ŁKS znów świetnie zaczął
ŁKS miał problemy, żeby dobrze wejść w mecz. Łodzianie często tracili bramkę jako pierwsi, ale to się zmieniło. W meczu z Pogonią Siedlce to oni wyszli na prowadzenie już w 6. minucie. Teraz przeciwko graczom z Grodziska Mazowieckiego prowadzili już po upływie dziewięciu minut gry. Pięknym dośrodkowaniem Kacper Terlecki znalazł Fabiana Piaseckiego, a napastnik ŁKS-u zdobył swoją piątą bramkę w pięciu ostatnich meczach.
Jeśli fani liczyli, że ŁKS będzie miał taką samą przewagę, jak w poprzednim spotkaniu, to musieli być rozczarowani. Tym Pogoń Grodzisk Mazowiecki zawiesiła poprzeczkę dużo wyżej. Nadal to ŁKS był drużyną bardziej dojrzałą, ale goście wyglądali naprawdę przyzwoicie i pokazali to za sprawą trafienia Oliwiera Olewińskiego. Piłkarz Pogoni cudownie przymierzył sprzed pola karnego i strzałem w samo okienko pokonał Łukasza Bombę. Takim też wynikiem zakończyła się pierwsza część gry, mimo że ŁKS szybko starał się wrócić na prowadzenie.
W drugiej połowie trener Szoka zdecydował się na zdjęcie z boiska Kacpra Terleckiego, który w 22. minucie obejrzał żółtą kartkę. Co ciekawe w jego miejsce wszedł Mateusz Lewandowski i jak się okazało, był to strzał w dziesiątkę. ŁKS zagrał w ataku właśnie Lewandowskim, Arasą i Piaseckim i cała trójka wzięła udział w bramkowej akcji z 65. minuty. Kōki Hinokio zagrał górną piłkę w kierunku Lewandowskiego. Piłka spadła pod nogi Andreu Arasy, który uderzył z powietrza. Ze strzałem Hiszpana z trudem poradził sobie Kieszek, ale do piłki dopadł Lewandowski. Zrobił tyle, ile mógł, czyli powalczył o nią w tłoku i pomógł szczęściu, żeby ta wylądowała pod nogami Fabiana Piaseckiego, a ten przyjął i uderzył nie do obrony. Szósty gol Piaseckiego w piątym meczu.
Na tym Łodzianie nie poprzestali. Osiem minut później drugą piłkę po rzucie rożnym zebrał Hinokio. Japończyk przeczekał dwa tempa i dopiero uderzył w kierunku bramki. Piłka odbiła się jeszcze po drodze od zawodnika Pogoni i wpadła do siatki.
Zwycięstwo mogło być bardziej okazałe, ale nie dlatego, że Łodzianie zmarnowali jeszcze jakąś stuprocentową sytuację. W 90. minucie Mateusz Kupczak spóźnił się z interwencją i faulował swojego rywala w polu karnym. Arbiter podyktował rzut karny, choć Łodzianie mieli jeszcze nadzieję, że uratuje ich VAR i ewentualny spalony. Takiego jednak nie było, choć powtórki pokazywały, że sytuacja rozstrzygała się na milimetry. Goście mieli ostatecznei rzut karny, którego na bramkę zamienił Noiszewski.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.