasz piąty syn. A potem sprawy potoczyły się błyskawicznie
- wspomina pani Joanna.
W czerwcu pierwszy raz przyszli do fundacji
W połowie czerwca rodzina umówiła się na pierwszą wizytę w fundacji.
- To, co było wyjątkowe, to zupełny brak niepewności związanej z tym, jak rodzice poradzą sobie ze zdrowotnymi obciążeniami Wiktorka. Mieli ogromne doświadczenie w opiece nad chorym dzieckiem i zapewnianiu mu pomocy specjalistów. A do tego żadnego lęku z tym związanego
- mówi Dorota Grodzka, dyrektor ośrodka Tuli Luli.
Po rozmowie z pracownikami Fundacji Gajusz mąż pani Joanny stwierdził, że myślał, iż Wiktorek jest poważnie chory.
- A przecież w porównaniu z naszym Jankiem to jemu prawie nic nie jest. To prawda, Janek leczy się u piętnastu specjalistów, a Wiktorek tylko u trzech!
- ze śmiechem opowiada pani Joanna.
Po przebudzeniu od razu przywołuje rodziców
Rodzice poznali Wiktorka 4 sierpnia 2025 roku. Przez kolejne miesiące spędzali z nim coraz więcej czasu. Pani Joanna przyjeżdżała dwa razy dziennie. Wieczorem dołączał do niej mąż, żeby utulić synka do snu. Wreszcie 23 października - po decyzji sądu - maluch zamieszkał w swoim nowym domu. Dołączył do 22-letniego Grzegorza, 19-letniego Krzysztofa, 8-letniego Michała i 5-letniego Jana.Wiktorek świetnie się zaaklimatyzował w nowym domu. Po paru tygodniach zaczął intensywnie upominać się o uwagę. Po przebudzeniu od razu przywołuje rodziców. Gdy ktoś go odstawia na podłogę zamiast nosić na rękach, demonstruje swoje niezadowolenie.
Beztroski czas przeplata się z wizytami u specjalistów: rehabilitacjami, spotkaniami z logopedą (chłopiec jeszcze nie mówi), terapią integracji sensorycznej. Nad jego zdrowiem czuwają też neurolog, kardiolog i pulmonolog. Rozwój psychoruchowy malucha jest opóźniony. Rodzina wciąż czeka na wyniki badań genetycznych.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.