- Interpelację złożyłem 22 stycznia 2026 r., a odpowiedź podpisana przez wiceprezydenta Tomasza Piotrowskiego nosi datę 14 kwietnia. To jawne lekceważenie ustawowych obowiązków i brak szacunku wobec mieszkańców
- nie gryzie się w język Sebastian Bulak.
Radny pytał m.in. o punktualność komunikacji miejskiej, stan techniczny taboru oraz częstotliwość awarii. Szczególnie krytycznie ocenił funkcjonowanie procedury zwrotu kosztów za taksówki, z których pasażerowie korzystają w sytuacjach, gdy komunikacja miejska zawodzi.
Ten system nie działa
Zdaniem radnego, system w praktyce działa bardzo słabo i dla mieszkańców jest niemal nieosiągalny. Dane z ostatnich trzech lat mają to potwierdzać. Liczba wniosków o zwrot stopniowo maleje, a tylko około co czwarty kończy się pozytywną decyzją. Łączne wypłaty są przy tym symboliczne i wynoszą zaledwie kilkaset złotych rocznie.
- Mieszkańcy, którzy z winy MPK musieli wziąć taksówkę, odbijają się od ściany biurokracji. W 2025 roku złożono jedynie 60 wniosków o zwrot kosztów, z czego aż 42 odrzucono. Miasto wypłaciło łącznie 463,20 zł na całą Łódź przez cały rok. To kpina z osób niepełnosprawnych, seniorów i rodziców, którzy zostali na przystanku przez odwołany kurs
- uważa radny.
Choć przepisy dopuszczają możliwość rekompensaty, obowiązuje kluczowa zasada, że przewoźnik odpowiada tylko za sytuacje, które powstały z jego winy. To znacząco zawęża pole do uznania roszczeń. Dlatego najczęstsze powody odmów są powtarzalne: korki, zdarzenia drogowe, objazdy czy opóźnienia mieszczące się w dopuszczalnych normach. Innymi słowy - wszystko to, co najbardziej frustruje pasażerów, jednocześnie najczęściej nie stanowi podstawy do uzyskania zwrotu.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.