Pragnienie ochłody stało się tak wielkie, że na drzwiach sklepu ze sprzętem agd zawisły kartki z napisem wielkimi literami: „BRAK klimatyzacji, klimatyzatorów i wentylatorów”. Żeby nie trzeba było fatygować sprzedawców tym samym pytaniem po raz setny. Wszystko co było, zniknęło z półek, a na nowe dostawy trzeba poczekać.
Najzabawniejsze jest jednak to, że przez jakieś jedenaście i pół miesiąca w roku ten biedny wentylator jest domowym wyrzutkiem. Wędruje z pawlacza do piwnicy, z piwnicy na szafę, z szafy za zasłonę. Każdy się o niego potyka, każdy narzeka, że tylko zabiera miejsce. Kiedy przychodzi wiosenne sprzątanie, pojawia się odwieczne pytanie: „Po co my to jeszcze trzymamy?”.
Tymczasem teraz, jak tak dalej pójdzie, to wentylator stanie się towarem reglamentowanym. Jak kiedyś cukier i kiełbasa w PRL-u. Masz już z jeden? Drugi się nie należy. Następny przydział za dwa lata.
Wentylator to dziś nie tylko obiekt pożądania, ale też obiekt nagłej spekulacji. Parę osób postanowiło zrobić biznes życia kosztem ludzi, którzy duszą się na ósmym piętrze wieżowca na Retkini. Na Allegro ten sam wiatrak, który miesiąc temu kosztował 49 zł, nagle robi karierę jak luksusowy towar i kosztuje 135 zł - jakby dmuchał powietrzem z Himalajów, a nie z plastikowych śmigiełek.
A prawda jest taka, że za kilka dni upał się skończy. I skończy się też pięć minut chwały wentylatora. Znowu wróci do swojego życia po sezonie. Będzie się kurzył przez 360 dni, żeby przez pięć dni w roku ratować życie i godność domowników, którzy jeszcze tydzień wcześniej obrzucali go obelgami i zastanawiali się, gdzie to „dziadostwo” upchnąć.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.