reklama

To powinno być zakazane. Połowa wakacji, a markety już każą wracać do szkoły [KOMENTARZ]

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

To powinno być zakazane. Połowa wakacji, a markety już każą wracać do szkoły [KOMENTARZ] - Zdjęcie główne
Autor: Iwona Spodenkiewicz | Opis: Szkolne kiermasze w środku lata powinny być zakazane. Też tak uważasz?

reklama
Udostępnij na:
Facebook
Łódź po godzinachPołowa wakacji, a ja już poczułam ukłucie paniki. Nie, nie dlatego, że dzieci wracają do szkoły. Dlatego, że ktoś postanowił mi o tym przypomnieć.
reklama

Mamy dopiero połowa wakacji, a ja od dwóch tygodni nie mogę przestać myśleć o powrocie dzieci do szkoły. Wszystko za sprawą marketów.

A przecież najpiękniejszy dzień w roku to dla mnie ostatni dzień roku szkolnego. Serio.

Kończy się codzienna gehenna. Wchodzenie po raz czterdziesty do pokoju córki, a potem do syna i tak w kółko. „Wstawaj!”. „Za chwilę”. „Już idę”. I człowiek zaczyna się zastanawiać, ile razy dziennie można powtarzać to samo zdanie.

Uśmiecham się wtedy do siebie, a w środku słyszę chyba jakieś dzwoneczki szczęścia, szczęśliwe melodie albo przynajmniej cichy aplauz: „Udało się. Kolejny rok za nami”.

Rano wstaję i nikomu nie muszę szykować tortilli, ślimaczków z ciasta francuskiego, bo przecież zwykłej bułki z szynką to żadne nie zje. Do tego jakieś owocki trzeba umyć i batonik zbożowy naszykować, a potem to wszystko spakować do plecaków, bo przecież inaczej zapomną zabrać.

reklama

Wiem, że stroje na piłkę i taniec mogą sobie spokojnie poleżeć w koszu. Nie muszę ich prać i wieszać na kaloryferze, żeby jakimś cudem do rana wyschły.

Czuję się jak królowa, gdy w niedzielę mogę obejrzeć ulubiony serial, zamiast zbierać kasztany o północy, bo przecież pani trzy tygodnie temu powiedziała, że jutro trzeba przynieść.

Moje wakacyjne szczęście trwało jednak zaledwie sześć dni. Rozumiecie? Sześć dni! Bo któregoś dnia weszłam do Biedronki i zobaczyłam to...

„Do mojej szkoły idę!” - specjalna oferta na wyprawkę szkolną. No normalnie z nóg mnie ścięło.

reklama

W dodatku musiałam stanąć w długiej kolejce do kasy pomiędzy dwoma regałami, które uginały się od zeszytów w kratkę, linie, kółka, trójkąty i diabli wiedzą, co jeszcze.

Z jednej strony zerkały na mnie krwiożercze gumki w kształcie kapibary, a z drugiej długopisy ze złowieszczo szczerzącym zęby awokado.

Zrobiło mi się słabo.

Uderzenie gorąca spowodowało, że serce zaczęło mocniej bić. „To koniec” - pomyślałam. Za chwilę te regały zacisna się wokół mnie i zgniotą moje marne jestestwo.

Gdy miałam już wysłać ostatniego, pożegnalnego esemesa do rodziny, nagle wyratował mnie fakt, że doszłam do kasy. Zabrałam swoje zakupy i wybiegłam jak strzała ze sklepu.

I wiecie co? To powinno być zakazane. Naprawdę.

reklama

Kurczaczki przed Bożym Narodzeniem i czekoladowe mikołaje przed Wielkanocą to pikuś. Nikomu krzywdy nie robią. Ale straszenie rodziców 1 września od samego początku lipca? To już jest prawdziwe przegięcie!

Dajcie nam jeszcze chwilę. 

Jeszcze przez moment chcemy udawać, że wrzesień nie istnieje.

reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy
logo