Widzew zostaje w PKO BP Ekstraklasie - to wiadomość, na którą kibice czekali od dawna. Miały być puchary, mistrzostwo, liga rozbita w pył, ale do końca trzeba byo drżeć o utrzymanie. Może i dobrze się stało, bo po raz kolejny przekonaliśmy się, że pieniądze to nie wszystko. Że w sporcie, piłce nożnej, potrzeba czegoś więcej. Trzeba stworzyć drużynę. Jednym z bohaterów sezonu był Sebastian Bergier, który przyszedł do Widzewa za darmo. W ostatnim meczu bardzo ważnego gola strzelił Angel Baena. Za niego Widzew też nic nie zapłacił. Kupieni za miliony Andi Zeqiri i Osman Bukari zawiedli. Zawiedli też trenerzy ściagnięci z zagranicy. Drużynę w lidze utrzymał "stary wilk" Aleksandar Vuković.
Sezon był nieudany, kibice mają prawo być bardzo zawiedzeni. I na pewno będą zmiany: w klubie, w drużynie. Trzeba chwilę poczekać. Na szczęście ten gorzki czas kibicom osłodziła ostatnia kolejka. Wszystko było idealnie.
Widzew sam załatwił swoje sprawy
Utrzymanie na 100 procent dawała Widzewowi wygrana Piastem Gliwice i tak też było. Pomogli kibice, którzy jak niemal zawsze wspaniale dopingowali. Nie chodzi tylko o fanów spod zegara, którzy znów zrobili wielki show, ale wszystkich, którzy byli w Sercu Łodzi. Cztery trybuny żyły od pierwszej do ostatniej minuty, a nawet wcześniej i dłużej.
Widzew wygrał, ale nawet nie musiał, bo swój mecz przegrała Lechia Gdańsk, która poległa w Niecieczy. Dobrze jednak, że dla łódzkiej drużyny ten wynik nie był ważny. Utrzymali się sami, bez pomocy innych.
Gola na 2:0 dla Widzewa strzelił Mariusz Fornalczyk. Było to piękne trafienie i co najważniejsze pierwsze skrzydłowego w tym sezonie. O tego gola "Fornaldo" starał się od początku sezonu. Miał wielkiego pecha, bo piłka odbijała się od słupków i poprzeczek, albo bramkarze popisywali się pięknymi paradami. Mimo tego, że Fornalczyk tak naprawdę zawodził, kibice cały czas go wspierali. Doceniali jego ambicje i starania, co jest charakterystyczne dla tego stadionu i tych fanów. W finale sezonu piłkarz się odpłacił.
Gdy Serce Łodzi fetowało już utrzymanie, trwał jeszcze mecz Pogoni Szczecin z GKS-em Katowice. Goście wyrównali w doliczonym czasie gry, co dało im awans do europejskich pucharów i wyrzuciło z nich... Legię Warszawa, której kibice już cieszyli się z piątego miejsca. Oczywiście bardzo ucieszyło to fanów czerwono-biało-czerwonych.
Piękna to była sobota.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.